1% AFTER PARTY

Drodzy nasi!

Skąd ten tytuł? Bo nasz RAP wciąż trwa, dotyczy pomocy Maluszkom-Choruskom, a dziś znów o tej dobrowolnej, drobnej, ważnej pomocy będziemy pisać… w formie after party naszego koncertu z 21.02.2014.

Albo też jako inna forma after party… minionego roku. Bo o 1% podatku będziemy pisać: po ubiegłym roku pora na rozliczenia, pora na podsumowania, pora na bezinteresowny gest dobroci w jednej, maleńkiej kolumnie na naszym PIT. Piszemy Wam o tym, bo dostajemy wiele zapytań: „dla kogo?”, „jak?”, „wy wiecie lepiej…”. Nic nie wiemy lepiej oprócz tego tak banalnego stwierdzenia: „1% tak niewiele, a może tak wiele…”. Może wiele, naprawdę! Byliśmy przez chwilę po tej drugiej stronie – czekających, proszących, planujących małe wielkie cuda… My akurat nie zdążyliśmy z 1% od żadnego z Was skorzystać, ale uczestniczyliśmy w wielkiej, państwowej zbiórce groszy, dziesiątek złotych, setek… i przecieraliśmy oczy ze zdumienia: odrobinki na koniec tworzą ogromną garść pomocy pięknych Ludzi, która pozwala spełniać te małe lub nawet te najbardziej śmiałe marzenia. Gdyby Krzyś dziś był, wiemy, że dzięki Wam – Waszej pięknej inicjatywie przekazywania naszemu synkowi 1% podatku, moglibyśmy mu zakupić przenośny koncentrator tlenu = bylibyśmy wolni od domowych kabli! 🙂 Ależ bylibyśmy wtedy szczęśliwi…

Nie będę pisać wiele zbędnych słów, bo w tym roku nie mnie jest dane stawać w szranki z innymi proszącymi o 1%, za to posłużę się cytatem pięknego, ważnego tekstu napisanego ręką Mamy znanego Wam już Adasia, która tłumaczy prosto i uczciwie „o co w tym wszystkim chodzi”:

„Zatem znów, jak co roku, stajemy na linii startu. Rozglądamy się dokoła i spuszczamy nisko głowy, widząc wokół siebie nieprzebrane morze ludzkich i nie tylko ludzkich nieszczęść i wyciągniętych po pomoc rąk. Nie powinno tak być. Nie powinno być tak, że jedyną szansą na przetrwanie, na życie, na zdrowie, na poprawę jakości funkcjonowania jest wzięcie udziału w wyścigu na nieszczęścia. Że światem rządzi ekonomia godna Sparty. Że trzeba spuścić wzrok i wyciągnąć rękę – albo skazać swoje dziecko na śmierć lub cierpienie.

Nie powinno tak być, ale nie wiem, nie mam pomysłu, jak można to zmienić. Dlatego, bardzo z siebie niezadowolona, stoję wraz z innymi. I tak sobie myślę – nie zmarnujcie swojego 1 procenta. Tą jedną decyzją możecie zmienić czyjeś życie. Sami dokonacie najlepszego wyboru, na kogo chcecie ten jeden procent przeznaczyć (…). Ale nie przepuśćcie okazji, żeby komuś pomóc. Za to Wam z góry dziękuję.”

Kochani, pytacie często kogo „polecamy”, aby wpisać w rubrykę. Najchętniej powiedzielibyśmy nikogo tzn. absolutnie wszystkich. Nie można dzielić dzieciaków na mniej lub bardziej chore; na lepiej lub gorzej rokujące; na bardziej lub mniej potrzebujące. Każdy apel o pomoc jest tak samo ważny, każde słowo „pomóż” – tak samo zawstydzone, co jednak potrzebne.

A jeśli naprawdę nie macie wokół nikogo Wam, Waszemu sercu, intuicji bliskiego Potrzebującego i mielibyście zostawić pustą rubrykę – przypominamy Wam choćby te Dzieciaczki, które są nam szczególnie bliskie i niekiedy także gościły na naszym blogu: super dzielny Wojtuś; śliczny Mały Książę; sam ale nie samotny Olafek; przesłodki rekordowy wcześniak Tymek; Krzysiowa „dziewczyna” Nadia; księżniczka Marysia; bohaterka Gabrysia; troszkę starszy kolega Grześ; Iskierka Eliza… I można by wymieniać i wymieniać – bez końca. Jeśli ktoś potrzebuje u nas zamieścić także swój apel, wspomnieć o swoim Chorusku – piszcie proszę w komentarzach, śmiało! :-*

I dla Pytających o pomoc z tej „drugiej strony barykady” chcemy podsunąć jedno, sprytne, proste rozwiązanie. Aby lepiej dotrzeć ze swoim apelem do świata (co wiemy, że wcale nie jest takie łatwe wśród morza Potrzebujących), polecamy skorzystać z pięknej akcji pod patronatem aktorki Pauliny Holtz, organizowanej przez zaprzyjaźniony z nami portal www.zaradnematki.com, który tworzy „bazę” Dzieciaczków proszących o 1% podatku – jest prosto, przejrzyście, jeszcze niezbyt tłumnie i mamy nadzieję – skutecznie!

Mamy nadzieję, że to nietypowe „after party” będzie pomocne Tym, którzy chcą pomóc oraz Tym, którzy potrzebują pomocy… A z naszej strony, cóż… pięknie dziękujemy za przemyślane, dokładne wypełnienie ważnej rubryki – Twój 1% naprawdę może zdziałać… małe, wielkie cuda! 🙂 Banalne…, ale prawdziwe :-*

1389867889_59ozx7_600

21.02.2014: KONCERT RAP DLA MATEUSZKA

Powoli gasną światła…

Właśnie wróciłeś z pracy, wygodny dom, bluza, obiad, herbata + książka/babski magazyn/bajka dla dzieci. Przed nami piękny, rodzinny, spokojny weekend. A my robimy znów dryń dryń: kolejna RAP-owa przypominajka! W tym miesiącu także trzeba pomóc dzieciakom! Żeby… czuć się spełnionym, spokojnym w sumieniu, uskrzydlonym! Tak, poMOC uskrzydla, prawda? 🙂 Poczujmy TO! Krzyś obiecuje „dodać skrzydeł” wątpiącym w TO 😉

Niewidoczny Dyrygent…

Nasz Krzysiulek dziś postanowił, że nie odda batuty, ale oszczędzi gardełka naszej wirtualnej a’capelli i znalazł świetny podkład muzyczny – pierwszą dopasowaną stylistycznie naszemu wydarzeniu piosenkę, która zagra Wam poniżej tego wpisu. Chyba nie bez powodu nasz synek wybrał właśnie tę piosenkę, bo przecież jakże ona jest prawdziwa i on coś o tym wie:

„Zobacz! Ile miłości w każdym człowieku,
nie jeden by chciał przeżyć choć pół wieku,
i nie jednemu od wielu lat najbliższych ziomów brak,
ciężko pogodzić się z tym, ale mimo tego ja i tak:

Jestem tego pewny,
w głębi duszy o tym wiem,
że gdzieś na szczycie góry,
wszyscy razem spotkamy się.
Mimo świata który
kocha i rani nas dzień w dzień,
gdzieś na szczycie góry
wszyscy razem spotkamy się.

Na scenie: mały MATI…

Tak, ten sam Mati, który Przyjacielem Krzysia był, jest i będzie. Choć chłopcy się nigdy nie poznali osobiście, to Krzyś zawsze mógł liczyć na Rodziców Dzielnego Mateuszka, przybiegających słowem, myślą i czynem  z dobrą radą, ważnym wsparciem, potrzebnym sprzętem… Choć Mateuszka mięśnie odmawiają posłuszeństwa, bo rdzeniowy zanik mięśni niestety bywa niezwyciężony, to główka 5-letniego Księciunia pracuje na najwyższych obrotach i chciałby on tyyyle nam mądrych rzeczy powiedzieć… oka mrugnięciem. A żeby tak się stało: żeby umożliwić komunikację Matiego z jego najbliższymi, potrzebny specjalistyczny sprzęt wart bagatela… kilkadziesiąt tysięcy złotych. Potrzebne więc choć najmniejsze wsparcie w kluczowej sprawie: „usłyszeć” potrzeby, uczucia, opowiastki własnego dziecka… bezcenne, prawda? 🙂

Pora na… RAP!

 Niebieskooki przesłodki książę

Najchętniej nie odrywałby wzroku od książek,

Kocha rozmowy, zabawy, igraszki,

Wszystko czasem lepiej niż dorosły rozumie,

oprócz swojej choroby zakładającej przeróżne, smutne, trudne maski.

Chciałby powiedzieć „mamo”, „kocham”, „dzień dobry”, „dobranoc”,

powieką mrugnąć, wprowadzając niewyobrażalne szczęście, nową moc.

Niby niewiele, a czasem znaczy wszystko.

Pójdźmy WSZYSCY na koncert z biletem,

aby wbić kij w poMOCY I DOBROCI mrowisko!

 

RAP Mateuszek

Bilet wstępu na nasz „koncert RAP”:

Jak zawsze – do „nabycia” bez wychodzenia z domu!

Koszt – 5 zł – nie mniej, nie więcej! Czy pojedynczo, czy rodzinnie – jak tylko chcecie, jak możecie…

Gdzie nabyć? Wpłat należy dokonać na SUBKONTO Mateuszka (różowa ramka NA DOLE artykułu o chłopcu, jako odbiorcę podajcie: Stowarzyszenie Pomocy Szkole „Małopolska”).*

Więcej informacji o Chłopcu na jego facebook-owej STRONIE.

To co, Kochani, jest moc… poMOC? 😉

ZAPRASZAJCIE ZNAJOMYCH, UDOSTĘPNIAJCIE! **

*) Przepraszamy, że nie ułatwiamy Wam zadania i nie podajemy bezpośrednio numeru subkonta Dziecka, któremu pomagamy w danym miesiącu. Bardzo byśmy chcieli, ale w myśl prawa, podanie numeru konta wraz z apelem pomocy świadczy o zbiórce publicznej, której my tutaj nie organizujemy, bo nie jesteśmy Fundacją. Jesteśmy tylko „krzysiowe małe co nieco” 😉 Jesteśmy od dobrej inicjatywy kliknięcia w link i… przecież wiecie co dalej 😉 :-*

**) Pamiętajcie, nasza sala koncertowa jest ogromna – może pękać w szwach! I co najważniejsze – bilety można nabyć 24h, 7 dni w tygodniu! „Piątaki” możecie tym samym wpłacać caaały kolejny miesiąc – do następnego RAP-u, tylko czasem co się odwlecze… to uciecze 😀

„DUŻE SPRAWY W MAŁYCH GŁOWACH”!

– Aha to super! A jaki był ten kolega?

– Piękny Tato! – bez zastanowienia wyrzuca z siebie Bolo.

(…)

– Bo miał skrzydła Tato! Jak ORZEŁ!

 bo dzieci widzą tylko to co ważne….

/źródło: http://www.klocekikredka.com/jak-orzel/

 

Pamiętacie jeden z ostatnich linków poleconych Wam na fanpage’u Krzysiowe małe co nieco – piękną opowieść, której końcówkę zacytowaliśmy powyżej? Tak, zdrowy chłopczyk w chorym – niepełnosprawnym zobaczył… orła. Oczami wyobraźni widzę nasz spacer z Krzysiowym wózkiem, prawdopodobnie wypełnionym po brzegi sprzętem i… te spojrzenia – zdziwienia, czasem współczucia, czasem udawania, że „się nic/nikogo nie widzi”… A jakże bym chciała kiedyś dożyć spaceru, kiedy nasz Krzysiulek nie tylko tutaj – na blogu, czy przez najbliższych nazywany był Rycerzem, ale także przez jakiegoś zdrowego, obcego nam, radosnego dzieciaka, który zajrzałby do naszego wózka i się szeroko, szczerze, spontanicznie uśmiechnął… z podziwem.

Nie, nie jesteśmy święci. Też kiedyś zdarzało się, że podświadomie odwracałam wzrok widząc wózek inwalidzki, czy nietypowe rysy twarzy napotkanego dziecka… Też się dziwiłam, też „unikałam tematu”, prawdopodobnie nie w złej wierze, ale „żeby nie robić przykrości”. I pewnie gdybym miała zdrowe dziecko, nie zależałoby mi szczególnie, aby wtajemniczać go w świat chorych dzieci, bo… „po co?”. Nie, nie tak to działa. No właśnie, i dziś siedząc sobie i układając w głowie ten wpis rozumiem jak bardzo miałam „małą głowę”, a przecież dużą, bo niby mądrą, bo dorosłą! Teraz, będąc tylko przez chwilę, ale dość pewnie postawioną stopą „po tej drugiej stronie barykady”, rozumiem jak nigdy dotąd jak ważna jest integracja dzieci chorych i dzieci zdrowych, jak wiele mogą się jedne od drugich nauczyć nawzajem, jak bardzo ważne jest pokazanie obojgu życia we wszystkich wymiarach… Bo teraz już wiem, że przecież wszyscy żyjemy SZCZĘŚLIWI i NORMALNIE, choć czasem „szczęście” i „normalność” znajdują się na zupełnie różnych biegunach.

Dlatego tak bardzo, całym sercem, myślą i czynem tego wpisu itp. pragnę wesprzeć niesamowity projekt dwóch cudownych mam: Agnieszki – mamy Dzielnego Franka oraz Moniki – cioci Lasche, które podjęły się wielkiego wyzwania – napisały książkę pt. „Duże sprawy w małych głowach”o Choruskach (niepełnosprawnych dzieciach) dedykowaną dzieciom zdrowym. Teraz chcą ją wydać tak, aby ta niezwykle cenna książeczka była egzemplarzem bezpłatnym. Zatem my jesteśmy tu m.im. po to, aby stanąć w szeregi entuzjastycznej i realnej pomocy, aby ich marzenie, a społeczne „tak trzeba” ujrzały światło dzienne i mogły wspólnymi siłami odczarowywać niepełnosprawność z oparów niezrozumienia i lęku. Doskonale wiemy, jak trudne, czasochłonne jest wydanie książki – co dzień doświadczamy tego na własnej skórze… 🙂 Dlatego tym bardziej doceniamy wkład całego team’u książkowego dwóch Odważnych Mam i Spółki 🙂 i mocno trzymamy kciuki, aby się udało… A do sedna: projekt wydania książki „Duże sprawy w małych głowach” gości przez 44 najbliższe dni na portalu polakpotrafi.pl. Jeśli przez ten czas uda uzbierać się 10 tysięcy złotych potrzebnych na wydanie tysiąca egzemplarzy – będzie wielki sukces i ogromny ukłon dla tych, którym się chce… Jeśli zabraknie choć złotówki – pieniążki powrócą do darczyńców, a projekt się nie powiedzie… Ryzyko jest ogromne, ale równoważy się z wyjątkową szansą realizacji pięknej, ważnej, potrzebnej rzeczy. Więc Kochani, znów apelujemy do Was – każda „złotówka” się liczy. Standardowo, im nas więcej, tym lepiej. Potraktujmy to jako taką „rozgrzewkę” przed naszym najbliższym RAPem (już 21.02!)… 🙂

Liczymy na Was i w imieniu Mamy Agnieszki i Mamy Moniki jesteśmy Wam bardzo wdzięczni :-*A jak kiedyś zobaczycie jak Wasz lub obcy zdrowy brzdąc uśmiecha się tak wyjątkowo, tak „po swojemu”, tak po prostu… do dzieciątka-Choruska… to będzie tylko powód do dumy i dowód na to, że „duże sprawy w małych głowach” są dobrze poukładane… 🙂 Dzięki Wam i właśnie takiemu światopoglądowi jaki chcemy wspólnie szerzyć, nasz Krzyś nigdy nie był tylko chorym chłopcem… Za to, zawsze był, jest i będzie „Rycerzykiem o czarnych koralikach”. I to jest nasze zwycięstwo. I to jest właśnie „duża…wielka sprawa”. :-*

Image

 

 

KRZYSIOWEMALECONIECO – po sznurku, do KONKURSU…

Gdy wokół nas robi się zbyt ciemno, czasem potrzeba kogoś kto podciągnie żaluzje… Robi się jaśniej, widać więcej uśmiechniętych, oszołomionych nieoczekiwanym światłem twarzy… Kiedyś ktoś nam drogi i bliski, powiedział że nasz blog jest jak taki sznurek od żaluzji… Czasem jakiś wpis je chwilowo opuszcza w dół, tylko po to, by kolejny uniósł je dużo wyżej… Czy oświetlamy Wasze twarze? Nie wiem… Ale jeśli tak jest, to niech nasz blog w nieskończoność podnosi te żaluzje i zmniejsza półcień wkoło…

Niech przyniesie otuchy innym Aniołkowym Rodzicom dając dowód, że tam gdzie pozornie wszystko się kończy, zawsze jest szansa na nowy początek…

Niech wspiera ramiona tych, którzy dźwigają lęk i troski opieki nad Choruskami, bo przecież nie raz siła miłości mierzy się z siłą bezsilności…

Niech uczy absolutnie wszystkich innych Odwiedzających, którzy nie mogą uwierzyć w opisywaną tu rzeczywistość, że szczęście potrafi mieć naprawdę skrajne oblicza, rozmiary…

I na koniec – najważniejsze: niech kontynuuje to, co pozostawił nam nasz Krzyś: niespotykaną dotąd kreatywność, która każe iść naprzód; pomagać tym, co ciągle „mają szansę” i tę RAPerską, książkową, czy wszelką inną poMOC szerzyć dalej…
Jeśli tylko chcielibyście zaprosić do naszego wspólnego odkrywania wszelkiego światła wokół nas innych – prosimy o Waszą niewielką pomoc:

Oddajcie głos w konkursie Onet-u „Blog Roku” na nasze „krzysiowemaleconieco.com”: SMS o treści A00620 na numer 7122.

Głosując, też pomagamy – dochód z smsów (1 sms = 1,23 zł) dla Dzieciaczków osieroconych z hospicjum. Tylko jeden telefon może zagłosować na wybrany blog, więc zachęcamy do użycia wszystkich telefonów w domu i o uaktywnianie do głosowania Waszych fajnych znajomych 🙂 Mamy czas do południa, do 06 lutego!

Jedyne na czym nam zależy, to odsłaniać nasze żaluzje dalej… I widzieć jak najwięcej twarzy rozpromienionych światłem – radości, dobra, spełnienia… Bujda? Bzdury? Przecież świat jest dokładnie taki sam, jakim go postrzegamy. Więcej, taki sam, jakim go tworzymy! Myślicie, że kiedyś uda nam się wspólnie podciągnąć żaluzje do końca i zobaczyć w całości odsłonięte, rozświetlone okno?
Dziękujemy jak zawsze – za to, że jesteście -„mimo wszystko”. Z góry dziękujemy za Wasze głosy, zaangażowanie i pomoc – wspólnie wysyłamy zaproszenie innym do… „podnoszenia żaluzji”.

baner bloga na blogroku

Zostań „serduszkowym terrorystą”!

WIELKA akcja odważnych, pozytywnych ludzi. Co jest wielkie? Atmosfera, rozmach, serca, szczodrość, integracja, zabawa? Tak. Ale największy jest sens całej akcji: z malutkich kroczków (złotówki wrzucane do skarbonek) tworzy się co roku ogromny krok milowy (zebrane finalnie miliony złotych). Krok milowy dla polskiej medycyny. Krok milowy dla zmiany światopoglądu. Krok milowy dla życia… dla tysięcy żyć – jeszcze króciutkich, maleńkich, może naiwnych, ale silnych, najodważniejszych.

ORKIESTRA nie symfoniczna, nie kameralna. To orkiestra jedynych w swoim rodzaju dźwięków składających się z magicznego „pip pip pip” przekazujących ciche, często niepewne, odważne: „Mamo, jestem”. Zamiast skrzypiec – rząd pulsoksymetrów mierzących pracę serduszka i natlenowania krwi; zamiast trąbek – urządzenia Infant Flow do nieinwazyjnej wentylacji pomagające oddychać; zamiast bębnów – inkubatory z mnóstwem kabelków i okienek, wraz z większymi poduszeczkami w środku niż sami mieszkańcy „szklanych domków”. Co dzień na oddziale otaczały nas rzędy porządnych, nowoczesnych sprzętów z przyklejonym maleńkim czerwonym serduszkiem. I to mieniące się wszędzie czerwone serduszko sprawiało wrażenie, że oddział neonatologii polskiego szpitala nie wygląda jak polskie PKP, ale jak zachodnie TGV.

ŚWIĄTECZNEJ atmosfery w polskich szpitalach brak. Wiem, widziałam. Nasze własne dzieciątko mało świątecznie musiało walczyć o życie długie miesiące. Nie było fanfarów, biesiady, oklasków. Były strach, bunt, niedowierzanie i łzy. I jeśli tylko o jakiejkolwiek „świąteczności” mogła być mowa, to tylko wtedy gdy kolejne badanie poszło po naszej myśli; gdy padła dobra diagnoza, gdy czytaliśmy z buzi synka przekonanie: „Mamcia, dam radę!”. Nowe sprzęty od WOŚP-u nie gwarantują zwycięstwa. Jednak dają dużo więcej niż złotówka wrzucona do puszki – dają poczucie bezpieczeństwa, że „na dane okoliczności, moje dziecko jest w najlepszym miejscu z możliwych”.

POMOCY nie powinno się udzielać tylko jak zawołają, jak namówią, jak każą… Ale jeśli faktycznie codzienne sprawy nas zapędzają gdzieś hen we własne zmartwienia, pilne sprawy, niekończące się „pomyślę o tym jutro”, warto czasem się zatrzymać i przetrzeć oczy. Tak, ten stary, brudny szpital, który mijasz codziennie rano w drodze do pracy, to nie tylko mury… Tam są też dzieci, które właśnie się dowiadują, że mogą do pracy nigdy nie zdążyć pójść. Tym samym, wiedzą, że trzeba walczyć; chcą walczyć; czekają na pomoc. Jakby tą pomocą mogłoby być tylko uściśnięcie za rękę, pogłaskanie, nowy miś albo odwiedziny z puentą: „wszystko będzie dobrze”, byłoby idealnie. W takim świecie niestety „pomóc” znaczy „dać kasę”, brutalna to prawda. Byliśmy po tej drugiej stronie murów – przetarliśmy własne oczy…

 

A na koniec, po raz pierwszy i może ostatni, ale złamiemy zasadę tego bloga o tolerancji wszelkich poglądów. Będzie sprzeciw. Bo przeczytaliśmy to:

Tomasz Sakiewicz (dziennikarz) o Wielkiej Orkiestrze: „Widziałem ludzi, którzy mieli odwagę nie poddać się terrorowi serduszkowców. Odwracali szybko głowę i przyspieszali kroku. Błąd. Idźcie z dumą. Brak serduszka to dowód na to, że człowiek myśli i nie ładuje pieniędzy na lans gościa, który sprowadził piękne idee do błota.”

Tak, to rząd RP i NFZ powinien się „lansować” z nowoczesnymi zakupami na rzecz oddziałów naszych szpitali, tym samym: na naszą rzecz – jeśli nie teraz, to na kiedyś…. Tak, „terror serduszkowców” – powinien trwać nie raz w roku, ale co dzień, niewidzialnie, niewyczuwalnie, ale skutecznie, użytecznie, leczyć zbutwiałe serca, krnąbrne umysły, spiskujące głowy. Tak, Owsiak powinien sobie już dawno wyjechać na niekończące się wakacje, odpocząć po corocznym, całorocznym nękaniu, udowodnianiu, przekonywaniu tylko dlatego, że jest większy niż inni (inne fundacje), więc może pomagać bardziej (niż inne fundacje) i dlatego jest prześwietlany dokładniej lub tak samo (jak inne fundacje). Tak, piękne idee powinny zostać wysoko w chmurach albo niech ktoś je choć wyjmie z tego błota – jacyś chętni, Panowie? Tak, WOŚP mógłby nie istnieć – wtedy co po niektórzy „idący z dumą myślący” mieliby święty spokój i nawet nie wiedzieliby jak dużo, dużo więcej najmłodszych Bohaterów miałoby dosłowny „święty spokój” – zbyt wcześnie…

Gramy dalej –  „do końca świata i o jeden dzień dłużej!”…, choćby już dziś miałby być ten „o jeden dzień dłużej”, gdyż coraz częściej nam się wydaję, że świat się skończył…

No to, SIEMA!

 

Image

Odwiedziny Owsiaka na oddziale krakowskiej Neonatologii, gdzie Krzyś w towarzystwie serduszek spędził 3 pierwsze miesiące swojego życia. /źródło: Gazeta.pl/

ImageZ Owsiakiem gramy od dziecka. Gdy miałam kilka lat, była radość z nowego, wylicytowanego kubka. Gdy miałam kilkanaście lat, fajnie się czułam pomagając. Dziś, gdy jestem „Mamą po przejściach”, wiem, że sprzęt ratuje życie – dosłownie. Ot, taka siła serduszka przyklejonego do mojej, Twojej, naszej kurtki…

Z okazji Świąt…

… umieść swoje serce po właściwej stronie.

Zbliżają się Święta… Wszyscy od nowa (z mediami na czele) zaczynają rozprawiać o miłości, potędze życzliwości, ciepła, prezentów…

Czemu zasypują nas spoty uśmiechniętych rodzin w blasku świec, czule się obejmujących, wręczających sobie prezenty?… Przecież te rodziny na co dzień i tak powinny być szczęśliwe, i tak się przytulają, i tak dają sobie ot tak, codzienne niespodzianki i prezenty. A przynajmniej powinno tak być.

Czemu nie oglądamy świątecznych spotów reklamowych przedstawiających szczęśliwych „młodych wilków” wychodzących z pracy, udających się na poszukiwanie choinki, robiących świąteczne zakupy, a przy okazji zostawiających kilka bułek klęczącemu w śniegu bezdomnemu…? Czemu nie kręcą filmików przedstawiających bawiących się przy choince dzieciaków: tych zdrowych wraz z tymi „zdrowymi troszkę mniej” albo tymi, bez mamy i taty, którzy znajdują ciepło i radość czyjegoś domu tylko na chwilkę – na Święta – na może najważniejszą chwilkę ich życia, które nie wiadomo ile jeszcze potrwa…

Czemu nie ma takich spotów?! Zbyt problematyczne? Zbyt kontrowersyjne? Zbyt prawdziwe?

Przecież Święta Bożego Narodzenia to przede wszystkim Święta Serc – tych dobrych ludzkich Serc, które mają grzać się nawzajem, gdy za oknem biało, zimno i tak nastrojowo… Przecież maleńki przychodzący niebawem Jezus jedynie tych dobrych serc od nas wymaga – niczego więcej! (choć nauczają o tym różnie)

Mamy szczęście – mamy serca: mocne, bijące, odczuwające, prawda? Serca rwące się do uczestnictwa w tych Świętach inaczej niż nakazują gazetki promocyjne, ramówki stacji telewizyjnych, billboardy 4D…

Bo jeśli te nasze serca, często zajęte w ciągu roku własnymi rozterkami, codziennością, przyśpieszonym zegarkiem mogą na chwilkę odpocząć i nabrać mocy, nowej energii i radości – niech to się dzieje choć raz – teraz właśnie, w ten grudniowy nie taki przecież zwykły czas…

Bo wiecie: „szczęście to jedyna rzecz która się mnoży, kiedy się dzieli”… Podaruj troszkę swojego serca i jego dobroci innym, zobaczysz – mam nadzieję, że poczujesz się szczęśliwszy!

Chciałabym dalej tutaj rozprawiać o ideałach, o bajkowych, kolorowych formach pomocy, kreatywnych pomysłach spełniania marzeń dzieciaków, malowania im pokoików, przynoszenia tortów i misiów. Oczywiście, to wszystko jest piękną inicjatywą i bardzo potrzebną – ogromny ukłon dla wszystkich wybierających takie formy pomocy… Niech wśród nich będzie właśnie marketing, wirusowość i niezaprzeczalna radość i dobro – absolutnie wszystkich: Pomysłodawców, Wykonawców i Obdarowanych.

Niestety świat chorych dzieci jest nie tylko taki wzniosło-ideowy i kolorowy… Niestety, najczęściej o życiu, czy zdrowiu dziecka decyduje…kasa, gruba kasa. I tak docieramy do momentu, w którym pojęcie serca i pieniądza może i nie współgra tak ładnie jak powinno, może nie pasuje pojęciowo do siebie, może komuś każe szukać podstępu w pojęciu: charytatywność… Jednak, wierzcie mi w jednym: duet „serce i pieniądz” mogą zdziałać cuda! Jakie cuda? Na przykład uratować komuś życie. Albo co najmniej – poprawić komuś komfort życia. Brzmi smutno. Brzmi brutalnie. Brzmi poważnie. Ale taka poważna, brutalna i smutna jest ta prawda. A najbardziej paraliżuje tych, którzy muszą zmierzyć się z nią sami: twarzą w twarz, by ratować własne dziecko. A jeszcze bardziej boli, gdy brutalność tej rzeczywistości zupełnie nie pasuje do maleńkiej, pokłutej igłami rączki ściskającej ulubionego misia; smutnych, wyczekujących jakiegoś jutra oczek; łamiącego się głosiku szepcącego: „Mamuś, jestem juś zmęcony…”.

Coś o tej prawdzie wiemy, nawet zbyt wiele… I tylko dlatego pozwalamy sobie dziś pisać na ten temat tak przekonująco. A także dlatego, że Krzyś i jego historia, która ciągle pociąga za sobą potrzebę i chęć uczestnictwa w tym „mniej zdrowym świecie”, nieustannie każe nam przecierać oczy, a tym samym… ciągle przypomina, że serce powinniśmy mieć po właściwej stronie: po stronie bezinteresowności, po stronie niesienia pomocy, po stronie dawania radości, po stronie chęci czucia się szczęśliwym i spełnionym.

I jeszcze jedno, chcielibyśmy Wam przekazać jako Mama i Tata Krzysia: każdorazowa, nawet malutka wpłata potrafi dodać najsilniejszych i największych skrzydeł walczącym Rodzicom, bo „grosz do grosza” tworzy głośny chór nieustannie dający znać: „jesteśmy z Wami!”. Potrzebne jest takie poczucie – bardzo. Na szczęście dzięki Wam doświadczyliśmy wielokrotnie takich uczuć: takiej siły, a wręcz potęgi tej wspólnoty. I choć nasza skała nigdy nie będzie już wydrążona przez krople dobroci serc, to dzięki Wam i Waszej pomocy, mamy jedyne, co teraz nam pozostaje i nas pociesza: poczucie, że zrobiliśmy wszystko, by uczynić życie naszego synka najpełniejszym, najlżejszym i najpiękniejszym z możliwych.

Na te Święta, nie wypatrujmy tych pięknych, wartościowych spotów medialnych, o których wspominałam na początku: twórzmy je sami – w realu, w miarę swoich możliwości, w ramach swojego poczucia spełniania. Bo przecież, gdy wrzucimy na szalę jakikolwiek podarek wobec dziecięcych marzeń o kolejnych Świętach i prezentach, które nie wiadomo czy dla kogoś nadejdą znów…, wszystko wówczas staje się jasne.

Serca po właściwej stronie – sobie i wszystkim wkoło życzę!:-* Z okazji tych Świąt 🙂

20131215_140139