WIĘKSZE NIŻ DUŻE MAŁE CO NIECO O KSIĄŻCE…

„(…) I poszli, trzymając się za ręce. I dokądkolwiek pójdą i cokolwiek im się zdarzy po drodze, mały chłopczyk i jego Miś będą zawsze bawić się wesoło ze sobą w tym Zaczarowanym Miejscu na skraju Lasu.”

– Oj… Krzysiu, daleko jeszcze? – jęknął Prosiaczek.

– Krzysiu, Krzysiu, ale przecież miało być, że „chłopczyk i jego Miś będą zawsze bawić się wesoło ze sobą”, a tu jakieś spotkanie urządzasz… – zagrymasił Puchatek – i to jeszcze bez miodku…

– Nie spotkanie Puchatku, tylko małą wielką naradę – poprawił rozumowanie Misia mądry Pan Sowa.

– Ja tylko wiem, że musimy dziś sadzić wiele drzewek wkoło, bo Krzysiowa książka potrzebuje papieru. Nie uwierzycie, ale dyktowanie Krzysia już trzeci raz się drukuje dodatkowo, bo ciągle potrzeba książeczek i… ach, tak, wiem, to się dodruk nazywa… chyba tak Krzyś kiedyś mi szepnął do uszka – stwierdził Puchatek. – I się po cichutku bardzo cieszył – zaśmiał się misiowo Mały Głupiutki Miś.

– Ciekawiejsze, coraz ciekawiejsze… – mruknął Kłapouchy z największą dozą optymizmu i entuzjazmu, jaki można by sobie kiedykolwiek wyobrazić w jego głosie.

A Krzyś stanął na skraju lasu i popatrzył na szeroką, zieloną polanę. Znów jego dolna warga wsunęła się przesłodko pod górną, a to mogło tylko oznaczać, że chłopczyk doskonale wie, czego chce… Westchnął sobie słodko. Bo to było właśnie takie Zaczarowane Miejsce, do którego chodzi się tylko wtedy, gdy trzeba pomyśleć o sprawach nieco większych niż nawet duże małe co nieco…

– Krzysiu, dlaczego tutaj jesteśmy? Na kogo czekamy? Mam po kogoś pobrykać? – dopytywał zniecierpliwiony Tygrysek.

– Kochani Przyjaciele ze Stumilowego Lasu, przyszliśmy tutaj, żeby na chwilkę przestać się bawić, ale pora podsumować bardzo dla mnie ważny projekt pt. „Rycerzyk”, który chyba udało się zrealizować… – zaczął intrygująco Krzyś swoim słodko mądralińskim tonem.

Wystarczyło, że Krzyś zaczął. Bo potem tak jak u Krzysia w Stumilowym lesie, tak i u Rodziców Krzysia w Grodzie Kraka… potem właściwie wszystko się potoczyło samo…

– A ja wiem! A ja wiem! „Rycerzyk” to książka Krzysia, którą pisał i pisał i… o! mam ją tutaj! I książka pomaga chorym Dzieciom, które nie mogą skakać tak jak ja – krzyknęło rozentuzjazmowane Maleństwo.

– A ja wraz z książką Krzysia zabrałam do mojej dużej kieszeni wszystkie notatki, które mi kazaliście pilnować – rzekła przejętym tonem Mama Kangurzyca.

– Ja już nie mieszkam w kieszeni, bo brykam samodzielnie! Biorę lekcje od Tygryska, więc Mamcia zmieściła duuużo papierków… – piszczało dalej Maleństwo.

Wtedy wszystkie oczy małe i większe, stumilowo-lasowo-krzysiowe powędrowały w stronę Królika, który tylko czekał na ten moment…

Wdrapał się zwinnie na pień drzewa, przejął wszelkie notatki od Mamy Kangurzycy i… charyzmatycznie chrząknął, zaczynając:

– Nasz Krzyś wiele nam nie powie, bo On zna już słówko „Chwalipięta” i ostro marszczy nosek, jak tylko zaczynamy „bo Krzyś to, a Krzyś tamto…”. Więc zamiast tego, użyjemy dziś słowa-klucz na naszej naradzie, a mianowicie „Wiercipięta”.

– Wie… wie… wiercipięta… – wydusił cichutko przestraszony Prosiaczek. – Czy to jest coś czego boją się Prosiaczki takie jak ja…?

– Króliku, do rzeczy, do rzeczy… – niecierpliwił się Tygrysek. A Krzyś spojrzał pytająco na Królika, co to też on znów wymyślił w swojej norze…

Królik kontynuował:

– Otóż Prosiaczki, Prosiaczku, nie boją się Wiercipięt, tylko dzielnie im kibicują. Bo nasz Krzyś tak potrafi umiejętnie wiercipięcić się w innych, przyjaznych lasach i polanach – że o naszym „Rycerzyku” piszą portale: Damy-rade.org, SOS Rodzice, Oswoić Los, Przyjaciele z Alma Spei oraz plakacik (czyt. banerek) jest obecny na stronie Help Homecare, Wydawnictwa WFW, Fundacji Słoneczko – wyliczał dumnie Królik.

– Zaraz, zaraz Króliku… – wtrąciła Mama Kangurzyca – Nie powiedziałeś o najważniejszym! Przecież od wczoraj Krzyś został ponownie zaproszony w gości na portal Zaradne Matki.com, gdzie jako Mama Maleństwa czytam nowy wywiad z Mamą Krzysia i wszystkim Mamom gorąco polecam: „Quo vadis, Krzysiowe małe co nieco”!

– Sowo – kontynuował swoje przemówienie Królik. – Czy „Rycerzyk” jest dostępny wszędzie tam, gdzie by Krzyś chciał…?

– Według ostatniego rekonesansu – zaczął oficjalnie Pan Sowa – książka jest bardziej niż wszędzie, gdzie miała się znaleźć i lupa Google pokazuje mi kilkadziesiąt księgarni internetowych, a mapy naziemne wskazują coraz więcej stacjonarnych. To się chwali, to się chwali…

– A ja brykam i brykam tu i ówdzie, żeby zebrać wszystkie recenzje, które opisują przefajowi Czytacze na portalu LubimyCzytac.pl, a jak przeszkody techniczne wyskakują, mile widziane opinie w krzysiowej skrzynce pocztowej: krzysiowemaleconieco@gmail.com. Bardzo, bardzo mile widziane! – tak zachęcał, że aż się za bardzo rozbrykał Tygrysek.

– Czemu masz jeszcze taką wypchaną kieszeń Mamo Kangurzyco, skoro dałaś mi już wszystkie notatki? – spytał podejrzliwie Królik.

– A bo mam jeszcze plik małych ulotek o książce, gdyby Ktoś chciał je położyć, by o niej opowiedzieć tam, gdzie Ktoś inny może tego bardzo potrzebować – w szpitalach, ośrodkach dla chorych dzieci, fundacjach. Wtedy, najlepiej odezwać się do Rodziców Krzysia – oni prześlą ulotki. Z wielką radością z możliwości pomocy! – wytłumaczyła Mama Maleństwa.

A tymczasem w ciągu całej tej książkowo-podsumowującej debaty, nasz Krzyś siedział sobie cichutko na skraju Lasu, przycupnąwszy na kamyczku, w paluszkach trzymał patyczek i zgadnijcie, co robił? Pisał, pisał i pisał… czasem na piasku, czasem w powietrzu, czasem zahaczył o swój malutki bucik. Krzyś miał wprawę w dyktowaniu Lekcji, myśli, pomysłów nie wypowiadając ani słowa. Ale jego oczka się cudownie śmiały, a policzki… hmmm… Stumilowy Las podejrzał, że były słodko zarumienione…

 

Image

Advertisements

One response

  1. ” Krzyś siedział sobie cichutko na skraju Lasu, przycupnąwszy na kamyczku, w paluszkach trzymał patyczek i zgadnijcie, co robił? Pisał, pisał i pisał… czasem na piasku, czasem w powietrzu, czasem zahaczył o swój malutki bucik. Krzyś miał wprawę w dyktowaniu Lekcji, myśli, pomysłów nie wypowiadając ani słowa. Ale jego oczka się cudownie śmiały, a policzki… hmmm… Stumilowy Las podejrzał, że były słodko zarumienione…” z dumy i miłości jaka rozpierała Jego główkę i serduszko, bo tacy Rodzice jacy Mu się przytrafili to ogromne szczęscie w króciutkim życiu.
    Pozdrawiam Was ciepło i nie ustawajcie w tym co robicie, to jest Piekne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s