(…), że są puste miejsca przy stole…

Wczorajszy wieczór upłynął nam na poszukiwaniach… Krzysia wśród domowej, świątecznej magii…

Odnaleźliśmy tę kolędę i kilka refleksji:

Przyjdź na świat,
by wyrównać rachunki strat…

Niebawem przybędzie na świat Dzieciątko… My jednak w tym momencie pozostajemy wciąż bez naszego Dzieciątka – Krzysia i nie wyobrażamy sobie wtórować temu Pierwszemu tak rodzinnie, spokojnie, normalnie, jak zazwyczaj, w domu. Uciekamy.

Wyjeżdżamy. Na chwilę. Wybaczcie, że przez jakiś czas nie będzie nas także tutaj.

Wiele jest tego co za nami, a możliwe, że jeszcze więcej przed nami. To co za nami, nawet za bardzo już wiadome, ciągle jest silnie w nas; to co przed – wciąż spowite niepewnością, zwątpieniem, a nawet lękiem czy oby nie uderzy w nas znów ktoś/coś mocno, zbyt mocno.

Chcemy wierzyć w wyrównanie rachunków strat… Chcemy wierzyć, że Boże Narodzenie przyniesie narodzenie nadziei – na nowo, na przyszłość, mimo wszystko.

I choć przygasł świąteczny gwar,
Bo zabrakło znów czyjegoś głosu

Od kilku tygodni czujemy już, że zbliżają się Święta… Zapowiedziane wieki temu, maleńkie Dziecię znów się narodzi… Kolejny raz. Piękny raz. Wzniosły raz. Będzie to magiczny czas A my – boimy się tego piękna, magii, wzniosłości. Zwyczajnie się boimy, bo znów z większym niż zazwyczaj wzruszeniem cofamy się wspomnieniem do minionego roku albo wybiegamy myślą w marzenie bycia tuż obok Krzysia.

Dlaczego uciekamy? Bo pamiętamy jak to było w zeszłym roku: mimo, że przecież Krzyś był, bardzo bolało puste miejsce przy stole…, jeszcze bardziej – gdy nasze serca uciekały każdą świąteczną chwilą do szpitala, do synka, a procedury nie pozwalały nas do niego zwyczajnie, czy świątecznie wpuścić.

Boimy się, że w tym roku, przy domowym wigilijnym stole będziemy wyglądać jak w tym wierszu:

„dom stół chleb i na tym tle
(…) dwójca ludzka nieśmiertelna (…)
człowiek ojciec
człowiek matka (…)
a pod stołem
Stary przyjaciel domu kot
od lat oczekujący jałmużny
przypatrujemy się mu wszyscy z natężeniem
może zapowie jeszcze gościa
(…)
– jedzmy
już nikt nie zapuka”

 /Józef Baran „Wieczerza wigilijna”/

Że gdziekolwiek są – dobrze im jest,
Bo są z nami choć w innej postaci.

Porównujemy te Święta i te minione wspólnie z synkiem.

Z naszego punktu widzenia: zostaliśmy sami; nie dla nas szukanie wymarzonego prezentu dla dziecka; nie dla nas już ulubione, kolorowe działy niemowlęce marketów; nie dla nas „rodzinnych, radosnych Świąt”. Teraz – nieustanne tęskno.

Z Krzysiowego punku widzenia: zeszłoroczne Święta były bardzo trudne, wyjście do domu się opóźniało, widzenia z rodzicami były ograniczone, napady drgawkowe akurat wtedy niebezpiecznie się nasilały, synek był zmęczony. Obok siebie miał zawieszone prezenciki, choinki, dostał do buzi kawalątek opłatka, a jednak… chyba nie świętował tak, jak by chciał; tak, jak sobie zasłużył. Teraz – obecnie, szczęśliwie, zdrowo, najbardziej świadomie jak tylko się da, tylko… w końcu coś za coś – teraz może świętować jedynie niewidzialnie.

Nigdy nie wiedziałam czemu aniołki są symbolem tych grudniowych Świąt. Teraz wiem, aż za bardzo: te aniołki właśnie są po to, by symbolicznie zająć każde wytęsknione, najbliższe nam puste miejsce przy stole… Te aniołki dają wspomnieniom radośniej żyć, a nadziei prowadzić się pod ramię z wiarą, że…”po głosach tych wciąż drży powietrze. Że odeszli po to by żyć. I tym razem będą żyć wiecznie„.

Uwierzymy kolejny raz,
W jeszcze jedno Boże Narodzenie.

W tym roku początkowo mieliśmy w ogóle nie ozdabiać domu, nie ubierać choinki. W końcu dla kogo, po co?

Nie wiemy co takiego jest jednak w nas, co jakoś nie pozwala na konsekwencję w byciu  Scrooge’em z „Opowieści wigilijnej”, co nam mówi: „Krzyś nie byłby z Was zadowolony”, co nas wciąż przekonuje, że w te Święta synek jest z nami tutaj, co każe przytargać choinkę ze strychu i ją ubrać… inaczej niż zwykle, po anielsku. Niech „łączy” z Niebem…

Nasza choinka świeci w tym roku najjaśniej, a wśród złotych bombek skrzą się pierzaste, pluszowe, kryształowe, szklane anioły… Dom za to przystroił się naszą ręką najpiękniej jak potrafił – świece, gwiazdy betlejemskie, żłobek, a w Krzysiowym rozświetlonym świecznikiem oknie: podparty pod bródkę, zamyślony aniołek wyglądający na zaczarowany Świętami świat…

Cieplej nam jakoś, przytulniej, milej, czujemy się znów bardziej „we troje”, niż „we dwoje”, gdy codziennie wieczór zasypiamy z jednym, jedynym marzeniem: „Krzysiu, przyjdź dziś uśmiechnięty i zdrów… w najpiękniejszym śnie”… I daj nam wiarę, że to ma sens.

Przepraszamy za chwilowe zniknięcie na blogu i jednocześnie dziękujemy Wam, że nawet gdy tu sentymentalnie, gdy zaszkli się oko, gdy brak dziecięcego szczebiotu: z każdym postem odpowiadacie tak pięknie na nasze ciche zawołanie:

Przyjdź tu do nas i z nami trwaj,
Wbrew tak zwanej ironii losu

Szczególnie ściskamy dziś mocno za rękę tych, którym po raz pierwszy lub kolejny w te Święta zabraknie znów czyjegoś głosu, którzy znają tę samą co my tzw. ironię losu.

Mimo wszystko, nasz własny, najprostszy, być może niedoskonały sposób na zderzenie się z pięknem, rodzinnością, magią tych nadchodzących dni, to cicha prośba do nadchodzącego Dzieciątka:

Pozwól cieszyć się dzieckiem w nas,
I zapomnieć, że są… puste miejsca przy stole.
I… przekonaj, że tak ma być.

Reklamy

18 responses

  1. Aniu, Michale, wierzę, że Krzyś razem z Dzieciątkiem ześlą Wam spokój ducha i nadzieję.
    A znając Krzysia wiem, że zrobi wszystko, aby mimo żalu i tęsknoty, mimo łez i pytań „dlaczego” te Święta były dla Was czasem miłości i radości.

  2. Kochani… Słów brakuje, łzy na policzkach, głos uwiązł w gardle… Życzę Wam każdego dnia intensywnej, namacalnej wręcz obecności Krzysia, każdej nocy spędzonej w Jego uśmiechniętym towarzystwie i tej wiary, że to wszystko ma Sens.
    Przytulam mocno i jestem z Wami myślami i sercem każdego dnia.
    Patrycja

    • Kochana, dziękuje :-* tak, zdarzają nam się częściej takie nostalgiczne, tęskne momenty, a ta kolęda to taki upust naszych świątecznych emocji… Teraz czekamy, by Krzyś sam nam udowodnił, że „odszedł po to, by żyć”… i stara się chłopczyk jak może osuszać te wszystkie smutne łzy:-)

  3. życzę, by ta rana na sercu jak najszybciej się zabliźniła, a Wam wszystkiego co najlepsze, by nadchodzący rok okazał się być tylko lepszym, bo na to naprawdę ZASŁUGUJECIE. całuję

  4. Niech Dzieciątko, które po raz kolejny się narodzi, przyniesie Wam spokój, wiarę i miłość. Dużo zdrowia, i tego, by Mały Aniołek naznaczył Mamę i Tatę radością.
    Ciepła płynącego wprost z Waszych cudownych serc – niech zaraża i Was swoją magią. Niech Święta zaowocują… tak, aby każde z Was z nową siłą wkroczyło w nowy – 2014 rok.

    • Mamo Emi, dziękujemy za przepiękne życzenia:-* Tobie również i Twoim najbliższym: zdrowia, spokoju myśli, poczucia szczęścia w głowie i radości w sercu – nie tylko w Święta, ale na cały nadchodzący Nowy Rok! I dzięki za „bycie z nami”:-):-*

  5. Wierzę, że pośród strasznego bólu i tęsknoty znajdzie się chwila podczas tych Świąt na spokój i ukojenie, a Nowy Rok wolny będzie od trosk i zmartwień i przyniesie dużo siły i nadziei.

  6. Aniu i Michale życzymy Wam aby mały Jezusek dodał Wam sił i ukoił Wasze serduszka. Całujemy i ściskamy z całych sił. Dla nas te święta tez nie będą łatwe, operacja serca Adasia zbliża się do nas wielkimi krokami.

    • Kiniu bardzo ślicznie dziękujemy Ci za pamięć:-):-* Wam również życzymy ciepła Rodziny, magii Narodzenia, radości i dobroci wokół! A o Adasia się nie martw na zapas – nasz Krzyś już o to zadba, by jego starszy kumpel był bezpiecznie „podreperowany” i rozdawał uśmiechy wszystkim zawsze!:-):-*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s