wpid-20130214_192420.jpeg

Zapach Krzysia- lek na całe zło…

Dziś od rana byliśmy z Krzysiem w dobrym humorze: na niebie świeciło słonko, było jakoś tak optymistycznie, wyjątkowo brak nocnych koszmarów… Bezpiecznie. Wczorajszy poranek był przeciwieństwem dzisiejszego: Tata Krzysia wrócił do pracy… Pierwszy dzień od prawie dwóch lat, kiedy to zostałam sama: bez Krzysia w brzuszku, bez Krzysia w szpitalu, bez Krzysia w łóżeczku: czekającego … Czytaj dalej

Gdybym miała choć raz…

Dziś minął miesiąc. Podobnie jak ubiegłe tygodnie – najdłuższy miesiąc jaki kiedykolwiek pamiętamy.
Za to, czemu ten pierwszy, gdy byliśmy w domku i kolejne dwa zleciały jak jeden dzień…? Nie rozumiem. Nie mam siły pojmować.
Pora na jakieś bilanse? Nasuwa mi się tylko jeden. I znów z pomocą ostatnio na nowo odkrytego filmu „Miasto Aniołów”.

Krzysieńku, syneczku,

Gdybym miała choć raz…
– poczuć Twoje serduszko tuż pod własnym, bijące z taką siłą!
Gdybym miała choć raz…
– spędzić noc na walecznym zliczaniu pierwszych kropel naturalnego mleka dla Ciebie, pachnących w jeden, niepowtarzalny sposób.
Gdybym miała choć raz…
– masować Twój brzuszek, tak, by nie dokuczał; całować Twoje czółko, by myślało sobie tylko miłe rzeczy; czesać włoski, tak, by Ci się podobała Twoja fryzurka.
Gdybym miała choć raz…
– zanurzyć Cię w żółtej ulubionej wanience, by zobaczyć Twoje czarne koraliki najpierw zdziwione, potem najszczęśliwsze każdego wieczora około 19-tej.
Gdybym miała choć raz…
– stać w kolejce do kasy trzymając w ręku paczkę pampersów dla Ciebie i czuć przy tym rozpierającą dumę!
Gdybym miała choć raz…
– ścisnąć maleńką, kruchą rączkę, która prowadziła nas przez najcudowniejszy z możliwych świat od listopada 2011… kiedy dowiedzieliśmy się, że jesteś.
Gdybym miała choć raz…
– bać się o Twoje życie prawie 9 miesięcy, a potem dowiedzieć się, że jesteś nieuleczalnie chory i nic z tym nie możemy zrobić, tylko przy Tobie być, opiekować się całodobowo i specjalistycznie, i walczyć o każdy kolejny jeden „choć raz”: najpierw w domu, potem w łóżeczku, w wózku na balkonie, potem na spacerze…

Nigdy niczego bym nie zmieniła. Nie odwróciła. Nie cofnęła.

Swoim 11-miesięcznym „choć raz” zdziałałeś Kochanie więcej niż niejeden dorosły, starszy umierający człowiek. Zmieniłeś nas i nie tylko nas.

Wolałabym choć raz trzymać Twoje bardzo chore ciałko w ramionach mocno przytulając i patrzeć w Twoje najmądrzejsze czarne koraliki, niż zaznać długiego, łatwego i w sumie niewiele znaczącego życia, jakie dzieje się przeciętnie wokół.

Niczego nie żałuję. Mam nadzieję, Krzysieńku, że myślisz sobie teraz to samo… Że warto było. Choć raz.

Tylko teraz… wolałabym choć tylko jeszcze raz podarować Ci największego i najbardziej milusiego Kubusia Puchatka z możliwych, niż ozdabiać takiego, jakiego zanieśliśmy Ci dziś:

image

A Ty co lubiłeś najbardziej, syneńku?

Film „Miasto Aniołów”… Od zawsze mój ulubiony, najmądrzejszy, najpiękniejszy film. Może z sentymentu, że był on pierwszą oryginalną płytą dvd we własnej kolekcji, może przez kwestię gustu do niekoniecznie szczęśliwych i banalnych zakończeń, może przez nietuzinkową i prosto, acz pięknie opowiedzianą fabułę, może przez tematykę… Po prostu – ulubiony. Oglądałam go już dziesiątki razy, znałam na pamięć.

Ostatnio sięgnęłam po obraz w reżyserii Brada Silberlinga po raz kolejny… Ale dopiero teraz po raz pierwszy dostrzegłam zupełnie inny jego wymiar, głębszy, dla wtajemniczonych: wymiar niezwykle cienkiej granicy życia i śmierci, wymiar jaki stawia pytanie: „Co jest potem?”, wymiar, który bez proszenia dał tyle łez jak nigdy i tyle pytań… jak nigdy.

Krzysieńku,

Czy Ty też na zgodę z Twoją i – Bóg jeden wie kogo – wolą jeszcze uśmiechnąłeś się, gdy nikt z nas tego już nie widział?
Czy Ty też Kochanie bez żadnego strachu spojrzałeś Komuś prosto w oczy, z tylko Tobie zrozumiałą ufnością?
Co sobie myślałeś, gdy stojąc już obok łóżeczka, patrzyłeś na nas tulących Twoje najmilsze ciałko, które tyle zdążyło dać Ci popalić…?
Czy Twoja najmądrzejsza główka tak samo nie mogła tego wszystkiego pojąć jak nasze dorosłe umysły?
Czyja ręka odprowadziła Cię gdzieś Tam… po raz ostatni tym nowoczesnym, znienawidzonym korytarzem Oddziału…?

Co odpowiedziałeś na pytanie: „Co lubiłeś najbardziej?”

Chciałabym wiedzieć, synku.

Czy to mogła być:

– huśtawka… – która została Ci podarowana na szczęście wcześniej niż przewidywał urodzinowy kalendarz. Przez miesiąc mieliśmy wielką przyjemność patrzenia na Twoją przesłodką minkę, gdy byłeś usadzany w wygodnym foteliku, który przy dźwiękach śpiewu ptaków spokojnie bujał Cię i kołysał… A Ty… nagle uspokajałeś rączki, wyciszały się napady drgań, skupiałeś oczka i… rozpływałeś się w tej sielance z radości, którą widzieliśmy w odbiciu Twoich czarnych koralików.
– werandowanie… – oj, jak Ty uroczo wyglądałeś w swoim eleganckim wózku skąpany w promieniach słoneczka… Wiedziałeś chyba, że te pieszczoty ze słonkiem przynoszą hormony szczęścia, dają siłę i pozytywną energię. Ta ostatnia przydawała się, by po dłuższym zawsze czasie pokazać odpowiednie grymasy alarmujące nas: „Goląco juz mi!”
– zasypianie w objęciach… – na nic medycyna, oddechowe wspomagania i wyciszające leki… Zawsze nasz Krzysiulek wyczuwał, kiedy Rodzice idą spać i urządzając sobie grymaśną pobudkę około północy pragnął… wzięcia na rączki, położenia się obok w „rodzicowej” pościeli, przytulenia i szeptania do maleńkiego uszka „kołysanki o Okruszku”… Wtedy dopiero dzieciątko mogło czuć się bezpiecznie, szczęśliwie i zasnąć spokojnie… do rana.
– pidżamkę… – tę Twoją jedyną taką, która została ciągle z nami w sypialni. Tę bawełnianą ze stopkami, w gwiazdki, od której odleciał jeden guzik… Wiemy, że czułeś się w niej dobrze, najlepiej z całej garderoby. Dzięki niej, my teraz ciągle czujemy Ciebie.

Kochanie, gdy kiedyś nas zapytają, co lubiliśmy najbardziej,
Bądź pewny, odpowiemy bez wahania,
że Ciebie…

Co nam w duszy gra…?

Czasem jest lepiej…

Wieczorami… jeszcze często pytamy:

” Dobry Boże…, daj odpowiedź:
Jak pokorny, cierpi człowiek

Pozwól, że zadam Ci pytanie, Panie
W jaką ruletkę światem grasz…?!”.

Jeden dzień z życia… W Niebie.

Za chwilkę znów nasz zegar pokaże godzinę 3:10… Prawie zawsze wtedy albo jeszcze nie śpimy, albo się przebudzamy. Za chwilkę będzie dokładnie 3 tygodnie od krótkiej chwili, kiedy nasza Iskierka…psst…zgasła. Najdłuższe 3 tygodnie naszego życia.

I teraz, gdy pada mocno deszcz, a Niebo jest takie strasznie szaro smutne, nam smutniej coraz bardziej… Mimochodem, przez serce przedziera się wciąż najsilniejsza tęsknota, a przez głowę przelatuje myśl: „Czy ten ciągły deszcz oznacza może, że nasz synek jest smutny? Płacze? Tęskni?”.

Wtedy z pomocą przychodzi nam opowieść przesłana przez przekochaną, wcale nie tak dawno poznaną Kasię. Spotkaliśmy się (jeszcze) wirtualnie na naszej drodze dzięki Krzysiowi. Zresztą synek zgotował nam także wiele innych nowych, równie cudownych i jakże prawdziwych Przyjaźni. Dziękujemy Ci Synku!

Kasiu Droga,
Dziękujemy Ci za tę przepiękną opowieść. Wierzymy, że Krzysiulek napisze nam kiedyś taki sam list, jakim Ciebie uspokaja i niewidzialnie przytula Twoja córeńka:

Jeden dzień z życia naszych niebiańskich dzieci.
Ku pokrzepieniu serc….

Mamuś musiałam przyśnić Ci się i pokazać nasze życie! Za dużo łez, smutku i przygnębiebia w was.
Musiałam Ci pokazać jeden dzień z naszego życia byście wiedzieli jak dobrze i bajecznie żyjemy.
Ach mamuś po pierwsze to my jesteśmy. Istniejemy. Obojętnie ile dni,miesięcy, lat mieliśmy -tu wszystkie jesteśmy. W krainie wiecznego szczęścia, Mamuś.
Nie ma znaczenia czy mieliśmy jeden dzień czy dziesięć lat, my czujemy, widzmimy Was i bardzo się martwimy… wami… naszymi mamami.
A oto jak wygląda nasz dzień. Szalony i kolorowy dzień.
No tak, Mamuś, u nas zawsze jest słońce, budzi nas rano, wcześnie rano bo my dzieci lubimy szaleć i robić psikusy… wstajemy bardzo wcześnie…
Jest nas bardzo duzio, ja jestem w gronie tych najmniejszych, ale są młodsze też ode mnie, opiekujemy się sobą nawzajem. A nami opiekują się starsze dzieci, a tymi starszymi dziećmi, dorosłe osoby, nasze babcie, dziadkowie…
Mamuś nie możesz się smucić,mam tylu przyjaciół… raz, dwa, ci, ćtery… ech mamuś, nie umiem liczyć jeszcze. Jest Ewusia, która wygląda niebiańsko, Julki to są takie psotki, Emilki są słodkie, Gabrysia ma ładne oczka, Milenka ma śliczny uśmiech, Martynka ma piękne warkocze, Oliwka, Dominisia i Wikusia uwielbiają się stroić, Laurusia to mała dama, a chłopcy, Mamuś, mówię Ci, szaleni są. Kubusie, Krzysie i Robercik płatają nam figle, ciągną za włosy i nasze różowe sukieneczki. Adasie i Krystian uwielbiają bawić się autami. Maciusie, Oluś, Miłoszek i Maksym chcą zostać kiedyś strażakami, wyobrażasz sobie, Mamusiu? A Kazik jest przystojny hihi… Mateuszek i Igorek zawsze trzymają się razem… Mamuś, tylu mam przyjaciół. To nie wszyscy. Kiedyś opowiem Ci o reszcie…
I jak rano już się pobawimy to wszyscy razem idziemy na spacer.Po łąkach. Latają motyle, śpiewają nam ptaszki, chyba słowiki Mamuś, ale ja jeszcze tak się nie znam. Zawsze idę z kimś za rączkę. Nikt nie jest sam. Biegamy na boso po miękkiej trawie, bawimy się ze zwierzątkami. A wiesz Mamuś, jest taki piesek jakiego ty masz. Oj jak byłam w brzuszku u Ciebie, jak ja się bałam na początku jak on szczekał hihi, a teraz to takie śmieszne…
Na łące spędzamy mnóstwo czasu, rozmawiamy sobie, przytulamy się, szalejemy…
Potem wybieramy się na chmurkowo.
Każdy z nas ma swoją chmurkę.
Na chmurkach znajdują się uśmiechy, całuski, przytulaski od Was. Dziękuję Ci mamo, że posyłasz mi to wszystko. Najgorzej jest jak chmurka jest mokra. Jest nam smutno wtedy. Bo wiemy, że płaczecie, a my nie możemy Wam pomóc, bo Wy nas nie widzicie. Jesteśmy niewidzialne.
Jak chmurka jest mokra, modlimy się o siłę dla Was, Mamuś. Patrzymy z góry, dotykamy Was, przytulamy, czasem uda się, że Wam się śnimy. Tak, to my. Nie możecie nas poczuć, ale musicie uwierzyć, że jesteśmy. My, dzieci najcudowniejszych mam, wyjątkowych mam, chcemy byście tyle nie płakały.
My się tu staramy oprócz zabaw uczyć się troszkę, byście były z nas dumne kiedy się zobaczymy:)
Po chmurkach idziemy zbierać kwiatki. Chłopcy robią nam śliczne wianki i wplatamy je we włosy. Mamuś, ja mam krótkie jeszcze, ale już nie mogę się doczekać kiedy będę się czesać jak starsze dziewczynki.
Potem niestety mamuś idziemy na drzemkę.
Oj, jakie my mamy piękne łóżka i pościele.
Bo my nie mamy takich zwykłych łóżek. Nasze są zrobione z chmurek. Każde dziecko ma inny kolor. To wszystko wygląda jak w bajce, jest bardzo tęczowo. Ja, mamuś, mam zielone łóżko. Pościele też mamy niezwykłe. Wiesz, na podusi każda dzidzia ma swą mamusię. Uśmiechniętą. Ślicznie wyglądasz, Mamuś. Ale nie mam włosów po Tobie. Ja mam czarne. Za tatusiem.
A kołderki mamy w Kubusia Puchatka. Wszystkie śpimy blisko siebie i zazwyczaj cymam kogoś za rączkę, Mamuś. I daję Ci ciałuśka przed snem. Codziennie.
Po drzemce idziemy tańczyć sobie. Czasami mamuś jakiś chłopiec zaprasza mnie do tańca. I trzymamy się za ręce. Ale ja się wstydzę czasem, Mamuś. Hihi.
Jest bardzo śmiesznie. Wymyślamy takie tańce, skaczemy po mlecznej drodze, po chmurkach, czasem dotykamy słońca, Mamuś.
A dlaczego Ty nigdy nie tańczysz? Nie lubiś?
To po kim ja lubię? Oj popraw się, Mamuś. Będę patrzeć na Ciebie!
Później idziemy do chmurkowego teatru, gdzie my dziewczynki przebieramy się za księżniczki, przymierzamy mnóstwo sukienek i oczywiście, Mamuś, ubieramy buty na obcasach. Ale nie złość się. Długo ich nie nosimy. Ciocie nas pilnują, byśmy nóżki miały zdrowe. A chłopaki to biorą szable i udają żołnierzy. I bawią się,  że zwalczają zło. Ale wiesz, Mamuś, oni są baldzio odważni.
A potem robimy występy. Przylatują się motylki, ptaszki, przychodzą wszystkie zwierzątka i chmurkowe dzieci. Przedstawiamy różne bajki. Księżniczkę na ziarnku grochu, Ołowianego żołnierzyka, Calineczkę i inne bajecki.
A nasze dziadki i babcie nas oglądają. Jak oni się śmieją! Bardzo się cieszą, że jesteśmy z nimi.
Ech i nadchodzi potem wieczór. Zawsze ktoś na głos czyta nam bajeczkę, mamuś. Potem każde z nas kładzie się na swą mamusiową podusię, przykrywa się chmurkową kołderką i śni o swej mamince, ukochanej, cudownie kochającej swoje dzieciątko w chmurkowie.
Dziekuję Ci mamuś, że jesteś.
Nie spiesz się do mnie. Ja nigdzie nie ucieknę.
Wskażę Ci kiedyś drogę, kiedy przyjdzie czas…
Dam Ci wtedy swoje serce i będziemy po kres razem. W krainie wiecznego szczęścia, mamuś..
Mamuś jestem szczęśliwa. Pamiętaj.

image