Nadawca: malutki Krzyś. Adresat: św. Mikołaj

Image

Kochany Święty Mikołaju,

 W sumie to często dość widujemy się na co dzień, ale skoro teraz tyle dzieci pisze do Ciebie listy, to ja też chciałem, choć raz…

Tym bardziej, że w zeszłym roku byłem taki chorutki i słabiutki, że nie mogłem Ci napisać takiego prawdziwego grudniowego listu, ale do Ciebie i tak chyba dotarło moje jedynie marzenie – może jakiś reniferek je podsłuchał, zaświecił mu się z przejęcia czerwony nos i pognał co sił do Twojego domku z kominkiem wśród gwiazdek i Ci wszystko opowiedział.

I tak w ogóle, Mikołaju, to Mamusia z Tatusiem mnie tak wychowali, że wiem, że najpierw trzeba dziękować, a potem ewentualnie o coś prosić. Tak więc, Dziadulku Kochany, dziękuję Ci tak bardzo, że już bardziej nie mogę, że spełniłeś mój najpiękniejszy prezent. Wprawdzie nie znalazłem go ani pod poduszką, ani w skarpecie… bo by się nie zmieścił. Ale Ty wiedziałeś wszystko i kazałeś odczekać jeszcze 3 miesiące i pozwoliłeś mi wreszcie pojechać… do DOMKU! Domek to był zdecydowanie i dosłownie – wymiarowo, i w przenośni – nie mieściło mi się to wszystko w główce, największy prezent dla mnie od Ciebie! Czy ktoś inny dostał kiedyś jeszcze większy? Dziękuję Mikołajciu :-*

A teraz… hmmm… siedzą tu wokół mnie inne aniołki i coś mi tu nadkrzykują za uchem, że, że… Aha, że one wiedzą, bo wiesz, są trochę starsze… Wiedzą i tłumaczą mi, że jak się napisze list do Ciebie i poprosi o coś takiego ładnego, fajniutkiego, dobrego, to Ty to przynosisz! I jeszcze śmieją się i mówią, że najpierw przeciskasz się przez komin i wkładasz ten prezent do skarpety albo pod poduszkę… Ojj, Mikołajciu, ale jak to? Przecież tutaj w Aniołkowie nie mamy ani skarpetek – biegamy boso (no dobla, czasem w trampkach), a poduszeczki chmurkowe są bardzo miękkie i sami się w nich zapadamy, a kominy… a cio to właściwie jest „komin”…? O:-o

Mikołajciu, rok temu, żeby mi nie było zbyt smutno, że nie napisałem tego listu, bo nawet dobrze o Tobie nie wiedziałem, to Mamusia z Tatusiem przynieśli mi drobny prezent od Ciebie – takiego mojego ulubionego misia i opowiedzieli mi kim jesteś… Pomyślałbyś, że teraz ja bardziej się znam na Twoich sztuczkach i nawet bardziej znam Cię osobiście, niż Rodzice? Ale mówili prawdę, Ty taki dobrutki jesteś i dajesz wszystkim co trzeba, co chcą dostać…

Więc ja Mikołajku – wiesz, że ja tu w Niebie to taki Gadułka jestem… Ale tak chyba… Tatuś by powiedział, że „sedno sprawy” – zawsze mi się podobało to słowo…, więc moim sednem będzie Cię prosić o jeden, malutki nowy prezent:

W tym roku też daj nam domek, ale taki troszkę inny: daj Rodzicom domek taki, w którym nigdy nie będzie pustki, nie będzie smutno i cicho, nie będzie mokrych chusteczek… Bo ja ostatnio ich tam za pełno widzę! I tylko ja to widzę cichaczem, bo przy innych Rodzice opanowali bezbłędną sztukę uśmiechania się… Mikołaju, to nie taki piernikowy, czy czekoladowy domek – Rodzice są na diecie i nie jedzą słodyczy – też ich zupełnie nie rozumiem… Ten domek co mają, napełnij po prostu najzwyklejszą radością, świątecznym spokojem i takim „czymś”, żeby wiedzieli, że ja zawsze w tym domku jestem z nimi, chociaż mnie nie widać… Chcę, żeby ich domek pięknie błyszczał na Święta – w tym roku sobie dokładnie oglądnę choinkę i stroiki… I żeby pięknie błyszczały też ich oczy…, ale policzki mają być suche! Moje skrzydełka są szybkie: potrafię być w dwóch domkach jednocześnie – tak, my Aniołki tak mamy… ❤ Wiesz już Mikołajku o jaki domek chodzi? Wiem przecież, że wiesz…, a w razie pytań – wiesz, gdzie mnie szukać!

I jeśli Mikołaju chcesz, to ja nie proszę jakoś nachalnie, ale nie obrażę się jak przyniesiesz mi rózgę… Aniołki-Starszaki powiedziały, że jak jakieś dziecko było niegrzeczne, to dostaje od Ciebie taką srebrną rózgę… Nikt mi nigdy nie powiedział, że byłem niegrzeczny. A Mamcia z Tatusiem do dziś powtarzają ciągle, że jestem bardzo mądrym chłopczykiem. Ale jak tak patrzę jak są smutni patrząc na moje zdjęcia, to myślę sobie, że chyba przez to, że stałem się niewidzialny, to trochę jednak narozrabiałem… Rodzice mi ufają, nigdy nie nakrzyczeli o to na mnie, ale tak sobie teraz sam kombinuję… Więc jeśli uważasz, że jednak narozrabiałem, to możesz tę rózgę dać – tak na zaś… A ja obiecuję, że to był ostatni wybryk w mojej strony, będę teraz już bardzo grzeczniutkim Aniołkiem… No dobla, może tupnę kiedyś mocniej nóżką, jak ktoś będzie chciał jeszcze bardziej zasmucić Rodziców! Wtedy mogę znów dostać rózgę – przyda się zamiast mieczyka…

A Mikołajku, jeszcze jedno: czy mógłbyś mnie w tę noc grudniową wsadzić do Twoich sanek, nawet jako takiego „pasażera na gapę”, przecież ciągle malutki jestem… I chciałbym z Tobą choć raz polecieć jeszcze widzialnie na ziemię, założyć ubranko elfa, zajrzeć do innych dzieci… Pomogę Ci roznosić prezenty, a jak się dobrze spiszę, to, to… to tak bardzo bym chciał zejść z Tobą i włożyć prezent moim kochanym Rodzicom – oni będą na niego czekać, przecież ich znam troszkę już… I obiecuję, będę grzeczny, nawet mogę do nich z Tobą zjechać przez ten…no…, ten „komin” cokolwiek on znaczy – ufam Ci.

Dziękuję Ci Mikołaju :-*

Przytulę Cię mocno jutro, albo pojutrze…, bo wiem, że teraz zapracowany jesteś!

Twój Aniołek,

Krzyś

Image

Image

Advertisements

12 responses

  1. Czy przypadkiem Krzyś nie nauczył się tupania nóżką od Kropka? Odnoszę wrażenie, że mój Kropek jako Aniołkowy Średniak mógł mieć swój udział w nabyciu tej niezwykle potrzebnej umiejętności 😀

    • Ja podejrzewam że Kropek mógł nauczyć już naszego Malucha jeszcze dużo więcej ciekawych umiejętności… Pozostaje nam tylko zgadywać jakich:-) dziś mija dokładnie pół roku odkąd chłopcy nasi mieli okazję się poznać. Dla nas to najdłuższe 6 miesięcy :-(, dla nich – fajny staż przyjaźni i mam nadzieję – przy tym, pozytywnego „mącenia” nam w życiu…

  2. Myślę dziś mocno i niezwykle ciepło o Was i o Krzysiu Rycerzyku 🙂 Bardzo ładnie nauczyliście Krzysia że najpierw trzeba dziękować a następnie prosić – to bardzo trudna umiejętność. A Krzyś jako mądry chłopczyk napisał piękny list do Mikołaja i mam nadzieje że uda Mu się „wpakować” swój malutki kuferek do sań Mikołaja i być z Wami przez te najbliższe tygodnie, przynajmniej w myślach. Jestem pewna że tak będzie, ale pamiętajcie, „policzki muszą być suche” 🙂 Choć wiem ile to kosztuje wysiłku. Ściskam i całuję mocno:)

    • Madziu, tak – dobrze przewidziałaś: Krzyś ewidentnie zostawił nam swoją paczkę uśmiechu i obecności, od kilku dni nam trochę raźniej 🙂 a jak zdarza się gorsze chwile, postaramy się najwyżej płakać do góry nogami – „żeby policzki były suche”… ;-):-*

  3. Jestesmy pewni ze Krzys da Wam bardzo odczuc swoja obecnosc w Swieta, tak jak robi to do tej pory… Cieszymy sie ze tak mocno wsluchujecie sie w Wasze serce i przelewacie na papier te mysli, ktore cicho na uszko podpowiada Wam Synek. Myslimy o Was czesto a w te Swieta (mimo odleglosci) bedziemy calym serduchem z Wami… Calujemy:-*

    • Kochani cudny list Ja z Kacperkiem pierwszego Mikołaja świętowaliśmy w szpitalu jak i pierwsze święta Drugi Mikołaj i święta w domu A trzeciego Mikołaja już nie było. Życzę Wam mniej tych chusteczek i tego czegoś …. Krzyś na pewno jest gdzieś blisko i patrzy z podziwem na swoich rodziców, którzy dzielnie (jak zwykle) przetrwają i ten świąteczny czas. Przytulam do serca ……

      • Dziękujemy i nawzajem życzymy siły!…na ten świąteczny czas :-* aby puste miejsce przy stole nie wywoływało łez, a przekonanie że jesteśmy „razem”, choć niestety inaczej niż być powinno… Nam tylko taka właśnie wiara pozostaje, bo na prawdziwie wspólne Święta w domu zabrakło nam czasu, szczęścia…?:-( ściskam mocno! ❤

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s