Y jak YOU…

Hej, You! Niech dziś będzie bardziej międzynarodowo. Bo „Ty” przecież tyczy się każdego z nas. I nieważne czy mieszkasz gdzieś w australijskiej Tasmanii; czy uważasz, że „Duda” albo „Du*a” brzmi prawidłowiej; czy podpisujesz petycję pro uchodźcom, czy mówisz im „precz”. Nieważne. Jesteś człowiekiem. I nim bądź – tak na serio! Z Tobą, Tasmańczykiem, Prezydentem i uchodźcą włącznie. I zachowuj się jak człowiek. Nie niszcz świata. Nie niszcz siebie. Nie niszcz innych.

Ciebie… To właśnie Ciebie pierwszego trzeba widzieć maszerującego ponad oczami i uszami innych. Oczekujesz od innych prawdy spojrzenia i wiarygodnych sądów. Nie zaczynaj od Bacha. Zacznij od siebie. Nie szukaj niesprawdzonych plotek, spisków. Świat jest  wystarczająco ciekawy, by tworzyć historie jeszcze barwniejsze…. Nowe, prawdziwe, owocne. Mówisz: bo media, bo polityka, bo inni przekształcają rzeczywistość, szczują się nawzajem, dzielą… Tak jest. Ale jeśli świata sam nie zmienisz, nie musisz patrzeć aż tam-daleko, gdzie machają flagami, krzyżami, wytartymi sloganami, rocznicami etc.. Spójrz na własne podwórko. Kiedy ostatnio pomogłeś/porozmawiałeś/pozdrowiłeś sąsiada?… Ryba wcale nie musi gnić od głowy… Tak, Ty też możesz zmienić świat.

Tobie… Powierza się życie. A życie to nic innego jak czas. A wiesz, że nie jesteś w tej sytuacji sam; że inni, np. Twoi Bliscy mają tak samo? Też mają czasem tylko czas, który bezlitośnie może się skończyć szybciej niż Ci się wydaje… I co wtedy łatwiej: czuć tęsknotę, ale i spełnienie; czy powtarzać w kółko „żałuję, że nie zdążyłem…”? Bo to nie Ty i Twój czas są najważniejsze. Czas jest takim wymiarem, który lubi się przeplatać z innymi: dźwiękiem i przestrzenią. Nie dźwiękiem ciszy. Nie przestrzenią pustki. Lubi się splatać z innym czasem. Najlepiej Twoim. Lubi przytulenie, troskę, zwykły codzienny telefon: „co słychać”? Zadzwoń do Mamy…

Ty… Kupujesz sobie lustro. Nawet kilka razy w życiu. Przeglądasz się w nim kilka razy dziennie, zastanawiasz nad fryzurą, zmarszczkami, liczysz pierwsze siwe włosy… Czasem się przejmiesz jak się stłucze odliczając do kiedy czeka Cię nieszczęście, czasem masz to w ogóle koło nosa… A zastanawiałeś się kiedyś KOGO w nim widzisz? Nie rano śpiesząc się do pracy. Ale np. po kłótni z żoną? Po awansie w biurze? Po ciężkim dniu, gdy wszystko poszło całkiem do bani? Widzisz tam siebie? Czy widzisz przytłoczonego codziennością, sławą, niesprawiedliwością albo frustracją kogoś obcego, kto zapomniał kim jest i kim chciałby być. Świat jest niesprawiedliwy. Tak, ciągle zarabiamy mniej niż Zachód… Tak, marudzimy, czemu nas Bóg zesłał do Polski… Jest wśród nas pełno innych frustratów, fałszywych awansów, pochlebstw pełnych hipokryzji, opłaca(l)nego lenistwa… Ale kto tam stoi i patrzy się na Ciebie z lustra? Ty? Czy ten frustrat? Zobacz, to tylko kwestia optyki… I szczerości przed samym sobą. Chcę być fajnym człowiekiem. Takim, co nie przelicza portfeli innych, a dba, żeby we własnym nie brakowało. Dba pracowitością. Nie narzekaniem, że „się nie da”. Dba miłością – w relacjach z najbliższymi. Taką, co puszcza w niepamięć o jedno słowo za dużo, co chowa dumę do kieszeni, co przypomina po co tak naprawdę tu i teraz jestem… I uśmiechnij się w końcu do tego lustra. A jak od niego odejdziesz, uśmiechnij się też do innych – znajomych, obcych – zaskocz ich – oni nawet nie wiedzą, jak bardzo tego potrzebują…, by uśmiechnąć się do swoich luster. Idzie wiosna. Piękne odbicia pasują do zieleni i kwiatów wokół.

Tobie… Tobie przedstawia się dziecko. Twoje – pierwszym krzykiem. Kogoś – pierwszym uśmiechem. Czemu nagle wtedy zdrabniają Ci się wypowiadane słowa? Czemu głos przybiera dziwnie nienaturalną barwę „seplenienia”? Czemu niezależnie od tego jak bardzo miałeś nieudany dzień, nagle twarz Ci się rozjaśnia, a oczy zaczynają same pogodnie się śmiać? Widzisz dziecko. Widzisz je naprzeciw Ciebie. I stają się małe-wielkie cuda. Zobacz je w sobie. Odkop je. Ono gdzieś tam jest. I nie bój się spontaniczności. Bycia naturalnym. Robienia głupot. Niekontrolowanego śmiechu. Zmarnowania czasu na „nierentownych” spacerach, gotowaniu, filmach, rozmowach… „Dziecko w nas” znaczy jestem sobą, kocham siebie, uwielbiam budzić się wcześnie i czerpać z każdej minuty dnia…

To przedostatni wpis na blogu. Kolejny morał z „Lekcji Krzyś”. Podsumowuje pokrótce to wszystko, o czym przekonywaliśmy się przez minione lata, kiedy naszego Najbliższego czas się skończył tak szybko.

Dlatego bez powtórzeń, tym razem niech odbije się echem słów ks. Jana Kaczkowskiego:

„(…) Zamiast ciągle na coś czekać – zacznij żyć, właśnie dziś. Jest o wiele później niż Ci się wydaje”.

Hej You! Idzie wiosna. Bądź człowiekiem!

 

DSCF2001

/fot: archiwum prywatne/

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s