WAKACYJNY, ANIELSKI RAP GRA!

Powoli gasną światła…

Na scenie zapadł wreszcie półmrok, wkoło pozorny spokój, rozbłyskują sceniczne reflektory… W tę ciepłą, lipcową noc zagramy ponownie…, nie ma odpoczynku od Rycerzykowej Akcji Pomocy! 😉 Rycerzyk – nasz Aniołek, na co dzień dodaje nam skrzydeł… Dziś doda skrzydeł samym Aniołom… Ale, psst…, uwaga: Aniołom TU, na Ziemi, wśród nas! Dosłownie! 🙂

 

 Niewidoczny Dyrygent…

Podejrzewamy, że Krzyś wcale nie próżnuje w te wakacje. Mimo ogólnego rozleniwienia wszystkich wokoło (Rodziców Jego także 😉 ), nasz Dyrygent nie zapomina o swojej niezwykle ważnej misji – pomagać innym, tak jak Jemu pomagano, gdy jeszcze był z nami… Krzyś wraz z nami, liczy, że naładowani mocą słonka, skropieni morską bryzą, otuleni górskim wiatrem – wyciągniecie życzliwą i pomocną dłoń… Aniołom 🙂

 

 Na scenie: STOWARZYSZENIE PIĘKNE ANIOŁY

(więcej o niezwykłej akcji Stowarzyszenia: TUTAJ)

 

Piękne Anioły poznaliśmy przez przypadek… Zachęciła nas bliska nam, sentymentalna nazwa… Poznaliśmy, poczytaliśmy i jednocześnie się w ich Akcji zakochaliśmy, jak i postanowiliśmy wspierać jak tylko się da 🙂 Grupa młodych, energicznych Ludzi, którzy zupełnie bezinteresownie poświęcają swój czas, energię, wszelkie zasoby kreatywności, po to by… pomagać Dzieciaczkom! I to pomagać w jak piękny, a jednocześnie prosty sposób! Piękne Anioły dwoją się i troją, aby pozyskiwać fundusze na remonty domów/pokoi dzieci potrzebujących. Potrzebujących, czyli takich, gdzie po prostu sytuacja finansowa jest okrutnie trudna; takich, gdzie brakuje rodziców, gdzie brakuje podstawowych warunków do nauki, zabawy, życia; a także często takich, gdzie brakuje najważniejszego – zdrówka…

Polecamy szybkie przejrzenie sobie TEJ galerii zdjęć – ile wspaniałej pracy już zostało wykonane; ile niezwykłych historii dane nam było dzięki temu poznać; ile jeszcze ważnych planów pozostało do realizacji…

Jeśli tylko uśmiechacie się na tę inicjatywę – poprosimy o „piątaka” dla tych pozytywnie zakręconych Aniołów – zakręconych dobrocią, pomysłami i radością 😉

 

Pora na… RAP!

Dziś troszkę nietypowo…

Dziś nie pojedynczo, a zbiorowo.

Dziś niekoniecznie sielsko,

Ale na 200% anielsko!

Choć oczy przecierasz z wrażenia,

Anielskie serca, ogromna pomoc,

Niecodzienna kreatywność – nie spadają tylko z nieba.

Są tuż obok, z krakowskiego podwórka,

Kolorują, odnawiają, meblują, wstawiają biurka.

Dla Dzieciaków Kochanych – tych biednych różnorako –

Tym, co o chlebek na śniadanko martwią się,

Tym, co zdrówko, oddech, beztroskie dzieciństwo nie przychodzą tak po prostu, jednako.

Pomóż i Ty w tym przedsięwzięciu,

Resztą zajmą się ziemskie Anioły – Tu,

A Krzysiowa Gromadka  Tam – będzie Cię przytulać we wdzięcznym objęciu.

 

 

Bilet wstępu na nasz „koncert RAP”:

Jak zawsze – do “nabycia” bez wychodzenia z domu!

Koszt – 5 zł – nie mniej, nie więcej! Czy pojedynczo, czy rodzinnie – jak tylko chcecie, jak możecie…

 

Gdzie nabyć?

Najprościej: wszelkie informacje tutaj – na stronie Stowarzyszenia PIĘKNE ANIOŁY!

*) polecamy także zapoznać się z innymi formami możliwej pomocy

 

Chcecie być na bieżąco z projektami Anielskich Inicjatyw: polubcie ich facebook’owy profil!

 

Piekne_anioly/zdjęcie pochodzi z Galerii Stowarzyszenia Piękne Anioły/

 

 

 

 

 

Reklamy

Kwietniowy (wielkanocny) RAP dla JULCI!!!

Powoli gasną światła…

Świąteczne stoły już prawie posprzątane, nowa nadzieja od Zmartwychwstałego w sercu, prawda…? Nowe plany, wiosenna energia, akumulatory naładowane… Piękne są Święta Wielkiej Nocy – jednocześnie owiane Tajemnicą, co akcentowane radością twarzy, światłem słońca, rodzinnym „ręka w rękę”. Jest jeszcze jeden sposób, aby były JESZCZE PIĘKNIEJSZE, jeszcze bardziej spełnione… Pomysł podsuwa Krzyś. A brzmi on: ZNÓW RAP-ujemy! Czyli Rycerzykową Akcję Pomocy w wydaniu wielkanocnym zaczynamy!:-)

 

Niewidoczny Dyrygent…

Nasz Krzysiulek baaardzo zadowolony z ubiegło-miesięcznego RAP-u, gdzie bilety wstępu były troszkę droższe, troszkę nietypowe, dziś znów rusza swoją batutą… Najpierw się pięknie kłania w podziękowaniu za tak entuzjastyczne, niewiarygodnie liczne i ciepłe powitanie książkowego „Rycerzyka” na księgarnianych półkach, który szybko powędrował do domów dobrych Ludzi… :-* Dziś nasz Maluszek gra w bardzo ważnej sprawie, dla swojej Rówieśnicy, która bardzo potrzebuje Jego Opieki i NASZEJ pomocy! Krzyś pragnie zagrać dziś głośno i wyraźnie, żeby wszystkie uszy usłyszały, żeby wszystkie serducha zrozumiały…

Krzysiowa wędrówka po gatunkach muzycznych trwa w najlepsze, dziś RAP zaprasza Was na słoneczne reggae 😉 Bardzo mądre reggae!

 

Na scenie: malutka JULKA…

Dzięki śledzeniu sprzedaży naszej książki, wiecie już wiele o „Alma Spei Hospicjum dla Dzieci” w Krakowie. Dziś patrzymy na Alma Spei przez soczewkę i dostrzegamy maleńką Julkę, której historia poruszyła już i porusza wciąż wiele serc… Juleczka jest w wieku naszego Aniołka Krzysia – tym bardziej wydaje nam się tak bardzo bliska! I tak samo jak Krzyś, z niewiadomo do końca jakich powodów, jest bardzo, bardzo chora, nieuleczalnie…

RAP Julia

Julia jest jednym z siedmiorga dzieci Pana Piotra i Jego Żony, którzy tak bardzo kochali dzieci i tak bardzo cieszyli się szczęściem rodzinnym. Dlaczego czas przeszły? Bo Mama Julci nie pokonała walki z rakiem i odeszła TAM, gdzie jest już nasz Aniołek, tuż przed Świętami Bożego Narodzenia. Tak samo Ona, tak samo nasz Krzyś – zdecydowanie za wcześnie. Doskonale rozumiemy tęsknotę, ból i żal pozostawionych tu w Krakowie ukochanych Bliskich. Doskonale rozumiemy trud, z jakim musi się zmagać teraz Tata Rodziny. Otóż Pan Piotr musi teraz podołać nie tylko materialnemu utrzymaniu ukochanych dzieciaczków, ale też przede wszystkim niełatwej, całodobowej opiece nad chorą, najmłodszą córeczką. Nie trzeba podpowiadać, że te dwa zadania w polskich realiach się całkowicie wykluczają… Potrzebne zrozumienie, wsparcie, po-MOC i pomoc w jakimkolwiek wydaniu. Będziemy niezmiernie wdzięczni jak przeczytacie ten artykuł o Rodzinie Julii i zdecydujecie się pomóc m.in. grając w naszym RAP-ie: na całego! :-*

 

Pora na… RAP!

Jula by była koleżanką Krzysiula,

Jednak Los tak nieopatrznie przymula,

Że nie po kolei do Nieba ukochanych, najbliższych przytula.

Anioł Mamy Julii niewidzialnie licznej Rodziny strzeże,

Choć wie, jak trudne stery trzeba obrać, nawet przy najmocniejszej wierze.

Tata Julii to sternik doskonały,

Chorej Kruszynce i jej Rodzeństwu przychyliłby świat cały!

Pomóżmy mu zmagać się ze sztormem polskiej codzienności,

Niewielkim gestem podarujmy całe mnóstwo, prostej, największej radości!

 

Bilet wstępu na nasz „koncert RAP”:

Jak zawsze – do “nabycia” bez wychodzenia z domu!

Koszt – 5 zł – nie mniej, nie więcej! Czy pojedynczo, czy rodzinnie – jak tylko chcecie, jak możecie…

Gdzie nabyć?

Wpłat należy dokonać na KONTO ALMA SPEI

Z DOPISKIEM „DLA JULKI SZCZERBY”

po szczegóły kliknij TUTAJ!

 

 

21.01.2014: KONCERT RAP DLA JULIANKA

Powoli gasną światła…

Instrumenty się stroją. Próba generalna własnych możliwości wokalno-wspomagających – za kulisami. I porządna trema, czy oby na pewno wszyscy wiedzą „po co to wszystko”? Już nie raz tłumaczyliśmy. A teraz, DZIŚ – wśród codziennych obowiązków, kłopotów, miliona własnych spraw „do załatwienia”,  jeśli tylko raz, ten jeden raz w miesiącu, możemy Wam przypomnieć, że po tej drugiej stronie mocy, jest NIE-moc (serio!), zatrzymajcie się na chwilkę i jeśli możecie – dodajcie tę MOC!

Niewidoczny Dyrygent…

Tak, nasze RAPowe koncerty, jak na rapowe nie przystało: mają dyrygenta! (Sorry, fani rapu! 😉 ) Ale jak to na profesjonalnych koncertach bywa – Dyrygenta właściwie nie widać. Powinien być pod sceną, choć akurat my mniemamy, że czuwa wysoko nad nią! I to właśnie On nadaje ton wszystkim i wszystkiemu. Nasz Dyrygent ma dziś swoje mini-urodzinki: kończyłby 19 miesięcy. Tym razem to On chce podarować prezent – to już duży Chłopczyk i doskonale wie, co w życiu jest najważniejsze. Krzyś nie miał niestety tego szczęścia, aby kosztowne leczenie, operacja mogły go uzdrowić. Inni je mają i im właśnie chce pomagać! Bo czy jest w życiu coś piękniejszego niż Komuś podarować po-MOC,  a tą MOCĄ jest np. ŻYCIE. Dosłownie.

Na scenie: Julianek

Dlaczego pojawił się na naszej scenie? Sentymentalne względy: gdy zobaczyliśmy jego zdjęcie z elektrodą w „złotego misia”, otulonego w te same wzorki materacyka niemowlęcego, w które wpatrywaliśmy się przez nasze pierwsze trzy szpitalowe miesiące z Krzysiem, pomyśleliśmy: „jemu musi się udać!”. Przeczytaliśmy historię: „Jemu się uda!”.

Serduszko młodszego kumpla Krzysia poważnie szwankuje i bez operacji – przestanie bić…

Na szczęście, tu nie wszystko jest w rękach losu, ale… w rękach chirurgów z Niemiec oraz w rękach Dobrych Ludzi, którzy pomogą Juliankowi na tę „operację: życie” pojechać.

 Pora na… RAP!

Nasz RAP zaczynamy z wysokiego C,

Rycerzykowa Akcja Pomocy wre,

Bo nie o lekarstwo, ani wygodę tu chodzi,

Ale o „być albo nie być”,

co Szekspirowi bez medycyny zbyt prosto wychodzi.

Julianek to góral, maluśki bohater,

I choć uśmiecha się pięknie spod samiuśkich Tater,

To serca nie ma jak dzwon,

Musimy nadać mu ton,

Bilet na operację „RAPowym biletem” podarować,

Aby Młodziaka życie króciutkie ratować!

 

Bilet wstępu na nasz „koncert RAP”:

Do nabycia bez wychodzenia z domu!

Koszt – 5 zł – nie mniej, nie więcej! Czy pojedynczo, czy rodzinnie – według uznania.

Gdzie nabyć? Wpłat należy dokonać na SUBKONTO Julianka (dane do przelewu – na dole strony). Więcej informacji o Chłopcu na jego facebook-owej STRONIE. Postępy w zbiórce na operację zobaczycie TUTAJ.

A dla widzów VIP: specjalne aukcje dla Julianka na Wydarzeniu TUTAJ!

Niech na tym koncercie będzie RAPerska MOC…Po-MOC! :-*

ZAPRASZAJCIE ZNAJOMYCH*

*) Warunki lokalowe nam na to pozwalają, aby sala pękała w szwach! 😀

Image

Znów RAP-ujemy – koncertowo!

Kochani Rycerzykowicze!

Że licytacja „Rycerzyka” to tylko pierwsza odsłona naszego RAP-u – pisaliśmy. Że utworzone na facebook’u „RAP-owe Wydarzenie” wspierające naszą inicjatywę to dopiero preludium – pisaliśmy. Że dajemy sobie i Wam chwilkę odpoczynku na miniony już świąteczny czas – pisaliśmy. Obietnica dotrzymana! Powracamy do RAP-u – właśnie teraz ogłaszamy 🙂

Na czym teraz będzie polegało nasze RAP-owanie? Oczywiście, że na POMAGANIU! I mamy nadzieję, że się o to nie pogniewacie :-*

No właśnie. Rap to specyficzny rodzaj muzyki. Można w nim oszukiwać wokalem, rytmem, linią melodyczną, czy jak tam ten cały „hałas” zwał ;), ale nie brzmi wtedy dobrze. Aby dobry (!) rap zagrał dobrze – wszystko musi funkcjonować poprawnie – każdy instrument, każdy dźwięk, takt, rytm… W muzyce łatwo to naprawić – wystarczy dobry słuch, wymagający menago, czasem zmysł samokrytyki tworzących, czasem lepsza jakość sprzętu.

A jak to wygląda u „naszych” Dzieciaków? W sumie podobnie. Żeby wszystko dobrze „grało” – musi być dobry opiekun, odpowiedni trening, terapia, wysokiej jakości sprzęt. Czasem musi zagrać tylko serduszko – albo aż! Czasem muszą dostosować się do rytmu motoryki ciała zbyt nieposłuszne nóżki, rączki, mięśnie… Czasem na innych (niż przyjęte za normę) falach nadaje główka… Często w nieodczuwalnym motłochu 21 procentowego tlenu, potrafi się zapodziać gdzieś ich oddech…

I choćby najbardziej banalnie miałoby zabrzmieć, ten „rap” dla mniej zdrowych Maluszków, to nic innego jak ŻYCIE. Tak, to samo życie, które tak często nas rozczarowuje, stawia wymagania, kłody pod nogi, a czasem rozpieszcza, najczęściej jednak go jakoś nie doceniamy. Dla Maluszków-Chorusków żyć znaczy często – pokonywać codzienność jak najprzyjemniej, jak najprościej, z jak największym możliwym wsparciem wokół: specjalistów, leków, sprzętu. A mimo, że dopiero całkiem niedawno zdaliśmy sobie z tego sprawę, powiemy Wam tę brutalną prawdę: dla zbyt wielu Dzieciątek żyć, znaczy po prostu być… jutro.

Żeby raperzy mieli fajny zespół, dobre płyty i głośną trasę koncertową – trzeba mnóstwa pracy, energii i kasy. Żeby Dzieciakom żyło się komfortowo, długo i najzdrowiej jak to tylko możliwe – trzeba mnóstwa pracy, energii (ich i najbliższych) i kasy. Krzyś nasz ma pomysł: jak dotychczas, będzie swoje urodzinki świętował co miesiąc, tylko troszkę inaczej. Otóż nasz Rycerzyk w naszych głowach wykombinował ;-), że dokładnie co miesiąc, na swoje urodzinki, dokładnie 21-ego KAŻDEGO MIESIĄCA, zamiast prezentu dla niego (wierzymy, że w Niebie ma wszystko, czego Dusza zapragnie!), chce Was naciągnąć na cykliczny RAP: Rycerzykową Akcję Pomocy!

W każdym miesiącu, będziemy organizować tutaj RAP-owy „KONCERT” dla wybranego Dzieciaka, którego Wam przedstawimy! Wiemy, że nigdy nie uda nam się pomóc wszystkim, którzy na tę pomoc w pełni zasługują, czekają i proszą. Jednak, wychodząc z założenia, że zawsze bardziej warto robić coś niż nic – chcemy kontynuować RAP i „koncerty” z wielką publiką super dobrych serc! 🙂

Na czym będzie polegał „koncert”? Nie trzeba będzie wychodzić z domu, narażać słuchu i przepychać się w tłumie 😉 My Wam zaprezentujemy każdego 21-dnia miesiąca na naszej krzysiowomałoconieco-wej scenie jednego Maluszka-Choruska – On Wam zagra może na sumieniu, może na sercu, może przewartościuje pewne sprawy… Krzyś i my – podpowiemy z chórków – dlaczego i gdzie warto mu koncertowo pomóc. „Bilet wstępu” na ten wyjątkowy RAP-owy „KONCERT” – 5 zł – raz w miesiącu – nie mniej, nie więcej! WSTĘP DOZWOLONY WSZYSTKIM – nawet tym, którzy nie lubią rapu 😉 A koncert jest udany wtedy, kiedy dopisze publika – w ilości i energii jest wielka moc, w tym wypadku: PO-MOC! A najbardziej zapraszamy tych, którzy pokochali Krzysia – jako Inicjator-Jubilat tych koncertów, będzie bardzo dumny, że kupiłeś bilet! 🙂 :-*

Image

Otwieramy TE drzwi jeszcze szerzej…

Jeśli faktycznie postanowienia noworoczne istnieją tylko po to, by po magicznej północy móc zacząć je z szelmowskim uśmiechem łamać – nie robimy w tym roku żadnych postanowień, żadnych „must have”, „must be”, „must do”. Ale… nie wyrzucamy kalendarzyka! Na pewno będzie on inny od zeszłorocznego, na pewno bez tych najważniejszych spotkań, planów, bez swojego „epicentrum”, wokół którego wszystko się kręciło i kręcić by się chciało, a któremu na imię było Krzyś.

Bez epicentrum naszych działań jest pustka, jest tylko czas przeszły, jest teraźniejsze „nic”. A właściwie nie tyle „jest”, co „mogłoby być”. Bo NIE jest. Bo kto powiedział, że Epicentrum ma się znajdować tuż obok, że ma być widoczne, że ma mówić głosem lub kwileniem, że ma dotykać rączką…?! Wierzcie lub nie: Krzyś udowadnia, że niewidzialnie można więcej – wie się więcej, widzi się więcej, czuwa się lepiej… Jedyne co jest mu trudniej: przekonać, że JEST naprawdę, udowodnić, że KOCHA jak nigdy dotąd…

Nasze Epicentrum jest nadal – bezszelestnie, a czasem krzyczy głośne „tjak tseba”; nienamacalnie, a mała rączka zdecydowanie nas prowadzi po drodze bez drogowskazów; niepoliczalnie w liczbie zajętych krzeseł przy stole, a tak bardzo wyczuwalnie, gdy pytamy przestraszone: „co dalej?” , czujemy wewnątrz taki dziwny spokój, że zaraz będziemy wiedzieć co dalej…

To „dalej” z Krzysiem trwa w naszym prywatnym życiu już ponad pół roku. To częściowo wytyczone „dalej” dokonuje się także na Waszych oczach tutaj na blogu…

Tak więc dziś nie będzie żadnych postanowień, a jedynie kilka przekazanych nam „wytycznych” jakie czujemy się zobowiązani realizować: tak, ciągle nie potrafimy zamknąć tych raz na zawsze otwartych DRZWI, nie chcemy zamykać, a wręcz przeciwnie – skoro to nam właśnie było przez nie przejść, z przekorą OTWORZYMY je jeszcze szerzej…

Na 2014 mamy kilka pomysłów na „wytrych” do tych ciężkich, niemalże pancernych, często niekolorowych, omijanych w feerii barw zwykłej codzienności DRZWI, za którymi kryje się świat, w którym nic nie przychodzi łatwo: ani beztroski uśmiech dziecka, ani postępy, ani zdrowie, ani rodzicielskie szczęście… Ale jak już przyjdzie – a prędzej, czy później – przychodzi – warte jest wszystkich trudów, emocji, łez – bo to trakt do największego szczęścia, przez wielkie „SZ”, w które innym nawet trudno uwierzyć, że takie istnieje – naprawdę!

Dziś skrótowa zapowiedź instrukcji obsługi… naszego wytrychu:

– mimo ciągłego zarzekania się, że kończymy; dalej piszemy bloga – Wasze każde otrzymane przez nas„dziękuję” za taki, czy inny wpis dodaje skrzydeł wyobraźni, myślom, natchnieniu… Sami po troszce dyktujecie co mamy pisać, a nawet o tym nie wiecie 😉

– jeśli posty się będą pojawiać ciut rzadziej, to tylko dlatego, że siedzimy i majstrujemy coś dużego, nowego – coś „nieblogowego”, ale chyba fajnego, co nam czas wolny zabiera zupełnie, a doby nie chce wydłużyć…, pracy na parę miesięcy! Tradycyjnie, nie chcemy zapeszać i się za wcześnie chwalić – wszystko jeszcze w pieleszach! Jak tylko się staną to bardziej realne pielesze, którymi będziemy się chcieli z Wami podzielić – natychmiast się o tym dowiecie – słowo!

– trwają rozmowy z Wydawnictwem, które zainteresowało się większym nakładem wydania „Rycerzyka” – w tej kwestii  (bo sami do tych rozmów nas nakłoniliście i wiemy jak bardzo czekacie na książkę) będziecie na bieżąco – słowo!

– Rycerzykowi Akcja Pomocy jeszcze nie raz zaRAPuje – będziemy pomagać dzieciakom, bo już nie jesteśmy z tych, co mogą powiedzieć: „nas to nie dotyczy” i nie pozwolimy innym tak mówić – za to pozwolimy dzielić się dobrem, serduchem, wsparciem. Szczegóły – wkrótce! Na pewno możecie sobie zaznaczyć każdy 21-szy dzień miesiąca – Krzyś dalej będzie „świętował” swoje urodzinki… chcąc podarować prezent innemu Dzieciątku.

– a sam Krzyś… jeszcze nie raz nas odwiedzi bardziej dosłownie niż zazwyczaj – przecież nasz Maluszek zasługuje na lepsze „ku pamięci” niż kilka zdjęć w galerii…

Jeśli tylko macie ochotę – drzwi nasze są póki co tylko lekko uchylone, ciężkie, a wytrych wielki – pomóżcie nam nim się posługiwać, złapmy go razem i wierćmy, kręćmy, by posypały się odpryski satysfakcji, radości, dumy, DOBRA… Co Wy na to?:-)

A za rok… Niech nie przeglądanie kalendarza, nie stan konta, nie nowe foldery zdjęć na dysku będą naszą kwintesencją zadowolenia, satysfakcji, radości z tego „dalej”, które będzie wtedy już za nami. Jestem przekonana, że wystarczy będzie stanąć przed lustrem z samym sobą lub wokół swoich radosnych, kochanych najbliższych i spytać się w duchu: „udało się?”. Ja za rok chciałabym stanąć przed zdjęciem Krzysia – nie będę mu opowiadać co wyprawialiśmy, bo przecież będzie wiedział – ale zapytam tylko: „Synuś, jesteś z nas dumny?”… 🙂

url

To nie na siłowni poznasz najsilniejszych Ludzi…

Kochani Rycerzykowicze! Co dzień zaglądamy na nasze aukcje i przecieramy oczy – po raz kolejny super pozytywnie pokonaliście nasze najodważniejsze oczekiwania 🙂 Dziękujemy Wam za licytację „w ciemno”, za zaufanie – jesteśmy naprawdę wzruszeni! Ale najbardziej dziękujemy za to, że los tych pięciu przedstawionych Maluszków nie jest Wam obojętny…  Jesteśmy przekonani, że Krzyś jest niezmiernie dumny (zresztą tak jak my!): już w pierwszych momentach naszych licytacji wartość książki przestała mieć znaczenie ustępując miejsca niepodważalnej wartości niesionej pomocy. Ta pomoc może im podarować bardzo wiele: upragniony spokój, chwilkę spokoju…  Spokój o oddech. Spokój o rehabilitację. Spokój o lepsze jutro.

demotywator-kazdy-powinien-miec-takiego-kogos-3470

Pewnie zastanawiacie się dlaczego wybraliśmy tylko tę piątkę dzieci i dlaczego właśnie te imiona, te numery subkont, skoro potrzebujących jest całe mnóstwo! Wiemy, że nasze aukcje to tylko maleńka kropelka w morzu potrzeb. Wiemy, że obiektywnie rzecz biorąc, są dzieci może jeszcze bardziej potrzebujące (choć my takich granic „ważności potrzeb” nie lubimy stosować). Wiemy, że jedna kupiona dla danego dzieciątka książka ani go nie uzdrowi, ani nie wpłynie decydująco na zmianę jego/jej smutnej przygody z medycyną, opieką i niesprawiedliwością świata. Ale od czegoś trzeba zacząć… bo przecież ta kropelka wraz z innymi wydrąży kiedyś skałę: uśmiech, lepszy start, właściwszą terapię, dobry lek, wygodny sprzęt ułatwiający wszystko… Wspinaczka po zdrowie albo po życie może się szczęśliwie zakończyć, bo skała runie…?

W pierwszej chwili, wybierając dzieci na aukcje, mieliśmy pomysł, aby Was samych poprosić o sugestie, dane dzieci, którym moglibyśmy pomóc… Jednak przestraszyła nas możliwość otrzymania setek takich próśb o pomoc i każda byłaby na 200% słuszną, uzasadnioną i potrzebną; a my wówczas stanęlibyśmy przed niemożliwością wyboru, przed poczuciem winy i wyrzutów sumienia. Tym samym, bez żadnych niepotrzebnych „rankingów”, zaufaliśmy nie tyle sobie i naszemu subiektywizmowi, co naszej historii, jaką przechodzimy z i bez Krzysia…

Rozejrzeliśmy się za siebie, po bokach i wtedy, wszystko już wiedzieliśmy: przecież tyle ważnych nam z różnych względów, bliskich sercu, poznanych wirtualnie lub w realu cudownych Dzieciaków napotkaliśmy! Niektóre z nich nie mają możliwości opowiadania o sobie innym za pomocą bloga, czy innych medialnych środków, a przecież niemniej niż inne zasługują na uwagę… Wszystkie jednak wiele nas nauczyły, wiele udowodniły i wiele otuchy dodają wciąż… Zatem postanowiliśmy im dać od siebie taki mały dowód wdzięczności, taki ukłon – od nas i od Krzysia.

Chcemy opowiedzieć o Was światu Kochane Maluszki  i uczynić przy tej okazji Wasz świat choć odrobinkę lepszym!

Wy Kochani, uczyniliście nasz świat dużo lepszym pomagając kiedyś nam i Krzysiowi – darowizny, 1%, dobre słowo… Pamiętamy, doceniamy i podkreślamy raz jeszcze jak wiele tak niewiele potrafi znaczyć, naprawdę! Nie zawodzicie i tym razem: dzielnie, pozytywnie, aktywnie pomagacie przez wielkie „P”! Nam pozostaje tylko wymyślić jak spłacić wobec Was w przyszłości ten dług wdzięczności 🙂

Przecież nawet jeśli Ktoś z Was nie będzie sobie mógł pozwolić na wygranie danej aukcji – będzie miał szansę poznać całą „plejadę” dzielnych, małych Wojowników, którzy wspierani z Góry przez Krzysia dalej dają radę… pięknie, odważnie, z rozmachem! Chcemy to „dawanie rady”, które jest czasem niezmiernie trudne i bolesne, im ułatwić. A gdy poznacie ich historie, ich subkonta i jeśli w tej relacji ktoś kogoś bardziej polubi, pokocha – wiecie co robić 😉

O naszych Maluchach możecie więcej poczytać na naszym Wydarzeniu RAP: zapraszamy, aby dołączyć i być na bieżąco z wszelkimi naszymi RAP-owymi pomysłami! 🙂

Wbrew pozorom, to nie na siłowni poznasz najsilniejszych Ludzi:

Adaś

W Adasiowej sali ćwiczeń nie znajdziecie sztangi, ale znajdziecie heroiczny trening o każdy uśmiech…, gdy w główce bałagan.

 KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Olafek w przypływach szczęścia podczas wodnego lub lądowego treningu zapomina o swoim nieposłusznych rączkach i nóżkach.

 1383108_582838701763398_1829721083_n

Marysi mięśniom nie pomoże ani orbitrek, ani rowerek, ale dużo mniej nam znane sprzęty, które pozwolą jej… żyć.

 100_4546

Wojtuś swoją niesamowitą metamorfozę z samotnego Choruska z Domu Dziecka na radosnego Smyka zawdzięcza treningowi miłości i specjalnej rehabilitacji.

 Zdj_cie0389-2

Nikoś w te Święta będzie dźwigał dwa ciężary: tęsknoty za Tatą oraz zamknięcia się na świat autystycznym kluczem. Jego sztangę może odciążyć wyjazd na turnus.

Niecodzienna ta siłownia, prawda? I to tylko maluteńka grupka ćwiczących, walczących, kilkorga z najsilniejszych… ❤

MAŁE CO NIECO O… KSIĄŻCE!

Niedziela przed północą. Dialog Taty i Mamy Krzysia, tuż przed zaśnięciem, które jednak tak „tuż” nie nastąpiło…

Tata Krzysia: Nie spodziewałem się takiego megapozytywnego odzewu na zapowiedź książki. Tylko martwi mnie jedna rzecz: jak wytłumaczymy sposób sprzedaży?

Mama Krzysia: Wytłumaczymy po kolei nasz zamysł… To znaczy, Krzysia zamysł…

***

No to tłumaczymy…

Kochani, po kolei… Pomysł wydania „Rycerzyka” zrodził się u nas dawno, rodził się długo, emocjonalnie, skrupulatnie, miał swoje „wzloty i upadki”. Teraz nadszedł czas, by Wam o nim bliżej opowiedzieć: wciąż niepewną ręką, wciąż z bijącym mocniej serduchem, wciąż z niepewnością jak to przyjmiecie…  Bo w końcu nasz pomysł i odwaga jego realizacji ograniczyły się do dwóch bardzo ważnych powodów:

a) sprawdzić czy Wam się ten pomysł spodoba – po wczorajszym odzewie wciąż nie możemy się z radości i zdumienia otrząsnąć i dziękując za tak wielkie wsparcie – kłaniamy Wam się w pas! 🙂

b) po prostu pomóc innym Dzieciakom:

Otóż stworzona samodzielnie przez nas, niezmiernie ważna, emocjonalna i prawdziwa książka pt. „Rycerzyk” w wersji wydania exclusive zostanie w całości nakładu – 5 sztuk – przekazana na aukcje charytatywne na Allegro. Każda z aukcji będzie dedykowana jednemu Choruskowi – bliskiemu naszemu i, mamy nadzieję, że wkrótce także Waszemu sercu. Ostateczna kwota wygranej licytacji książki zostanie w całości przelana na subkonto odpowiedniego Dziecka.

Widzimy Wasze zawiedzione, smutne minki: „czemu tylko 5 sztuk?…” 😦 Już odpowiadamy: zdecydowaliśmy się na tak maleńki nakład, bo musieliśmy ciąć i tak dość wysokie koszty takiego projektu, a zależało nam na pięknej oprawie wydania, na jej wysokiej jakości, na nadaniu książce charakteru albumu, który sprawi radość podwójną: Komuś, kto go otworzy i przeczyta oraz Komuś, kto dzięki Tej Osobie będzie miał szansę na godzinkę rehabilitacji więcej, na cząstkę dawki potrzebnego leku, na guziczek potrzebnego sprzętu…

Nie chcemy absolutnie nikogo urazić! Nie chcemy nagradzać książką tylko tych, których stać na troszkę większy wydatek niż cena standardowej książki. Wspólne zrzutki na licytacje w gronie zawodowym, bądź rodzinnym – dozwolone i mile widziane 🙂 Sami nie wiemy jak potoczą się aukcje, jakie zaproponujecie kwoty, czy w ogóle ktoś będzie w nich brał udział. Boimy się bardzo, ale wciąż przyświeca nam najważniejszy zamysł: książka ta ma być „cegiełką” – cegiełką na wielkiej ścianie pomocy naprawdę potrzebującym Maluchom… My w tę ideę uwierzyliśmy, wierzymy dalej, a Wy?

Mamy nadzieję, że się nie pogniewacie, że właśnie taki póki co system sprzedaży przewidujemy. Hm? Jeśli Wam powiemy, że Krzyś kazał te aukcje zorganizować… (synku, sorry, ale taka prawda, sami byśmy na to nie wpadli!) – to mamy nadzieję, że się nie pogniewacie 😉

Widać, u nas nic nie może być standardowo. Krzysia życie było dalekie od schematów – wszelkich! Wybrał on sobie także nie całkiem normalnych Rodziców… 😉 Ten blog także jest nie całkiem taki zwyczajny… Książka zatem musi iść za ciosem: jej dystrybucja jest też prawdopodobnie dość niespodziewana…, ale ważna, pomocna i nietuzinkowa.

Mamy nadzieję, że się przyłączycie do naszej akcji-aukcji: że będziecie mieć ochotę posiadać takie niepowtarzalne wydanie „Rycerzyka” w wersji deluxe, że tym samym wspomożecie choć troszkę któregoś z walecznych Krzysiowych kumpli! Oni naprawdę każdej sumy bardzo potrzebują, na każdą zasługują, za każdą pięknie dziękują!

Trzymajcie rękę na pulsie i śledźcie bloga, bo aukcje startują tuż, tuż… 🙂

PS. Być może w przyszłości, w zależności od powodzenia obecnych aukcji dołożymy wszelkich starań, aby już bardziej ustandaryzowane książkowo (mniejsze i czarno-białe) wydanie „Rycerzyka” otrzymał każdy chętny! Zgoda? 😉

Image

Czy „CHCE SIĘ ŻYĆ”… ?!

Jest weekend. Długi weekend. Może kino? Dlaczego? A choćby dlatego, aby uwierzyć, że „Chce się żyć”! Mimo wszystko…

Nie będzie to recenzja. Nie będzie to opis filmu. Nie będzie to podsumowanie przemyśleń. To wszystko w przepiękny i spójny sposób zrobiła już Patrycja (mama Adasia) i gorąco Was zapraszam do zapoznania się z jej wrażeniami tutaj.

Ja chciałam jedynie (jak to ja 🙂 ) wtrącić swoje 5 groszy, bo mi pewne myśli nie dają spokoju…

I grosz: Ostatnio usłyszałam, a właściwie przeczytałam w jednej z recenzji, że film „Chce się żyć” jest miarą człowieczeństwa – jeśli kogoś nie poruszył, nie wzruszył, nie rozpłakał się na nim jak dziecko – nie jest człowiekiem (czytaj: jest znieczulonym na wszystko ignorantem).

Ja nie płakałam. Film owszem – poruszył bardzo, ale nie wywołał łez… Może dlatego, że egzaminem mojego człowieczeństwa był nie film, ale moje własne życie? Może dlatego, że opisana historia choć maleńkim tylko fragmentem, ale wydarzyła się właściwie w moich ramionach, w moim domu? Może dlatego, że mnie też wielu lekarzy przekonywało: „Przecież on nic nie rozumie…”. Nawet nie wiecie jak bardzo chciałabym się na tym filmie wzruszyć, wręcz rozbeczeć jak dziecko… Niestety, filmy mnie już nie wzruszają. Choć na pewno potrząsają i tak mocniej, gdy mam świadomość, że opisana historia wydarzyła się i dzieje się nadal naprawdę, to nie fikcja.

Zazdroszczę tym co płaczą na tym filmie. U mnie zamiast łez i zdawania egzaminu z człowieczeństwa przyszła znów potężna dawka myśli…

II grosz: Wyszłam z tego filmu dumna. Tak, dumna, że nie dotarły do nas wszelkie mniej lub bardziej stanowcze, z wielu frontów: „ nic nie rozumie, „nic nie słyszy”, „nie ma kontaktu”, czy inne, na szczęście milej sparafrazowane stwierdzenie z filmu: „mój pies też tak ma”.

Mama bohatera filmu – Mateusza na początku jeszcze tliła w sobie jakieś nadzieje, że jej dziecko rozumie, czuje, będzie chodzić… Właściwie, mam odwagę przypuszczać, że te nadzieje podsycał najbardziej jego tata, który wierzył w niego tak po prostu, tak bez żadnych filozofii: tak zwyczajnie urządzał podłogowe wyścigi, tak normalnie naprawiał z synem zamek w drzwiach, tak po męsku uczył walić pięścią w stół, tak szczerze powodował, że „gwiazdy wybuchały”… Gdy taty zabrakło, zabrakło tego „normalnie”…

Wraz z Tatą Krzysia, jesteśmy dumni, że traktowaliśmy naszego Krzysia jak… zdrowe dziecko. Dziwne? Nie. Bo w pewnym momencie odrzuciliśmy wszelkie przewodniki po szczęśliwym macierzyństwie skrupulatnie wyliczające: „kiedy moje dziecko ma zacząć raczkować, chodzić, mówić…”. Wiedzieliśmy, że mamy swoją własną, prywatną miarę sukcesów synka: jego dokumentację medyczną, jego i nasze przejścia, jego starania – by żyć, skoro przecież miało go nie być w ogóle…!

Nie rozżalaliśmy się nad Krzysiem prowadząc dywagacje czy nas czuje, bo on doskonale sam o tym nas przekonywał każdego dnia reagując na „dzień dobry”, na wszelkie pieszczoty, na piosenki, na swoje książeczki, na za gorącą zupkę… I tak samo, tak normalnie, tak po prostu, tak jak sobie to wymarzyliśmy: oglądaliśmy z Krzysiem „Kubusia Puchatka”, wspólnie grillowaliśmy, dawaliśmy sobie urodzinowe prezenty, opowiadaliśmy mu nasze domowe anegdoty, droczyliśmy się gdy kombinował jakiegoś psikusa, gotowaliśmy, spacerowaliśmy… Jedyne co w tej normalności było i jest nienormalne: trwała zdecydowanie za krótko.

III grosz: Kolejny fragment filmu, który był dla mnie niezwykle ważny, to moment, w którym Mama Mateusza szuka broszki – chłopiec wie, gdzie jest; pełza energicznie i entuzjastycznie pod kanapę, by przekazać zgubę, ale przede wszystkim by udowodnić: „Ja słyszę! Wiem o co Wam chodzi!”… Niestety, mama (podsycana wciąż niewiarą otoczenia) nie wiedziała o co chodziło synowi i ten jego entuzjazm oraz energię odebrała jako… atak padaczki. Ta scena z jednej strony zakuła mnie w serce, z drugiej jednak dała w głębi duszy wielki uśmiech – podszyty niesamowitą satysfakcją. Nie raz, nie dwa, gdy Krzyś się denerwował, słyszałam od niektórych lekarzy: „on ma ten swój atak…”. Padaczkę Krzyś miał i leczenie jej było konieczne, bo innego ratunku nie było – to wiemy. Jednak często mylono padaczkę z Krzysiowym nastrojem, próbą powiedzenia : „jest mi źle”. Czułam to. Zrozumieliśmy to dość szybko. Nie wszyscy nas chcieli słuchać, więc robiliśmy swoje. I wówczas na ten „atak” często pomagało utulenie, zaśpiewanie, kołysanie, ciepły ton ulubionego Krzysia „zagadania” złości… 🙂 A w domu, gdy było już bezpiecznie, przytulnie i spokojnie, takie „ataki” nie zdarzały się praktycznie już w ogóle. Wniosek? Punkt dla nas!

IV grosz: Ostatnie spostrzeżenie z filmu – smutne, ale prawdziwe. Mimo, że mamy w sobie ogromną wdzięczność i ulgę, że dziś urodzone chore dzieci mają dużo więcej możliwości medyczno-terapeutycznych, to wraz z Tatą Krzysia odnieśliśmy może zbyt, ale pesymistyczne odczucie… Nawet w dobie takiego postępu techniki, takiego dobrostanu medycyny, to Rodzic i tylko Rodzic musi szukać (najczęściej na własną rękę) różnych form pomocy w przeróżnych ośrodkach wspomagania rozwoju. Choć bardzo, bardzo byśmy sobie tego życzyli, jakoś trudno nam uwierzyć w to, że samotnego, porzuconego w zakładzie chłopca, jakim jest bohater filmu otacza tyle obcej, spontanicznej dobroci… Owszem, jest krzywdzony przez lekarzy obojętnością (podczas wizyt) i radykalnością (wyrywanie zębów), jest wykorzystywany przez wolontariuszy, ale… jest także pokochany przez zupełnie zdrową sąsiadkę z bloku; jest ktoś, kto postawił mu teleskop w pokoju; jest ktoś kto pomógł mu się wreszcie komunikować za pomocą obrazków; jest ktoś, kto chce opowiedzieć o nim w mediach; jest jeszcze lepszy zakład, który mógłby go przyjąć… Mimo naszego niedowierzania, dobrze, że ciągle jest ten dobry, ludzki „ktoś”. A najlepiej by było, aby wokół nas było jak najwięcej takich „ktosiów”, szczególnie wobec takich odtrąconych, samotnych dzieciaków.

Albo już zupełnie idealnie – by Rodzice pragnący opiekować się swoim niedoskonałym dzieckiem, wierzący w niego mimo wszystko i kochający ponad życie, łatwiej mogli na takich „ktosiów” wpadać na swojej absolutnie niełatwej drodze kompletowania zespołu opieki, dzięki któremu z „niemożliwego” może często stać się „możliwe”…

V grosz: Bo jeśli takiego prostego ludzkiego dobra wokół nie ma, o które by przeważnie nie powalczyli tylko Rodzice, to można by smutno sparafrazować często przywoływaną tu myśl Kubusia Puchatka, kiedy to Rodzic mówi do ciężko chorego dziecka:

 ”Jeśli będzie mi dane żyć sto lat,
to chciałbym, abyś żył sto lat minus jeden dzień,
abyś nie musiał żyć ani jednego dnia beze mnie.”

Image

Pomóż Oldze widzieć i żyć…

Wzrok, kolory, kształty… dla znakomitej większości z nas niby nic wyjątkowego… ot, codzienne życie. Wstaję rano i widzę. A jednak jest ktoś, kto może tą możliwość poznawania świata utracić. Zwłaszcza, że mając tylko 8 miesięcy nie miał jeszcze czasu poznać całej feerii barw i kolorów.

Kochani,

Dziś zwracamy się do Was z prośbą o pomoc dla Olgi Kostki (więcej informacji tutaj). Na jej profil na Facebook’u  trafiliśmy zupełnie przypadkiem, jednak to co przykuło naszą uwagę, to – przyznajcie sami – wprost zniewalający jej uśmiech:

3556429652_2

Ale do rzeczy: dziewczynka ta cierpi od 8 tygodnia życia na złośliwy nowotwór oka :/ Obecnie jej rodzice zbierają na bardzo kosztowne leczenie w Londynie, które ma pomóc uratować oczko i zapobiec przerzutom na inne organy. Potrzebna kwota to – bagatela – 300 tys. zł! Każda z 3-ech dawek po 100 tys. zł. Pierwsza w październiku, kolejne – listopad i grudzień. Czasu więc zostało naprawdę niewiele…

Pomóc można na różne sposoby, czy to poprzez aukcje Allegro (link tutaj, różne przedmioty, jak i symboliczne „piątaki”), czy poprzez bezpośrednie wpłaty na subkonto w fundacji:

Fundacja Dzieciom „Zdążyć z pomocą”
ul. Łomiańska 5, 01-685 Warszawa
15 1060 0076 0000 3310 0018 2615
w tytule przelewu podać:
„20793, Kostka Olga – darowizna na pomoc i ochronę zdrowia”

Jeśli tylko możecie w jakikolwiek sposób pomóc, nasz Krzyś będzie z Was dumny!

A jeśli jeszcze się wahacie, oto kolejny argument – ulubionym przyjacielem Olgi jest Kubuś Puchatek 🙂 To chyba wystarczający powód dla Was – Przyjaciół Krzysia i jego Stumilowego Lasu, prawda? 🙂

1278992_529396780462430_724973229_o

Jeśli możesz IM pomóc…

Niezbędnej modyfikacji na blogu uległa zakładka: „Jeśli możesz mu pomóc”. Szybki wgląd zamieszczamy poniżej:

„Puchatek czuł, że powinien powiedzieć Kłapouchemu coś pocieszającego, ale nie wiedział co. Więc zamiast tego postanowił UCZYNIĆ COŚ POCIESZAJĄCEGO.”


Zawsze mieliśmy przeczucie, że nasz synek będzie wyjątkowym dzieckiem… tylko nikt nie spodziewał się, że będzie wyjątkowy w dosłownym tego słowa znaczeniu, i że ta jego wyjątkowość dokona się w tak smutnym sensie…

Niestety, choć byśmy bardzo chcieli,  naszemu synkowi nie możemy już pomóc, tu i teraz.

Jednak Krzyś będąc wdzięczny za okazaną dotychczas ogromną pomoc, za Wasze wielkie serca i zaangażowanie, będzie się starał pomagać Wam – obiecał nam to! Jednym przesunie chmurki i zrobi ładną pogodę, kiedy trzeba. Innym, podpowie na uszko niesłyszalnym szeptem potrzebną myśl. A jeszcze innych podsłucha przy wieczornym pacierzu i poda dalej – do Szefa… Wierzymy w to!<3

Z tego miejsca chcieliśmy BARDZO, BARDZO SERDECZNIE PODZIĘKOWAĆ absolutnie WSZYSTKIM oraz każdemu z osobna: za każdą złotówkę przelaną na Krzysiowe subkonto, za każdą organizowaną akcję, zbiórkę, za najmniejszy i największy 1% podatku! Jesteście wspaniali, a Wasze serca takie… piękne, wiecie?! 🙂

Mimo, iż niewiele udało nam się wykorzystać środków z Krzysiowego subkonta, a kwoty zebranej z akcji 1% podatku nawet nie znamy i nie wiemy, czy dane nam kiedyś będzie ją poznać, czujemy się zobowiązani poinformować, że wszelkie zebrane pieniążki dla Krzysia zostają automatycznie przekierowane na cele statutowe Fundacji, do której należał nasz synek: Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko” (www.fundacja-sloneczko.pl). Wierzymy, że kwota ta będzie odpowiednio rozdysponowana na tamtejszych podopiecznych:

Podopieczni Fundacji Słoneczko


Oprócz tego, jeśli nie wiecie co powiedzieć pocieszającego, jeśli to możliwe, możecie uczynić coś pocieszającego:

Otóż pozwalamy się zwrócić do Was z prośbą o pomoc Krzysiowym Przyjaciołom:

– najukochańszemu Małemu Księciu, jakiego mieliśmy okazję wirtualnie poznać! Podziwiamy jego samego oraz jego dzielnych Rodziców w codziennych zmaganiach z trudną chorobą synka, podejmowania się nowych, bardzo drogich metod oraz cieszymy się niezmiernie z ogromnych sukcesów! Możemy sprawić, że będzie ich jeszcze więcej.

Możemy sprawić, że Adaś znów się uśmiechnie – do nas wszystkich – najpiękniej jak potrafi!

Jak możemy pomóc Adasiowi?

Nikt tego nie wytłumaczy lepiej, niż Jego Rodzice:

POMÓŻ ADASIOWI!

– Przyjacielowi szczególnemu: malutkiemu Wojtusiowi, którego nie znamy osobiście, a tym bardziej nie znamy Jego Rodziców… Bo niestety Ci ostatni nie istnieją- porzucili synka zaraz po urodzeniu, gdy okazało się, iż Wojtuś nie jest taki całkiem doskonały… 😦 Ale chłopczyk ten dzięki naszej pomocy może być jeszcze doskonały: potrzeba czasu, miłości, troski i rehabilitacji, systematycznej opieki i niestety tego, co takie przyziemne: pieniążków…

Wszelkie szczegóły dla chętnych niesienia pomocy Wojtusiowi, znajdziecie tutaj:

POMÓŻ WOJTUSIOWI

W imieniu prawdziwego Małego Księcia i Jego Rodziców oraz malutkiego Wojtusia i Jego Opiekunów BARDZO WAM DZIĘKUJEMY!

Krzyś & Rodzice 🙂

P.S. Wiemy, że nasz apel to tylko kropelka w morzu potrzeb tysięcy innych chorych dzieci, ale jeśli tylko się uda, mamy pomysł, aby zanieść pomoc do jak najszerszego grona małych Bohaterów, tylko dajcie nam chwilę i trzymajcie kciuki, aby się udało!:-)


„I już zawsze będziemy przyjaciółmi? – spytał Prosiaczek.
Nawet dłużej – odparł Puchatek.”

DSC_0875