KRZYSIOWEMALECONIECO – po sznurku, do KONKURSU…

Gdy wokół nas robi się zbyt ciemno, czasem potrzeba kogoś kto podciągnie żaluzje… Robi się jaśniej, widać więcej uśmiechniętych, oszołomionych nieoczekiwanym światłem twarzy… Kiedyś ktoś nam drogi i bliski, powiedział że nasz blog jest jak taki sznurek od żaluzji… Czasem jakiś wpis je chwilowo opuszcza w dół, tylko po to, by kolejny uniósł je dużo wyżej… Czy oświetlamy Wasze twarze? Nie wiem… Ale jeśli tak jest, to niech nasz blog w nieskończoność podnosi te żaluzje i zmniejsza półcień wkoło…

Niech przyniesie otuchy innym Aniołkowym Rodzicom dając dowód, że tam gdzie pozornie wszystko się kończy, zawsze jest szansa na nowy początek…

Niech wspiera ramiona tych, którzy dźwigają lęk i troski opieki nad Choruskami, bo przecież nie raz siła miłości mierzy się z siłą bezsilności…

Niech uczy absolutnie wszystkich innych Odwiedzających, którzy nie mogą uwierzyć w opisywaną tu rzeczywistość, że szczęście potrafi mieć naprawdę skrajne oblicza, rozmiary…

I na koniec – najważniejsze: niech kontynuuje to, co pozostawił nam nasz Krzyś: niespotykaną dotąd kreatywność, która każe iść naprzód; pomagać tym, co ciągle „mają szansę” i tę RAPerską, książkową, czy wszelką inną poMOC szerzyć dalej…
Jeśli tylko chcielibyście zaprosić do naszego wspólnego odkrywania wszelkiego światła wokół nas innych – prosimy o Waszą niewielką pomoc:

Oddajcie głos w konkursie Onet-u „Blog Roku” na nasze „krzysiowemaleconieco.com”: SMS o treści A00620 na numer 7122.

Głosując, też pomagamy – dochód z smsów (1 sms = 1,23 zł) dla Dzieciaczków osieroconych z hospicjum. Tylko jeden telefon może zagłosować na wybrany blog, więc zachęcamy do użycia wszystkich telefonów w domu i o uaktywnianie do głosowania Waszych fajnych znajomych 🙂 Mamy czas do południa, do 06 lutego!

Jedyne na czym nam zależy, to odsłaniać nasze żaluzje dalej… I widzieć jak najwięcej twarzy rozpromienionych światłem – radości, dobra, spełnienia… Bujda? Bzdury? Przecież świat jest dokładnie taki sam, jakim go postrzegamy. Więcej, taki sam, jakim go tworzymy! Myślicie, że kiedyś uda nam się wspólnie podciągnąć żaluzje do końca i zobaczyć w całości odsłonięte, rozświetlone okno?
Dziękujemy jak zawsze – za to, że jesteście -„mimo wszystko”. Z góry dziękujemy za Wasze głosy, zaangażowanie i pomoc – wspólnie wysyłamy zaproszenie innym do… „podnoszenia żaluzji”.

baner bloga na blogroku

Reklamy

Wyniki, wieści, wspólne decyzje!

Kochani Rycerzykowicze!

Dziś nie będziemy Wam zajmować sobotniego wieczoru czytaniem 😉 Będzie krótko, techniczno-logistycznie, esencjonalnie w trzech punktach!
Punkt pierwszy:
Najwyższy czas podsumować wyniki naszej sondy! I zanim to podsumowanie formalne nastąpi: musimy najpierw i przede wszystkim absolutnie wszystkim Głosującym bardzo gorąco podziękować – za chęci, za zaangażowanie, za komentarz i za… niezdecydowanie 🙂 Wyrównane statystyki wielu wpisów nas bardzo cieszą! Niesamowitego nam dajcie „kopa” do działania, pisania dalej kolejnych „ulubionych” wpisów :-*
A na podium znalazły się:
I miejsce: „Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść…”
II miejsce: „Gdybym miała choć raz”
III miejsce exequo: „O tym jak zniknął sufit”, „Że są puste miejsca przy stole”, „Oszaleli Anieli…”

Punkt drugi:

Po nieoczekiwanym i bardzo miłym odzewie jaki do nas dotarł podczas grudniowych licytacji albumowej wersji „Rycerzyka”, mamy wielki zaszczyt i nieukrywaną radość napisać Wam, że po wielu długich tygodniach niełatwych negocjacji, uzgodnień, decyzji; wczoraj dotarła do nas umowa od Wydawnictwa na wydanie naszego „Rycerzyka”! W wersji wciąż niepewnej, a bardzo optymistycznej, nasza najdroższa sercu książka ukaże się w standardowym – dużym nakładzie, ogólnodostępnie, po normalnej cenie już wiosną! Mamy tylko jedno życzenie: całkowity zysk ze sprzedaży przekazujemy na chore Dzieciaczki! Umowa leży przed nami… To co, podpisujemy? 😉

Punkt ostatni: nasz wyjątkowy, całodobowy, nieprzerwany KONCERT niezliczonych i niezmęczonych RAPerów trwa – „bilety” poMOCY wciąż niewyczerpane… 😉

No to milusiego, cieplusiego, zimowego wieczorku! :-*

image

21.01.2014: KONCERT RAP DLA JULIANKA

Powoli gasną światła…

Instrumenty się stroją. Próba generalna własnych możliwości wokalno-wspomagających – za kulisami. I porządna trema, czy oby na pewno wszyscy wiedzą „po co to wszystko”? Już nie raz tłumaczyliśmy. A teraz, DZIŚ – wśród codziennych obowiązków, kłopotów, miliona własnych spraw „do załatwienia”,  jeśli tylko raz, ten jeden raz w miesiącu, możemy Wam przypomnieć, że po tej drugiej stronie mocy, jest NIE-moc (serio!), zatrzymajcie się na chwilkę i jeśli możecie – dodajcie tę MOC!

Niewidoczny Dyrygent…

Tak, nasze RAPowe koncerty, jak na rapowe nie przystało: mają dyrygenta! (Sorry, fani rapu! 😉 ) Ale jak to na profesjonalnych koncertach bywa – Dyrygenta właściwie nie widać. Powinien być pod sceną, choć akurat my mniemamy, że czuwa wysoko nad nią! I to właśnie On nadaje ton wszystkim i wszystkiemu. Nasz Dyrygent ma dziś swoje mini-urodzinki: kończyłby 19 miesięcy. Tym razem to On chce podarować prezent – to już duży Chłopczyk i doskonale wie, co w życiu jest najważniejsze. Krzyś nie miał niestety tego szczęścia, aby kosztowne leczenie, operacja mogły go uzdrowić. Inni je mają i im właśnie chce pomagać! Bo czy jest w życiu coś piękniejszego niż Komuś podarować po-MOC,  a tą MOCĄ jest np. ŻYCIE. Dosłownie.

Na scenie: Julianek

Dlaczego pojawił się na naszej scenie? Sentymentalne względy: gdy zobaczyliśmy jego zdjęcie z elektrodą w „złotego misia”, otulonego w te same wzorki materacyka niemowlęcego, w które wpatrywaliśmy się przez nasze pierwsze trzy szpitalowe miesiące z Krzysiem, pomyśleliśmy: „jemu musi się udać!”. Przeczytaliśmy historię: „Jemu się uda!”.

Serduszko młodszego kumpla Krzysia poważnie szwankuje i bez operacji – przestanie bić…

Na szczęście, tu nie wszystko jest w rękach losu, ale… w rękach chirurgów z Niemiec oraz w rękach Dobrych Ludzi, którzy pomogą Juliankowi na tę „operację: życie” pojechać.

 Pora na… RAP!

Nasz RAP zaczynamy z wysokiego C,

Rycerzykowa Akcja Pomocy wre,

Bo nie o lekarstwo, ani wygodę tu chodzi,

Ale o „być albo nie być”,

co Szekspirowi bez medycyny zbyt prosto wychodzi.

Julianek to góral, maluśki bohater,

I choć uśmiecha się pięknie spod samiuśkich Tater,

To serca nie ma jak dzwon,

Musimy nadać mu ton,

Bilet na operację „RAPowym biletem” podarować,

Aby Młodziaka życie króciutkie ratować!

 

Bilet wstępu na nasz „koncert RAP”:

Do nabycia bez wychodzenia z domu!

Koszt – 5 zł – nie mniej, nie więcej! Czy pojedynczo, czy rodzinnie – według uznania.

Gdzie nabyć? Wpłat należy dokonać na SUBKONTO Julianka (dane do przelewu – na dole strony). Więcej informacji o Chłopcu na jego facebook-owej STRONIE. Postępy w zbiórce na operację zobaczycie TUTAJ.

A dla widzów VIP: specjalne aukcje dla Julianka na Wydarzeniu TUTAJ!

Niech na tym koncercie będzie RAPerska MOC…Po-MOC! :-*

ZAPRASZAJCIE ZNAJOMYCH*

*) Warunki lokalowe nam na to pozwalają, aby sala pękała w szwach! 😀

Image

Znów RAP-ujemy – koncertowo!

Kochani Rycerzykowicze!

Że licytacja „Rycerzyka” to tylko pierwsza odsłona naszego RAP-u – pisaliśmy. Że utworzone na facebook’u „RAP-owe Wydarzenie” wspierające naszą inicjatywę to dopiero preludium – pisaliśmy. Że dajemy sobie i Wam chwilkę odpoczynku na miniony już świąteczny czas – pisaliśmy. Obietnica dotrzymana! Powracamy do RAP-u – właśnie teraz ogłaszamy 🙂

Na czym teraz będzie polegało nasze RAP-owanie? Oczywiście, że na POMAGANIU! I mamy nadzieję, że się o to nie pogniewacie :-*

No właśnie. Rap to specyficzny rodzaj muzyki. Można w nim oszukiwać wokalem, rytmem, linią melodyczną, czy jak tam ten cały „hałas” zwał ;), ale nie brzmi wtedy dobrze. Aby dobry (!) rap zagrał dobrze – wszystko musi funkcjonować poprawnie – każdy instrument, każdy dźwięk, takt, rytm… W muzyce łatwo to naprawić – wystarczy dobry słuch, wymagający menago, czasem zmysł samokrytyki tworzących, czasem lepsza jakość sprzętu.

A jak to wygląda u „naszych” Dzieciaków? W sumie podobnie. Żeby wszystko dobrze „grało” – musi być dobry opiekun, odpowiedni trening, terapia, wysokiej jakości sprzęt. Czasem musi zagrać tylko serduszko – albo aż! Czasem muszą dostosować się do rytmu motoryki ciała zbyt nieposłuszne nóżki, rączki, mięśnie… Czasem na innych (niż przyjęte za normę) falach nadaje główka… Często w nieodczuwalnym motłochu 21 procentowego tlenu, potrafi się zapodziać gdzieś ich oddech…

I choćby najbardziej banalnie miałoby zabrzmieć, ten „rap” dla mniej zdrowych Maluszków, to nic innego jak ŻYCIE. Tak, to samo życie, które tak często nas rozczarowuje, stawia wymagania, kłody pod nogi, a czasem rozpieszcza, najczęściej jednak go jakoś nie doceniamy. Dla Maluszków-Chorusków żyć znaczy często – pokonywać codzienność jak najprzyjemniej, jak najprościej, z jak największym możliwym wsparciem wokół: specjalistów, leków, sprzętu. A mimo, że dopiero całkiem niedawno zdaliśmy sobie z tego sprawę, powiemy Wam tę brutalną prawdę: dla zbyt wielu Dzieciątek żyć, znaczy po prostu być… jutro.

Żeby raperzy mieli fajny zespół, dobre płyty i głośną trasę koncertową – trzeba mnóstwa pracy, energii i kasy. Żeby Dzieciakom żyło się komfortowo, długo i najzdrowiej jak to tylko możliwe – trzeba mnóstwa pracy, energii (ich i najbliższych) i kasy. Krzyś nasz ma pomysł: jak dotychczas, będzie swoje urodzinki świętował co miesiąc, tylko troszkę inaczej. Otóż nasz Rycerzyk w naszych głowach wykombinował ;-), że dokładnie co miesiąc, na swoje urodzinki, dokładnie 21-ego KAŻDEGO MIESIĄCA, zamiast prezentu dla niego (wierzymy, że w Niebie ma wszystko, czego Dusza zapragnie!), chce Was naciągnąć na cykliczny RAP: Rycerzykową Akcję Pomocy!

W każdym miesiącu, będziemy organizować tutaj RAP-owy „KONCERT” dla wybranego Dzieciaka, którego Wam przedstawimy! Wiemy, że nigdy nie uda nam się pomóc wszystkim, którzy na tę pomoc w pełni zasługują, czekają i proszą. Jednak, wychodząc z założenia, że zawsze bardziej warto robić coś niż nic – chcemy kontynuować RAP i „koncerty” z wielką publiką super dobrych serc! 🙂

Na czym będzie polegał „koncert”? Nie trzeba będzie wychodzić z domu, narażać słuchu i przepychać się w tłumie 😉 My Wam zaprezentujemy każdego 21-dnia miesiąca na naszej krzysiowomałoconieco-wej scenie jednego Maluszka-Choruska – On Wam zagra może na sumieniu, może na sercu, może przewartościuje pewne sprawy… Krzyś i my – podpowiemy z chórków – dlaczego i gdzie warto mu koncertowo pomóc. „Bilet wstępu” na ten wyjątkowy RAP-owy „KONCERT” – 5 zł – raz w miesiącu – nie mniej, nie więcej! WSTĘP DOZWOLONY WSZYSTKIM – nawet tym, którzy nie lubią rapu 😉 A koncert jest udany wtedy, kiedy dopisze publika – w ilości i energii jest wielka moc, w tym wypadku: PO-MOC! A najbardziej zapraszamy tych, którzy pokochali Krzysia – jako Inicjator-Jubilat tych koncertów, będzie bardzo dumny, że kupiłeś bilet! 🙂 :-*

Image

Interaktywnie, czyli… SONDA DLA WAS!

Jest zimno, ciemno, pada (cokolwiek), wieczór jakoś wcale nie robi się dłuższy… Więc my wpadliśmy na pomysł 🙂 Chcemy Was wyrwać z objęć „nudy pogodowej” i tęsknoty za zimą lub wiosną – w końcu obu na horyzoncie póki co brak.

Wykorzystując klimat stycznia – miesiąca wszelkich podsumowań, rankingów, a także prognoz, proponujemy Wam dziś niecodzienny ranking: SONDĘ WPISÓW NA BLOGU! 🙂 Będzie krótka wycieczka „wstecz”, będzie wspominkowo, będzie przekrojowo, będzie interaktywnie jeszcze bardziej niż dotychczas – taką mamy nadzieję! Naiwni? 😉

Nasza przygoda z blogiem zaczęła się ledwie ponad rok temu. Odsłoniliście ją już prawie 200 tysięcy razy! Nie wiedzieć skąd, kiedy i jak dostarczyliśmy Wam ponad 150 wpisów – najprawdziwszej koncentracji radości przez łzy lub łez połykanych z uśmiechem – samym nam trudno to określić. Całkiem niedawno brnąc dalej naprzód, zapisując kolejne notatki „do zrobienia” co do większości „krzysiowych” planów, postanowiliśmy poszukać energii, natchnienia, odpowiedzi w tym co było. Powróciliśmy do archiwum tego bloga – przeczytaliśmy ileż to emocji, lekcji, wspomnień tu zostawiliśmy. Nie zamykamy na klucz – zbyt cenne. Uchylamy troszkę tę skrzyneczkę. Wyciągamy z niej najważniejsze dla nas (z wielu względów) zapiski. Może niektóre zechcecie przeczytać jeszcze raz? A może w innych powie Wam wszystko już sam tytuł? Mamy tylko jedną prośbę: jak macie chwilkę, dajcie nam znać – KTÓRY WPIS JEST DLA WAS NAJCENNIEJSZY? Dlaczego? Ot tak, chcemy wiedzieć 😉

Wystarczy kliknąć na wybrany wpis, a zagłosować przyciskiem VOTE! UWAGA: Dana osoba może głosować tylko RAZ, ale ze względu na różnorodność wpisów – zostawiamy możliwość WIELOKROTNEGO WYBORU!

A potem…? Po podsumowaniach będzie kolej na prognozy! :-*

sonda_blog

Zostań „serduszkowym terrorystą”!

WIELKA akcja odważnych, pozytywnych ludzi. Co jest wielkie? Atmosfera, rozmach, serca, szczodrość, integracja, zabawa? Tak. Ale największy jest sens całej akcji: z malutkich kroczków (złotówki wrzucane do skarbonek) tworzy się co roku ogromny krok milowy (zebrane finalnie miliony złotych). Krok milowy dla polskiej medycyny. Krok milowy dla zmiany światopoglądu. Krok milowy dla życia… dla tysięcy żyć – jeszcze króciutkich, maleńkich, może naiwnych, ale silnych, najodważniejszych.

ORKIESTRA nie symfoniczna, nie kameralna. To orkiestra jedynych w swoim rodzaju dźwięków składających się z magicznego „pip pip pip” przekazujących ciche, często niepewne, odważne: „Mamo, jestem”. Zamiast skrzypiec – rząd pulsoksymetrów mierzących pracę serduszka i natlenowania krwi; zamiast trąbek – urządzenia Infant Flow do nieinwazyjnej wentylacji pomagające oddychać; zamiast bębnów – inkubatory z mnóstwem kabelków i okienek, wraz z większymi poduszeczkami w środku niż sami mieszkańcy „szklanych domków”. Co dzień na oddziale otaczały nas rzędy porządnych, nowoczesnych sprzętów z przyklejonym maleńkim czerwonym serduszkiem. I to mieniące się wszędzie czerwone serduszko sprawiało wrażenie, że oddział neonatologii polskiego szpitala nie wygląda jak polskie PKP, ale jak zachodnie TGV.

ŚWIĄTECZNEJ atmosfery w polskich szpitalach brak. Wiem, widziałam. Nasze własne dzieciątko mało świątecznie musiało walczyć o życie długie miesiące. Nie było fanfarów, biesiady, oklasków. Były strach, bunt, niedowierzanie i łzy. I jeśli tylko o jakiejkolwiek „świąteczności” mogła być mowa, to tylko wtedy gdy kolejne badanie poszło po naszej myśli; gdy padła dobra diagnoza, gdy czytaliśmy z buzi synka przekonanie: „Mamcia, dam radę!”. Nowe sprzęty od WOŚP-u nie gwarantują zwycięstwa. Jednak dają dużo więcej niż złotówka wrzucona do puszki – dają poczucie bezpieczeństwa, że „na dane okoliczności, moje dziecko jest w najlepszym miejscu z możliwych”.

POMOCY nie powinno się udzielać tylko jak zawołają, jak namówią, jak każą… Ale jeśli faktycznie codzienne sprawy nas zapędzają gdzieś hen we własne zmartwienia, pilne sprawy, niekończące się „pomyślę o tym jutro”, warto czasem się zatrzymać i przetrzeć oczy. Tak, ten stary, brudny szpital, który mijasz codziennie rano w drodze do pracy, to nie tylko mury… Tam są też dzieci, które właśnie się dowiadują, że mogą do pracy nigdy nie zdążyć pójść. Tym samym, wiedzą, że trzeba walczyć; chcą walczyć; czekają na pomoc. Jakby tą pomocą mogłoby być tylko uściśnięcie za rękę, pogłaskanie, nowy miś albo odwiedziny z puentą: „wszystko będzie dobrze”, byłoby idealnie. W takim świecie niestety „pomóc” znaczy „dać kasę”, brutalna to prawda. Byliśmy po tej drugiej stronie murów – przetarliśmy własne oczy…

 

A na koniec, po raz pierwszy i może ostatni, ale złamiemy zasadę tego bloga o tolerancji wszelkich poglądów. Będzie sprzeciw. Bo przeczytaliśmy to:

Tomasz Sakiewicz (dziennikarz) o Wielkiej Orkiestrze: „Widziałem ludzi, którzy mieli odwagę nie poddać się terrorowi serduszkowców. Odwracali szybko głowę i przyspieszali kroku. Błąd. Idźcie z dumą. Brak serduszka to dowód na to, że człowiek myśli i nie ładuje pieniędzy na lans gościa, który sprowadził piękne idee do błota.”

Tak, to rząd RP i NFZ powinien się „lansować” z nowoczesnymi zakupami na rzecz oddziałów naszych szpitali, tym samym: na naszą rzecz – jeśli nie teraz, to na kiedyś…. Tak, „terror serduszkowców” – powinien trwać nie raz w roku, ale co dzień, niewidzialnie, niewyczuwalnie, ale skutecznie, użytecznie, leczyć zbutwiałe serca, krnąbrne umysły, spiskujące głowy. Tak, Owsiak powinien sobie już dawno wyjechać na niekończące się wakacje, odpocząć po corocznym, całorocznym nękaniu, udowodnianiu, przekonywaniu tylko dlatego, że jest większy niż inni (inne fundacje), więc może pomagać bardziej (niż inne fundacje) i dlatego jest prześwietlany dokładniej lub tak samo (jak inne fundacje). Tak, piękne idee powinny zostać wysoko w chmurach albo niech ktoś je choć wyjmie z tego błota – jacyś chętni, Panowie? Tak, WOŚP mógłby nie istnieć – wtedy co po niektórzy „idący z dumą myślący” mieliby święty spokój i nawet nie wiedzieliby jak dużo, dużo więcej najmłodszych Bohaterów miałoby dosłowny „święty spokój” – zbyt wcześnie…

Gramy dalej –  „do końca świata i o jeden dzień dłużej!”…, choćby już dziś miałby być ten „o jeden dzień dłużej”, gdyż coraz częściej nam się wydaję, że świat się skończył…

No to, SIEMA!

 

Image

Odwiedziny Owsiaka na oddziale krakowskiej Neonatologii, gdzie Krzyś w towarzystwie serduszek spędził 3 pierwsze miesiące swojego życia. /źródło: Gazeta.pl/

ImageZ Owsiakiem gramy od dziecka. Gdy miałam kilka lat, była radość z nowego, wylicytowanego kubka. Gdy miałam kilkanaście lat, fajnie się czułam pomagając. Dziś, gdy jestem „Mamą po przejściach”, wiem, że sprzęt ratuje życie – dosłownie. Ot, taka siła serduszka przyklejonego do mojej, Twojej, naszej kurtki…

„Bo każdy anioł ma skrzydła pełne roboty.”

Zupełnie przypadkiem, a może nie-przypadkiem (czyt. Krzyś podsunął 😉 ) odkryłam wczoraj wieczór w internetowej otchłani taką jedną, niedługą, inną niż wszystkie, bliską nam (w końcu aniołkową) bajkę… Przeczytałam: „piękna” – pomyślałam. A zaraz potem przyszła kolejna myśl: „chciałabym, żebyście ją też poznali”… Chętni? 🙂

NAJMNIEJSZY ANIOŁ

„Pewnie już wiesz o tym, że daleko stąd, jest takie miejsce, w którym mieszkają anioły. Każdy inaczej widzi Niebo Aniołów. I to jest w nim najpiękniejsze. Panuje tam nieustający rozgardiasz. Bo każdy anioł ma skrzydła pełne roboty.
Co jakiś czas Tadeusz Anioł zwołuje nieopierzone jeszcze anioły do magazynu i daje każdemu po parze skrzydeł. Właśnie grupa aniołów skończyła 10 lat. To czas, by nabierać wprawy w anielskiej sztuce. Młode anioły są dość niewinne, by kochać całym sercem a zarazem dość już samodzielne, by wyruszyć na ziemię.

Na wołanie Tadeusza Anioła, dziewczęta i chłopcy ustawili się pod drewnianymi drzwiami magazynu zgodnie z tradycją: od największego, do najmniejszego. Ile było tam oczekiwania! Na samym końcu stanął Najmniejszy Anioł.

Tadeusz Anioł rozdawał skrzydła, zdejmując je z półek. Każdą parę układał delikatnie na plecach małych aniołów. I tak, para za parą, anioł za aniołem. Aż, kiedy dotarł na sam koniec kolejki, zdziwił się Tadeusz Anioł. Raz jeszcze przejrzał dokładnie wszystkie półki i w końcu poddał się.

-„Nie ma”- powiedział.

-„Nie ma”- powtórzyły anioły.

-„Nie ma czego?”- zapytał najmniejszy.

Słowa utknęły staremu aniołowi w gardle jak ciężkie kamienie. Ale nie mógł już dłużej ukrywać tego, co i tak już wszyscy zauważyli.

-„Nie ma już żadnej pary skrzydeł” – odpowiedział Tadeusz Anioł.

-„Zawsze są”- odparł Najmniejszy Anioł i poszedł ich szukać.

Kiedy wrócił z magazynu, nikt nie spojrzał mu w oczy. Starali się coś mówić, ale czymże są słowa bez skrzydeł?

Odszedł płacząc.
Wieczorem z daleka obserwował, jak jego przyjaciele z coraz większą wprawą szybują po niebie. Anioły były jeszcze bardzo młode i żaden nie wiedział, jak teraz rozmawiać z Najmniejszym, jak bawić się z nim.

Dlatego Najmniejszy Anioł poszedł po radę do Pana Stanisława, który był jedynym człowiekiem w anielskim niebie. On wiedział już co się stało, więc utulił malca, a potem zapytał:

-„Masz odwagę?”

-„Mam” – odparł anioł.

-„Masz rozum?”

-„Mam” – odparł raz jeszcze.

-„Masz serce?” – pytał dalej

-„Mam” – powiedział coraz bardziej zdziwiony chłopiec

-„To masz skrzydła!”- wykrzyknął Pan Stanisław.

Najmniejszy Anioł zerknął za siebie. Ale od słów nawet jedno piórko mu nie urosło. Odszedł więc.

Ranek obudził się wcześnie. To właśnie teraz anioły miały odbyć swój pierwszy lot. Najmniejszy chciał ich pożegnać. Usiadł więc na skraju nieba i patrzył, jak jego rówieśnicy skaczą w przestrzeń rozprostowując skrzydła.
Aż nagle usłyszał w sobie pierwsze pytanie: „Masz odwagę?” Czuł ją w sobie teraz i zrobił coś zarazem odważnego, jak i szalonego. Uchwycił się długiej sukienki przyjaciela i sfrunął razem z nim. Trudno opisać to, co czuł.

Anioły, które frunęły teraz obok niego fikały koziołki, bawiły się i chwytały ptaki za skrzydła. Ale Najmniejszy starał się być uważny. Rozglądał się więc wokół. I wtedy zauważył coś, co najpierw go zainteresowało a potem zaniepokoiło. Tuż obok przelatywał niewielki samolot. A właściwie krztusił się i kasłał usiłując złapać równowagę. Najmniejszy Anioł zaczął wołać przyjaciół, ale jego słaby głos ginął w świście wiatru. Wtedy usłyszał w sobie po raz drugi głos: „masz rozum?”. Skoczył więc na kadłub samolotu. Spojrzał jeszcze w przerażone oczy pilota i sięgnął do wszystkich swoich anielskich umiejętności. Powstrzymał awarię na tyle, by samolot mógł wylądować bezpiecznie na najbliższym lotnisku. Najmniejszy pomachał przyjaźnie zdumionemu pilotowi i zeskoczył na dach, nad którym przelatywali. Przez właz na jego szczycie wszedł do budynku. Przechodząc białym, cichym korytarzem domyślił się, że jest w szpitalu. Szedł więc spokojnie i kiedy mijał kolejne drzwi, usłyszał płacz. Drzwi skrzypnęły, kiedy wchodził do małego pokoju. Leżała tam dziewczynka, która zauważyła go dopiero, gdy usiadł na skraju łóżka.

-„Nie mogę zasnąć. Boję się, że już nigdy nie obudzę się po operacji”- zwierzyła się ufnie.

Anioł był jeszcze taki młody i nie wiedział, co może powiedzieć ciężko choremu dziecku. Wtedy po raz trzeci usłyszał w sobie znajomy głos pytający go: „masz serce?”.

-„Jeśli wypoczniesz, będziesz miała więcej siły, żeby wyzdrowieć. Będę więc siedział tu przy tobie i trzymał Cię za rękę tak długo, aż zaśniesz.”- obiecał.

I tak się stało. Opowiedział dziewczynce wszystkie bajki, które znał, zaśpiewał wszystkie kołysanki, które pamiętał. I usnęła spokojnie.

Zostawił na jej czole anielski pocałunek, który nazywają anielskim błogosławieństwem i poszedł dalej.

Jeszcze tego dnia pomógł staruszce znaleźć okulary, opatrzył małemu kociakowi zranioną łapkę i przeprowadził przez kładkę nad rwącą rzeką dwoje dzieci.

Słońce z wolna zaczerwieniło się, dając znać, ze zbliża się wieczór. To znak dla wszystkich małych aniołów, które po zachodzie muszą wracać do domu. Wtedy na ziemię zlatują doświadczeni, dorośli anielscy ratownicy. Najmniejszy ruszył więc tą samą drogą, którą przyszedł. Wszedł do budynku szpitala. Na znajomym korytarzu zatrzymał się. Znów zaskrzypiały drzwi, kiedy wchodził do pokoju. Dziewczynka spała uśmiechając się przez sen. Na stoliczku obok łóżka znalazł kartkę:

„List do mojego Anioła.

Operacja udała się.
Postanowiłam wyzdrowieć.

Dziękuję”.

Zabrał kartkę z sobą, na znak, że tu był i poszedł dalej wspinając się po schodach na dach. Właśnie nad budynkiem przelatywał samolot. Pilot wracał szczęśliwie do domu i tym razem nie zdziwił się widząc, jak na skrzydło samolotu wskakuje drobna postać. Jego oczy były radosne i wdzięczne. Już za chwilę Najmniejszy Anioł usłyszał szum skrzydeł: to jego przyjaciele wracali do domu. Jeden podfrunął blisko, żeby zabrać w podniebną podróż do domu bezskrzydłego anioła.

To był naprawdę ciężki dzień. Wszystkie młode anioły opowiadały o tym, czego doświadczyły a Najmniejszy czuł się jednym z nich.

Zanim położył się spać, odwiedził Pana Stanisława. Staruszek czekał na niego w progu. Tym razem nie zapytał, tylko stwierdził:

-„Masz odwagę, masz rozum i masz serce”

-„Mam skrzydła”- odpowiedział uśmiechając się Najmniejszy Anioł.”

/autor: Ewa Król – Czechowice-Dziedzice; źródło: http://bajki.wnaszychrekach.pl/ba/1.html /

Na koniec spytałam się tylko siebie cichutko: „a jak tam z moimi skrzydłami?” Są maleńkie – jak odwaga; są chwiejne – jak to z tym moim rozumkiem bywa; są kruche – jak zmęczone tęsknotą serce… Ale są. I byle były. One pozwalają latać – choćby niziutko, ale jakże fajne to uczucie! 🙂

Na dobranoc dla siebie, dla Dzieciaków, polecamy Wam inne bajki z serii „Bajki w naszych rękach”, które przepięknie, dziecięcą ręką zilustrowane znajdziecie TUTAJ. Projekt ten powstał z pięknej inicjatywy Stowarzyszenia na Rzecz Osób z Wadami Rąk „W Naszych Rękach” w celu wsparcia dzieci niepełnosprawnych – brawo!

Kochani: WYSOKICH LUB NIŻSZYCH LOTÓW! 🙂

Image

Otwieramy TE drzwi jeszcze szerzej…

Jeśli faktycznie postanowienia noworoczne istnieją tylko po to, by po magicznej północy móc zacząć je z szelmowskim uśmiechem łamać – nie robimy w tym roku żadnych postanowień, żadnych „must have”, „must be”, „must do”. Ale… nie wyrzucamy kalendarzyka! Na pewno będzie on inny od zeszłorocznego, na pewno bez tych najważniejszych spotkań, planów, bez swojego „epicentrum”, wokół którego wszystko się kręciło i kręcić by się chciało, a któremu na imię było Krzyś.

Bez epicentrum naszych działań jest pustka, jest tylko czas przeszły, jest teraźniejsze „nic”. A właściwie nie tyle „jest”, co „mogłoby być”. Bo NIE jest. Bo kto powiedział, że Epicentrum ma się znajdować tuż obok, że ma być widoczne, że ma mówić głosem lub kwileniem, że ma dotykać rączką…?! Wierzcie lub nie: Krzyś udowadnia, że niewidzialnie można więcej – wie się więcej, widzi się więcej, czuwa się lepiej… Jedyne co jest mu trudniej: przekonać, że JEST naprawdę, udowodnić, że KOCHA jak nigdy dotąd…

Nasze Epicentrum jest nadal – bezszelestnie, a czasem krzyczy głośne „tjak tseba”; nienamacalnie, a mała rączka zdecydowanie nas prowadzi po drodze bez drogowskazów; niepoliczalnie w liczbie zajętych krzeseł przy stole, a tak bardzo wyczuwalnie, gdy pytamy przestraszone: „co dalej?” , czujemy wewnątrz taki dziwny spokój, że zaraz będziemy wiedzieć co dalej…

To „dalej” z Krzysiem trwa w naszym prywatnym życiu już ponad pół roku. To częściowo wytyczone „dalej” dokonuje się także na Waszych oczach tutaj na blogu…

Tak więc dziś nie będzie żadnych postanowień, a jedynie kilka przekazanych nam „wytycznych” jakie czujemy się zobowiązani realizować: tak, ciągle nie potrafimy zamknąć tych raz na zawsze otwartych DRZWI, nie chcemy zamykać, a wręcz przeciwnie – skoro to nam właśnie było przez nie przejść, z przekorą OTWORZYMY je jeszcze szerzej…

Na 2014 mamy kilka pomysłów na „wytrych” do tych ciężkich, niemalże pancernych, często niekolorowych, omijanych w feerii barw zwykłej codzienności DRZWI, za którymi kryje się świat, w którym nic nie przychodzi łatwo: ani beztroski uśmiech dziecka, ani postępy, ani zdrowie, ani rodzicielskie szczęście… Ale jak już przyjdzie – a prędzej, czy później – przychodzi – warte jest wszystkich trudów, emocji, łez – bo to trakt do największego szczęścia, przez wielkie „SZ”, w które innym nawet trudno uwierzyć, że takie istnieje – naprawdę!

Dziś skrótowa zapowiedź instrukcji obsługi… naszego wytrychu:

– mimo ciągłego zarzekania się, że kończymy; dalej piszemy bloga – Wasze każde otrzymane przez nas„dziękuję” za taki, czy inny wpis dodaje skrzydeł wyobraźni, myślom, natchnieniu… Sami po troszce dyktujecie co mamy pisać, a nawet o tym nie wiecie 😉

– jeśli posty się będą pojawiać ciut rzadziej, to tylko dlatego, że siedzimy i majstrujemy coś dużego, nowego – coś „nieblogowego”, ale chyba fajnego, co nam czas wolny zabiera zupełnie, a doby nie chce wydłużyć…, pracy na parę miesięcy! Tradycyjnie, nie chcemy zapeszać i się za wcześnie chwalić – wszystko jeszcze w pieleszach! Jak tylko się staną to bardziej realne pielesze, którymi będziemy się chcieli z Wami podzielić – natychmiast się o tym dowiecie – słowo!

– trwają rozmowy z Wydawnictwem, które zainteresowało się większym nakładem wydania „Rycerzyka” – w tej kwestii  (bo sami do tych rozmów nas nakłoniliście i wiemy jak bardzo czekacie na książkę) będziecie na bieżąco – słowo!

– Rycerzykowi Akcja Pomocy jeszcze nie raz zaRAPuje – będziemy pomagać dzieciakom, bo już nie jesteśmy z tych, co mogą powiedzieć: „nas to nie dotyczy” i nie pozwolimy innym tak mówić – za to pozwolimy dzielić się dobrem, serduchem, wsparciem. Szczegóły – wkrótce! Na pewno możecie sobie zaznaczyć każdy 21-szy dzień miesiąca – Krzyś dalej będzie „świętował” swoje urodzinki… chcąc podarować prezent innemu Dzieciątku.

– a sam Krzyś… jeszcze nie raz nas odwiedzi bardziej dosłownie niż zazwyczaj – przecież nasz Maluszek zasługuje na lepsze „ku pamięci” niż kilka zdjęć w galerii…

Jeśli tylko macie ochotę – drzwi nasze są póki co tylko lekko uchylone, ciężkie, a wytrych wielki – pomóżcie nam nim się posługiwać, złapmy go razem i wierćmy, kręćmy, by posypały się odpryski satysfakcji, radości, dumy, DOBRA… Co Wy na to?:-)

A za rok… Niech nie przeglądanie kalendarza, nie stan konta, nie nowe foldery zdjęć na dysku będą naszą kwintesencją zadowolenia, satysfakcji, radości z tego „dalej”, które będzie wtedy już za nami. Jestem przekonana, że wystarczy będzie stanąć przed lustrem z samym sobą lub wokół swoich radosnych, kochanych najbliższych i spytać się w duchu: „udało się?”. Ja za rok chciałabym stanąć przed zdjęciem Krzysia – nie będę mu opowiadać co wyprawialiśmy, bo przecież będzie wiedział – ale zapytam tylko: „Synuś, jesteś z nas dumny?”… 🙂

url