GDY DO PRZODU ZEGAR RWIE…

„Gdy do przodu zegar rwie …
Ty ustaw się na nie i cała wstecz”

 Wiecie, że dokładnie rok temu była Wielkanoc?

Wiecie, że dokładnie rok temu mieliśmy sporo śniegu…? Przynajmniej w Krakowie.

Wiecie, że dokładnie rok temu wylądowaliśmy z naszym Rycerzykiem na Prokocimiu, gdzie był na granicy utrzymania swojego mieczyka i tarczy? Utrzymał. Był z nami jeszcze potem dwa kolejne najpiękniejsze miesiące.

Niedawno przestawiliśmy czas na letni. Teoretycznie przesunęliśmy wskazówki w przód. I w tym samym momencie przyszła do nas jednoznaczna refleksja, że mimo, iż wskazówki, kroki nasze, wszelkie plany przesuwamy coraz dalej, coraz śmielej w przód, to częścią siebie (sporą częścią) jesteśmy ciągle „wstecz”.

Co dzień, właściwie w większości chwil cofamy zegary naszych myśli wstecz. Najczęściej używana jednostka – nie godzina, a zazwyczaj równy rok. Dowód: kilka pierwszych linijek tego wpisu.

Kilka…naście, kilka…dziesiąt razy dziennie w naszym domu pojawia się słowo-klucz: „Krzyś”. Bo Krzyś to, bo Krzyś tamto… W przeróżnym kontekście: tęsknym – na pewno; wspominkowym – na pewno. Jednak najczęściej – najzwyklejszym, codziennym. I wesołym. Mimo wszystko.

I tym samym Krzyś jest obecny w naszym życiu, domu, sercu zawsze: intensywnie, naturalnie, bez opamiętania…

Może się to ocierać o irracjonalność. Zapewne nasze podejście nie stąpa twardo, a lata sobie te co najmniej kilka centymetrów nad ziemią. I może ktoś powie, że to wręcz szaleństwo. Jednak jedno dla nas jest pewne: w tym szaleństwie jest metoda. Metoda przetrwania – przetrwania tęsknoty, przetrwania poczucia bezlitosnego braku, przetrwania nowego poranka…, gdzie w myśl naszej zasady pojmowania świata: budzik budzi nas i… Krzysia 🙂

I tak tyka sobie ten nasz zegar. Wchodzi właśnie w fazę wiosny. Jego tarcza może się ciut rozjaśnia, zazielenia; a wskazówka tyka weselej, żwawiej. A my? Dokładnie tak jak kiedyś wykrzesujemy z każdego tyknięcia wszelkie najmniejsze minuty radości, jednocześnie tłumiąc ukryty w sekundach, zawsze obecny strach.

Zupełnie tak jak kiedyś.

Radość bycia Mamą najdzielniejszego synka na świecie.

Strach, że dzielność tę odmierza pędząca klepsydra diagnoz.

Radość życia „na 100%”, angażując wszelkie wymyślone emocje.

Strach, że szczęście nawet wywalczone, bywa ulotne…

Zupełnie tak jak dziś.

Radość każdego poranka i każdego wieczora ukoronowana wędrówką myśli do Synka.

Strach, że wyczuwalna obecność jest jednak przezroczysta…

Radość z powrotu do zapomnianej normalności pt. „dom-praca-dom”,

Strach, że ta sama codzienność zabije wszystko to, czego się od Krzysia niecodziennego nauczyliśmy.

Radość, że Krzyś nie trafił w żadne inne, tylko nasze ramiona; że byliśmy/jesteśmy jego Mamą i Tatą.

Strach, że żyjemy w społeczeństwie, gdzie Rodzice tacy jak my, zamiast dumy, że ich chore dzieci dorosły, że dają radę…, czują presję pretensji odbiegania od uwielbianego dziś schematu: „piękni, młodzi i bogaci”.

Radość, że doświadczyliśmy miłości jaka się rzadko zdarza: najczystszej, najprawdziwszej, bezwarunkowej.

Strach, że już nigdy nikogo nie pokochamy tak samo…

„Wstrzymywany jednak drgnął
Wskazówkę ujmij w dłoń i…”*)

I?

 

*) E. Bartosiewicz, „Zegar”

 

Image

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s