Ostry pstryczek w nos od Krzysia

Krzyś i „jego” zespół lekarski spisali się na medal 🙂 Już po.
Już po krzyku, ale nie po bólu. Już po zabiegu (diabeł jednak nie taki straszny…), ale przed trudną rehabilitacją, już po szpitalnym reality show „na żywo”, ale przed wielką niewiadomą na przyszłość… Bo cóż można zdziałać siedząc obolałym i unieruchomionym w objęciach stabilizatora u nogi przez najbliższych grubych kilka tygodni, a potem jeszcze dłużej będę „gnać” z koleżankami kulami na specjalne ćwiczenia…
Operacja nogi to była konieczna decyzja. Teraz stety niestety kilka miesięcy przestoju, pora zjechać na pit stop. A przecież było tyle planów mniej lub bardziej ważnych… Powrót do lubianej pracy, studia podyplomowe, wyjazdy, spotkania… W skrócie: powiedzenie zwykłej codzienności wreszcie jakiegoś w miarę serdecznego „dzień dobry” oczekując odwzajemnnienia tej przywróconej wieloma sposobami sympatii do świata… A tu trzeba wszystko znów odwrócić, odłożyć na bok, zapisać już w nowym kalendarzu. Bo noga…
Ale… zaraz, zaraz… Czuję nagły, wyraźny pstryczek w nos. Auć! „Mamcia, nie grymaś!”, woła nasz Krzysiu. I nawet nie kończąc tych moich smętów, wiem że ma Maluszek świętą rację…
Będąc w szpitalu, minuta po minucie, o ile nie częściej przemykały mi obrazy z krzysiowych oddziałów: wkłucia, znieczulenie, pilne zabiegi, antybiotyki, octenisept, opatrunki, bezsenność, okropny ból…
Z jedną, a właściwie dwoma zasadniczymi różnicami: po pierwsze, to nie tylko o głupią nogę chodziło, bo kaliber chorobowy był dużo większy – najczęściej – nieuleczalny; po drugie, pacjentem nie był wszystko niby rozumiejący, rozsądny, doświadczony dorosły, tylko malutkie, kruche, bezbronne dzieciątko…, a właściwie całe zastępy takich dzielnych, najsilniejszych, najmłodszych pacjentów – Rycerzy.
Bo wierzcie, popatrzyłam na siebie i na innych szpitalnych towarzyszy… Predzej byśmy sobie powyrywali te wszystkie rurki, cewniki, sprzęty i machnęli ręką pt.”a niech się dzieje” niż pokornie znosili taką walkę o życie, zdrowie jak znane nam Maluchy.
A jakby się odnieść do planów takich pacjentów? Przestałam się natychmiast użalać nad przesunięciem „na potem” swoich beznadziejnie przyziemnych i żałośnie prostych aspiracji. Bo moje „potem” istnieje, a przynajmniej mogę mieć na nie nadzieję… Natomiast w przypadku choćby naszego Krzysia oraz wielu jego aniołkowych przyjaciół, los nam udowodnił, że istnieje zakaz używania słów: „kiedyś…”, „potem…”, „za niedługo będę raczkować”, „wkrótce pobawię się w piaskownicy”, „jak będę duży, będę strażakiem”, „jak wygram ten konkurs, Zuzia da mi buzi”… My z Krzysiem jednak snuliśmy takie marzenia… Po cichutku. Jedyne „kiedyś” jakie ośmieliliśmy się zaśpiewać głośno naszemu Rycerzowi było proste, balladowe „kiedyś tam, będziesz miał dorosłą duszę…” każdej nocy przed snem, a nawet na końcu, podczas jego Ostatniej Drogi.
Jednak najgorsza jest chyba ta bezsilna świadomość, że mimo ogromnej wiary, wręcz heroicznej walki, tylko nam znanej determinacji… dla niektórych Maluszków robienie najdrobniejszych planów, pisanie kolorowych kalendarzy, dźwiganie plecaków do szkoły… jest po prostu (Bóg jeden wie dlaczego :-() zakazane…
I chyba poprzestanę tutaj w tych moich refleksjach, bo myśli i bunt niebezpiecznie się piętrzą, po prostu w głowie się nie mieszczą… A na szczycie tej piramidy pozostaje ciągle to samo, ciche, bolesne pytanie: „dlaczego właśnie dzieci?”…

P.S. Nic nie może być nam zakazane: planujcie – na jakieś „potem”, walczcie dopóki jest nadzieja (ona jest zawsze), nie bójcie się marzyć – z rozmachem! My połamaliśmy z Krzysiem wszelkie rozkazy i niczego nie żałujemy… Bo przecież to „kiedyś” może dziać się właśnie teraz, w Niebie, gdzie już nic nie boli. I np. Krzyś wygrał dziś konkurs na Najlepszego Szpitalnego Anioła Stróża Swojej Mamy i… może właśnie dostaje od zarumienionej Zuzi buziaka 🙂 Od Mamy oczywiście też!

image

Reklamy

6 responses

  1. Z niecierpliwością czekałam na wpis, że już po zabiegu. Pod opieką Krzysia, najlepszą z możliwych, musiało wszystko pójśc jak należy 🙂

    Na Twoje pytanie „Dlaczego dzieci” nigdy nie dostaniemy odpowiedzi, lub też każda odpowiedź która otrzymamy nie będzie w naszym odczuciu tą odpowiednią. Nasze plany ograniczały się jedynie do prostego „jutro”, bo o tym co bedzie za jakiś czas po prostu baliśmy się myśleć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s