ELEMELEK, EPIZOD, ESPERANTO, EWENTUALNOŚĆ…

Kochany Syneńku-Elemelku,

Długo się zastanawiałam, co Ci opowiedzieć z rewiru litery „E”? EPIZOD, ELEMENTARZ, EKWIPUNEK, EGOIZM, ELFY, ELEMENT, ESPERANTO, EDEN, EWENTUALNOŚĆ… I właściwie nie zwlekając dłużej, opowiemy Ci o nich wszystkich razem. A jak te trudne słowa na „E” się spięły? Klamerką jest pewien krótki EPIZOD. W tramwaju.

Ale od początku… Bo wiesz, Kochanie, my – dorośli lubimy sobie czasem powspominać to, co było. Pamięć wymazuje to, co złe; zostaje to, co dobre… Z dzieciństwa pamiętamy zabawy podwórkowe z rówieśnikami, zapach kakao na śniadanie, taki ELEMENTARZ – z chłopczykiem i dziewczynką na okładce. Na buzię przychodzi wtedy słodki uśmiech, nieświadomie łagodnieją oczy, wzdycha cicho nostalgia… Bo dziś…, dziś zamiast beztroski mamy EKWIPUNEK. Mamy go my – dorośli Rodzice. Mają go też nasze dzieci. I w jednym, i w drugim przypadku jest on już inny od tego co „kiedyś”. EKWIPUNEK – nowoczesny, inny, wstępnie zadowalający, ale na dłuższą metę z łatwością wyłączający nas z przeżywania życia. Głowy zwieszone nad telefonami; wszelkie wiadomości/plotki/sensacje wyczytane z tableta; zamiast „co u Ciebie słychać?” – stawia się like’a na facebooku; krytykuje się wszystko i wszystkich, żeby bronić modnego pseudoindywidualizmu. Ot, taki EKWIPUNEK ograniczający nasz świat do „mój, moja, moje”, lepiej przemknąć po zmroku obok sąsiada, lepiej w pojedynkę, żeby przypadkiem sobie nie wchodzić w drogę. Taki czasem niechcący, nowoczesny, wygodny EGOIZM. Z takim EKPWIPUNKIEM, EGOIZM rośnie w siłę. Razem ze skrywanym poczuciem samotności.

Czasem jednak urzecze nas opowieść o ELFACH – dobrych ludziach, którzy wywołują nasze zdumienie swoją niecodzienną życzliwością, serdecznością, wolnym czasem. Znamy takie ELFY z gór, nie bez powodu nazwanych Bieszczadzkimi Aniołami – oni nie mają całej plejady EKWIPUNKU, ale zachwyt rozgwieżdżonym niebem, otwarte serca, czas… dla innych. Ale (na szczęście) nie musimy wybiegać aż w Bieszczady! Bo ostatnio pojawił się na mojej drodze (z pracy do domu), w tramwaju, pewien ELEMENT – Student! Tak Krzysiu, w Krakowie jest ich tysiące… 😉 Ależ ten właśnie student spontanicznie, w tramwaju, z uśmiechem, zdesperowanej kobiecie pracującej (czyli Mamie Krzysia)… zaproponował bilet! I nie chciał za niego absolutnie żadnych pieniążków. I nie był to podryw „na 2,80 zł”. I nie zdążyłam nawet wytłumaczyć, że winny jest nieczynny automat biletowy. Jego inicjatywa była absolutnie własna, całkowicie spontaniczna, zaskakująco szczera. I zrobiło się nagle bardzo miło. A potem – już w domu – bardzo smutno. Bo przecież to tylko taki EPIZOD, taka niby normalna EMPATIA… I taka niespodzianka?! Czemu właściwie tak się dziwię? Czemu taki mój prywatny szok? Przecież nie tak powinno być. Powinnam o tym ledwo minutowym zdarzeniu już dawno zapomnieć; przeżyć w międzyczasie wiele podobnych, również samodzielnie zainicjowanych podobnych sytuacji. Nie opisywać jako EPIZOD. A jako ELEMENT codzienności, normalności. Standard.

Chciano nam kiedyś narzucić naukę wspólnego języka o nazwie ESPERANTO, by wszyscy mogli się rozumieć z całą resztą świata. Nie wypaliło, bo sobie sami ujednolicamy komunikację międzynarodową językiem angielskim. Jeśli więc mamy taką moc sprawczej umowności w kontaktach międzyludzkich, wprowadźmy swoje codzienne ESPERANTO – serdecznego słowa, naturalnej, życzliwej bezinteresowności, eliminacji arogancji i EGOIZMU.

A czy wtedy będzie EDEN…? Nie, nie Krzysieńku… Nie dostarczą nam wtedy butli z wodą marki Eden do dystrybutorów 😉 Ale masz rację… słowo EDEN w innym znaczeniu dziś to archaizm: nieużywane, zapomniane, niemodne. Może by bardziej pasowało ELDORADO, utopia…? Ale czy taki zwyczajnie otwarty wobec siebie, niepodejrzliwy, niezazdroszczący świat jest naprawdę niemożliwy? Chcieć to móc – mawiają. ELEMENTARZ z poklaskiem powrócił na półki w księgarniach… Może dziecięce, podwórkowe zabawy; sąsiedzkie rozmowy; czas wolny… też wrócą? Nie tylko w Bieszczady. Nie będą tylko EPIZODEM. Ot, taka EWENTUALNOŚĆ… 🙂 :-*

tram

RAP dla KUBUSIA – wnusia cudownej BABCI GOSI!

Witamy naszych Koncertowych w Nowym Roku! Cykl koncertów RAP 2015 zaczynamy… Dniem Babci! 🙂 Zapraszamy!

 

Jest taka jedna wyjątkowa Babcia,

Babcia Gosia – skromnie się przedstawia.

To Ona dla swojego Wnuczka – Kubusia,

Wrogi i niełatwy świat choroby do góry nogami przestawia.

A wszystko to…, bo kocha przeogromnie, znajduje wręcz nieludzkie siły,

Pisze blog, wydaje książkę, pomagając innym, pomocy szuka,

aby w główce, emocjach, serduszku wnusia gościł tylko krajobraz miły.

Tymczasem wróg niedoceniany – AUTYZM – potrafił wszystko odebrać,

Nie tylko szczęśliwe, beztroskie dzieciństwo do dwóch lat skrócił,

ale też wampiry negatywnych emocji, zamknięcie na klucz uśmiechu,

zastygnięcia spojrzenia oraz demony samotnych zabaw nie chcą się łatwo przegnać.

Gdy patrzysz na swoje dzieciątko, Wnusia ukochanego,

którego ci inny, nieznany świat, wbrew jego woli pochłania, oddala gdzieś tam…,

robisz wszystko, by terapią choćby najtrudniejszą, najdroższą,

zawalczyć o jego normalne „Mamo”, „Babciu”, przytulenie, skrócenie dystansu „rozmowy przez ocean”…

Efekty już są, Kubuś powolutku powraca na swych bliskich, na nasz brzeg,

Dużo pracy jeszcze potrzeba; jeszcze nie raz autyzm może zmienić prądów oceanu bieg,

Ale im więcej rzucimy kół ratunkowych, mocą serc zmniejszymy wrogi sztorm,

Tym Babci Gosi i nasza wdzięczność większa; tym serdeczniej uściśnięta dłoń,

Za uratowanie jej Wnusia-Kubusia z niebezpiecznego porwania na tę okrutną autyzmu toń.

Poznajcie wnuczka Kubusia na cudownym blogu Babci Gosi:http://pokochajciekubusia.pl/

Bilet wstępu na nasz „koncert RAP”:

Jak zawsze – do “nabycia” bez wychodzenia z domu!

Koszt – 5 zł – nie mniej, nie więcej! Czy pojedynczo, czy rodzinnie – jak tylko chcecie, jak możecie…

Gdzie nabyć?

Najprościej: dane do SUBKONTA  KUBUSIA i wszelkich form pomocy: TUTAJ

Jeśli ktoś jest zainteresowany kupnem książki Babci Gosi (dochód przeznaczony na leczenie wnuczka): zapraszamy TUTAJ

Babcia RAPBabcia Gosia i Kubuś! /źródło: http://pokochajciekubusia.pl/

I jak, bilet wstępu już jest? To piosenka na TEN koncert! 🙂

D jak DALEKA BLISKOŚĆ

Nie odległością mierzy się oddalenie. Za murem swojskiego ogrodu może kryć się więcej tajemnic niż za murem chińskim, a milczenie szczelniej osłania duszę małej dziewczynki niż złoża piasków oazy na Saharze”.

/Antoine de Saint-Exupery/

Kochany Krzysieńku,

To nasz kolejny list do Ciebie. Kolejny dyktowany myślą o Tobie. Kolejny pisany emocją… taką radosno-smutną, bo… ta najbardziej upragniona Bliskość jest zawsze tak daleko.

Wiesz… Przychodzą czasem takie myśli, że ma się ochotę wszystko rzucić i wyjechać. Rzucić? Wstawanie co dzień rano, aby biec na czas do pracy; monotonne wykonywanie takich samych obowiązków; wieczorne zmęczenie pt. „nic mi się już nie chce”, zmuszanie się do sprzątania, ugotowania, prasowania. Dlaczego rzucić? W gruncie rzeczy wszystkie te rzeczy mogą być całkiem przyjemne gdyby mieć na nie czas; gdyby nie traktować ich w pojęciu „robię, bo muszę”, ale „robię, bo lubię i chcę”; gdyby wykonywać je w innej scenerii niż domowy zgiełk, medialny chaos, prywatne rozterki na jeszcze inny temat… Wyjechać? Najlepiej tak bez walizki. Najlepiej tak w jedną stronę. Najlepiej tam, gdzie się teraz biegnie nasze wyobrażenie, myśl, marzenie każdego z nas z osobna… Więc co powiesz na mały domek, gdzieś pod lasem? Taki cały z drewna? Taki prawie samotny (z kilkoma sąsiadami gdzieś w oddali)? Tak urządzony, że masz wrażenie, że się do Ciebie wszystko w środku uśmiecha, że wszystko przytula, daje schronienie… nie ciału, a duszy. Mamcia…, ale co Ty tu opowiadasz? Pewnie marszczysz czółko nie do końca rozumiejąc. Tak, Krzysiu, marzenia na tym polegają – nawet najbardziej kwiecisty opis nie zawsze daje finał ich zrozumienia. Są, ale są takie ulotne. Są, ale takie niedopowiedziane. Są tak blisko, a jednak tak daleko. Są. I niektóre się realizują. Niektóre się zapomina. Niektóre ciągle się pojawiają. I zawsze się do nich tęskni. Ot, taka bliskość do dalsza.

Świat tak bardzo pędzi naprzód. Otwierają się kolejne bloki startowe wydarzeń, opinii, nowości… Ciągle. Bez końca. Niby człowiek potrafi z cząsteczki włosa poznać wszystko o drugim człowieku. Niby za kilkadziesiąt lat będziemy spędzać wakacje na Marsie. Niby kiedyś wreszcie wynajdziemy lekarstwo na nieśmiertelność. Niby więcej o chmurze będzie w komputerze, tablecie, smartfonie, dysku ssd niż na niebie. Dal… Za dalą dal. To tu wciąż spadają samoloty. To tu co dzień ludzie umierają na ulicach. To tu z dnia na dzień krzyczą najgłośniej ci, co wiedzą najmniej. To tu, rodzą się chore dzieci. To tu trwa wojna na filozofie, języki, turbany, rodzaj pacierza. To tu zdarza się, że zupa w czyimś domu jest jednak za słona. To tu kurs walut dyktuje werdykt. To tu pieniądz potrafi być wszystkim. To tu… Blisko. Bardzo blisko. Obok.

Syneczku, wierząc, że Ty wszystko widzisz i wszystko rozumiesz… próbuję sobie wyobrazić Twoją minę. Co sobie wtedy myślisz? Że świat zwariował? Czy to my w tym świecie już całkiem straciliśmy głowy albo serca? Zaciskasz oczka, zakrywasz uszka, albo… jesteś dumny potrafiąc unosić nas ciągle ten milimetr nad ziemią. Ty jesteś naszą daleką Bliskością. Choć nie do końca odgadnioną i niewyobrażalnie daleką, bezapelacyjnie jakoś i gdzieś jesteś… I ta nasza „relacja” obejmująca czas, kiedy byłeś tu – blisko oraz ten bezczas, kiedy jesteś Gdzieś Tam – daleko, faktycznie skrywa „więcej tajemnic niż za murem chińskim”.

Nauczyłeś nas, że bloki startowe otwierają się i zamykają same. Że pewnych spraw się nie przeskoczy. Że czas ma płynąć, a łzy mają zalewać uśmiech i na odwrót. Wiemy przecież, że i tak będą spadać samoloty, że będą rodzić się chore dzieci, że i tak nie raz jeszcze zatrzęsie się ziemia. Jednak pomagajmy naokoło ile się da; angażujmy się ile potrzeba i więcej; myślmy za siebie i za innych. Żyjmy w pełni – tu blisko! Dla innych. A daleko… i tak czeka na nas zapewne coś innego niż sobie zaplanowaliśmy. Nie marnujmy czasu na „co by było gdyby”, nie zużywajmy energii na krytykowanie i na szukanie wokół samych wrogów, nie traćmy siebie na bezowocne zmęczenie. Dal zostawmy dali – przyjdzie w swoim czasie. Bądźmy blisko – tu i teraz, dziś. A wtedy… Wtedy najbardziej daleka bliskość zapuka do nas sama, jeśli tylko o nią zawalczymy uczciwie i z determinacją. Wtedy nawet mały, drewniany domek w górach okaże się już nie marzeniem, a jego spełnieniem. I będziemy do niego uciekać zawsze wtedy, aby się opamiętać: aby Ciebie znajdować bliżej niż się komukolwiek może wydawać; aby odmierzać kroki, a nie kilometry; aby radość i spełnienie znajdować blisko, zapominając o szklanej kuli i wróżkach. Jak mawia fajne przysłowie: Chcesz być szczęśliwy? To bądź! Bo… „nie odległością mierzy się oddalenie”.

zyj_pelnia_zycia_dzis_teraz_2014-12-03_02-57-07

Przyszłości, Nic i Ciszy… w 2015!

„Trzy słowa najdziwniejsze.
Kiedy wymawiam słowo Przyszłość,pierwsza sylaba odchodzi już do przeszłości.
Kiedy wymawiam słowo Cisza,niszczę ją.
Kiedy wymawiam słowo Nic,stwarzam coś, co nie mieści się w żadnym niebycie.”

– W. Szymborska.

Psst… Niech każde przejście Przyszłości w Teraźniejszość będzie dobre, oczekiwane, piękne!
Umiejmy ucieszyć się z Nic!
I niech najpiękniejsze myśli oraz postanowienia przynosi Cisza..

Dobrego 2015! 🙂 🙂 O:-)

Nasz Aniołek & Rodzice

image

image

Z życzeniami… MAGICZNYCH SNÓW!

Gdyby wierzyć, że jeszcze przed naszym pojawieniem się TU, „Anioły Zapomnienia” kładąc nam palec powyżej ust dały nam dar niepamięci tego, co przed nami… Brniemy co dnia w przyszłość niepewną, daleką, ciemną.

IMG_20141125_001707Gdyby wierzyć Aniołom, co sfrunęły znów na ten grudniowy czas, że są po to, aby pod koniec roku przytulić mocno każdego z nas. Gdy dzień krótszy; gdy coraz mniej się chce, gdy sił brakuje, a obowiązków nie jest mniej – teraz właśnie Boża Dziecina w ciemnej stajence, pod jasną Gwiazdą, jeszcze raz rodzi się – dla Ciebie, dla nich… I dla mnie.

IMG_20141223_102521Gdyby wierzyć Aniołom, że ponda dwa tysiące lat temu czas w miejscu zatrzymał się. Gdyby wierzyć, że wtedy, w jednej chwili, wszystko od nowa – dosłownie i w przenośni zaczęło liczyć się… U nas w kolejny, niemal taki sam jak co roku wigilijny wieczór czas zatrzyma się – znów będą palić się świece, wokół bliskie twarze, połamany opłatek, może o jakiś ukochany uśmiech mniej… Czy zacznie się wszystko od nowa? Czy obok siebie zamiast ciemnej stajenki, zobaczymy rozgwieżdżone Niebo… ? Zapytaj siebie. Albo mnie.

IMG_20141223_102846Gdyby wierzyć Aniołom, że po COŚ teraz, w tym czasie tak tłumnie na naszych drzewkach, dekoracjach, świecach, porcelanach zjawili się… Może przyśnił im się coroczny, magiczny sen? Że dają nam różdżkę, dają Dzieciątka dłoń, dają niepowtarzalną magię Bożonarodzeniowych Świąt. Ten jeden sen… Byśmy zamiast cieni widzieli blask; byśmy zamiast grymasów, bieli w lustrze pogodną twarz; byśmy wobec obcych byli zwyczajnie serdeczni; byśmy o swoje marzenia byli pokornie waleczni. Byśmy wystukali wreszcie zapomniany numer telefonu, by nikomu nigdy nie zabrakło pełnego wspomnień domu. By każda piękna podróż zaczynała się od pierwszego, uczciwego kroku; by nikt już więcej nikomu nie życzył gorzej – ani w twarz, ani z boku. By nie ocieplał się tylko nasz meteorologiczny klimat; by sił i zdrowia zawsze starczało, a słowo „przepraszam”, „wybaczam”, „kocham” tak głośno i spontanicznie się wypowiadało. Taki sen… Co roku ten sam sen.

Zaczarujmy ten sen, by stał się jawą. Zaczaruj się! Zaczaruj mnie! Zaczaruj – na dłużej. Nie tylko na jeden w roku dzień…

IMG_20141223_103113Kochani, w króciutkim post-scriptum do poprzednich słów dołączamy nasze najszczersze, najcieplejsze życzenia – odnalezienia Bożonarodzeniowej RÓŻDŻKI – czy to będzie Betlejmska Gwiazda, czy nuty Kolędy, czy rączka Dzieciątka, czy kolorowe światełko…

Niech czaruje Was, Wasze Domy, Waszych Bliskich… Niech sen się spełnia, czemu nie? Przecież czas znów zaczyna liczyć się od nowa! 🙂

Gdyby wierzyć Aniołom…, to pewnie i tak wszystko co przed nami, wygląda inaczej niż może nam się wydawać; niż możemy się upierać; niż możemy planować… BĄDŹCIE SZCZĘŚLIWI! BĄDŹCIE DOBRZY! BĄDŹCIE SOBĄ!

MAGII!

IMG_20141223_103322MAGICZNYCH ŚWIĄT!

MAGICZNYCH SNÓW… NA JAWIE! 🙂

RAP 2014 – FINAŁ!

„SAM NIC NIE CZYNIŁEM DOBREGO,

ANI MNIEJ, ANI WIĘCEJ,

TO TYLKO ANIOŁ ROZDAWAŁ…

CZASAMI PRZEZ MOJE RĘCE.”

/ks. Jan Twardowski/

Kochani nasi!

Dziś mija kolejny 21-szy dzień miesiąca! Kolejny dzień, kiedy Krzyś jest z nami mocniej, bardziej, bliżej, mimo, iż niektórym mogłoby się wydawać, że jest zbyt daleko, że jest nieosiągalny, że Go nie ma… Nic z tych bzdur! Krzyś JEST – dalej dyryguje! Nam – prywatnie. Wam – dając, ale też zarazem i prosząc o poMOC!

Dziś nasz mały Dyrygent świętuje gdzieś TAM swoje 2,5 roczku. Oprócz całkiem poważnego już zdmuchiwania świeczek, nie zapomniał o swoich małych Przyjaciołach – wziął batutę w rączkę i jest przekonany, że każda świeczka na ziemskim torcie jest warta… wszystkiego!

A on Was prosi tylko o malusieńką przysługę – pomóżcie każdej tortowej świeczce Krzysiowych Przyjaciół płonąć jak najdłużej, niech zdmuchują ją przepełnione radością oczy, beztroską serce, wypowiadając ot takie najzwyklejsze dziecięce, proste marzenie – aby być zdrowym, aby być z Mamą i z Tatą, aby BYĆ…

Dziś nasz RAP-owy Dyrygent urządza nietypową Rycerzykową Akcję Pomocy – taką podsumowującą: dedykowaną wszystkim bohaterom koncertów roku 2014! Poniżej w skrócie przedstawiamy ich historie, odnośniki do poczytania więcej oraz ciąg dalszy ich historii, potwierdzający, że WARTO POMAGAĆ… Bo „happy end” istnieje, bo marzenia się spełniają, bo dziecięce oczy mogą się śmiać mimo trosk.

Dokładnie rok temu zaczęliśmy RAP-ować z wysokiego C… Potem poszło z każdym miesiącem – koncertowo! Była Wasza ogromna poMOC! A wystarczyło niewiele: 5 zł za bilet wstępu!

Dla wszystkich, którzy w mijającym roku nie zdążyli, zapomnieli zaRAP-ować, albo czują świąteczną potrzebę podzielenia się swoją dobrocią z innymi – przedstawiamy ponownie prawdziwą Plejadę Gwiazd – małych Bohaterów, którym możemy przynieść bożonarodzeniową MOC! Działajcie! RAP-ujcie! Pomagajcie! Czujcie się z tym… fajnie! 🙂

Wszystkie koncerty RAP znajdziecie pod tym linkiem: koncerty RAP 2014

  • RAP styczniowy:

Dedykowany Juliankowi: zbieraliśmy na poważną operację serduszka! I zebraliśmy! Miliony dobrych serc 🙂 Julianek – maluśki Góral rośnie zdrowo, uczy pomagać innym, jest iskierką Rodziców!

  • RAP lutowy:

Bohaterem miesiąca był Mateuszek! Chłopczyk ma się stabilnie, rośnie, dorasta i potrzebuje coraz więcej form rozwoju. Chce się komunikować z innymi, chce się uczyć, chce się śmiać i pokazywać swój świat innym! Zbiera wciąż na upragnionego, specjalistycznego tableta, który wszystkie te marzenia może spełnić!

  • RAP marcowy:

W marcu RAP był nietypowy, bo koncertowaliśmy wydaniem książki „Rycerzyk”! Całkowity zysk (dotychczas otrzymany = 1300 zł) przekazaliśmy naszym Przyjaciołom z hospicjum Alma Spei.

  • RAP kwietniowy:

RAP-owaliśmy dla Julci! Dziewczyna jest pod troskliwą opieką Taty oraz rodzeństwa, pod anielską opieką Mamy, ciesząc się nawzajem sobą w wyremontowanym przez dobrych ludzi mieszkaniu!

  • RAP majowy:

Koncert pomagający wspaniałym Ludziom tworzącym Hospicjum Fundacji Gajusz dla Noworodków – aby Mama i Tata byli zawsze blisko… Aby żadne dzieciątko (tak jak Krzyś) nie musiało nigdy zostawać same wśród szpitalnego sprzętu…

  • RAP czerwcowy:

Czerwiec należał do Błażejka! Chłopczyk pomyślnie goni rówieśników, serduszkowe sprawy ma pod fachową kontrolą i liczy, że wreszcie kiedyś zdrowie wróci do niego w pełni!

  • RAP lipcowy:

RAP-owaliśmy dla Pięknych Aniołów z Krakowa, którzy ciągle mają niesamowicie dobre serca i fantastyczne pomysły odnawiając dziecięce pokoje, które tej radości, świeżości i warunków do nauki i zabawy wymagają!

  • RAP sierpniowy:

W sierpniu było nas wyjątkowo dużo na koncercie i graliśmy wyjątkowo głośno! A wszystko to dla bohaterki- Zuzi – dziewczynki zmagającej się z super złośliwym nowotworem… Nie jest łatwo, ale dziewczyny (Zuzia wraz z Mamą) super dzielnie i pięknie dają radę wszystkim terapiom, diagnozom i… cieszą się z dobrych wieści – a takie nadchodzą coraz częściej! 🙂

  • RAP wrześniowy:

RAP dla Dawidka, był delfinkowy! M.in. dzięki Wam chłopczyk turnus delfinkowy ma zaliczony! 🙂 I teraz pozostaje się wspinać po kolejnych szczeblach rozwoju! Trzymamy kciuki!

  • RAP październikowy:

Październik dla herosa – Bartka! Chłopczyk właśnie przechodzi kolejną, trudną chemioterapię… Jest nadzieja – zawsze! Jest potrzebna MOC – zawsze!

  • RAP listopadowy:

Ostatni koncert był dedykowany Kubusiowi! Ciągle jest wielka szansa, że Kubusiowi lekarze zza oceanu ocalą nóżkę!

Po kliknięciu w każdy LINK (podświetlony na niebiesko), odesłani zostaniecie do konkretnego RAP-owego koncertu. Tam – znajdują się (patrz: akapit Bilet wstępu na nasz „koncert RAP”) dane do wykonania przelewu dla każdego Bohatera! Ciągle i tylko 5 zł – bez wychodzenia z domu! 🙂

Tym samym, gramy kolejny, ostatni w tym roku RAP! Z Krzysiem – dyrygentem na czele… Gdyby nie nasz Rycerzyk, pewnie by nas nie było w tym miejscu, w tym czasie; robiąc to, co robimy; dostrzegając to, co kiedyś było niezauważalne… Krzyś każe pewne zasłony odsłaniać dalej, udowadniając, że wielu takich małych Rycerzyków jak on, ma większe szanse… na bycie szczęśliwymi, w domku… w te i kolejne Święta. Pomagajmy! I bądźmy szczęśliwi! 🙂

baner-wydarzenie-na-bloga_new

I… PIOSENKA: świątecznie, ciepło, niech nastraja… do poMOCY! 😉

C JAK „CO U CIEBIE… DOBREGO”?

Kochany Krzysiulku,

Nadeszła pora na literkę „C”, a w tytule naszego listu do Ciebie znajdziesz aż trzy „C” i jeden wyraźny znak zapytania. No właśnie, będziemy szukać odpowiedzi na wyżej zadane pytanie. A dlaczego? Bo… czy… coś u Ciebie dobrego? A u nas? A u Was?

Znasz pewnie Kochanie bajkę „Smerfy”, prawda? Czytaliśmy je razem J Była przytulna, radosna wioska z Autorytetem – Papą Smerfem, była urocza, szanowana kokietka – Smerfetka, nielubiany Ważniak i jeszcze bardziej nielubiany Maruda. Było może i niepoprawnie politycznie, było zbyt utopijnie, ale było życzliwie i radośnie, pytano najzwyczajniej „co u Ciebie dobrego?”.

Co u Ciebie dobrego? … Uczymy Cię tego pytania, bo je słychać coraz rzadziej. Syneczku, smutne to, ale nasz świat skreśla coraz więcej pozytywnie brzmiących wyrazów ze współczesnego słownika. Spotykając kogoś przypadkiem rzucamy niedbałe „Co tam?”. Uwielbiamy rozprawiać o nieszczęściach – najlepiej cudzych. O swoich radościach wolimy nie opowiadać – żeby nie zapeszyć. Jak nie znajdujemy przysłowiowego palca – źle, jak go mamy – chcemy całą rękę! O marzeniach… przestajemy pamiętać. Niech żyje narzekanie!

Co u Ciebie dobrego? … Uczymy Cię tego pytania, bo właściwie jest wręcz niestosowne. Bo człowiek człowiekowi wilkiem. Bo zanim poznamy albo przypomnimy kogoś imię, wolimy przemyśleć zawartość jego portfela. Bo zamiast rozmawiać o planach, zamiast dyskutować o pasjach, zamiast wymieniać chęć wzajemnej pomocy; wolimy plotkować… o innych. Zazdrość, hipokryzja. Takie trudne słówka teraz Krzysieńku się trzymają kurczowo naszych czasów. Doszłoby do tego jeszcze warcholstwo, egoizm i arogancja. Dużo by jeszcze wymieniać… No i nowa dewiza: nie narzekasz – nie żyjesz!

Co u Ciebie dobrego? … Uczymy Cię tego pytania, bo przecież nie przechodzi przez gardło, gdy wkoło tyle zła, przecież nie można się oszukiwać… Skoro wciąż chorują dzieci, umierają ukochani bliscy… Skoro praca nie daje ani pieniędzy, ani satysfakcji. Skoro polityka stroi nieustannie formę farsy, tragikomedii. A żartując na temat jabłek Putina, w głębi odpychamy nieodzowny strach, aby tylko na jabłkach się skończyło. Nie na granatach.

Nasza Smerfowa wioska się przetasowuje – łączymy się w kolory, w zasobności portfela, w poglądy. Papa Smerf nie istnieje w ogóle, albo wręcz przeciwnie – jest ich wielu – bo każdy na swój sposób kreuje swojego Nieomylnego, Niepodważalnego Wodza. Z kpiną patrzymy na Smerfetkę i Lalusia – nie uśmiechamy się do nich, raczej śmiejemy się z nich. Nie słuchamy Smerfa Ważniaka – i tak wiemy najlepiej. Za to – na rękach nosimy… Smerfa Marudę! Wiwat Maruda!

Co u Ciebie zatem dobrego, Synku? U Ciebie teraz samo dobre – „psecies wiecie”. Jesteś obok :-*

Co u nas dobrego? Nie przypominamy Smerfa Lalusia, po prostu nauczyliśmy się cenić życie takie, jakie ono jest – przeróżnokolorowe – z wdziękiem Smerfetki, w okularach Ważniaka, uciekając przed Klakierem, szukamy swojego Papy Smerfa. Nie chcemy Cię Kochanie przekonywać, że problemy nie istnieją – one są, martwią, nie dają spać… Ale sporą część z nich wymyślamy sobie sami. A czasem wystarczy te wymyślone przegonić odważnym uśmiechem, dołączając przekonanie, że „nie da się” nie istnieje.

A co u Was DOBREGO?

Mamy taki pomysł… Wyjdźmy ze swoich zgrzybiałych od często sztucznych smutków i zmartwień smerfnych chatek; stłuczmy szklaną kulę, w którą pakujemy swoją wioskę; idźmy zapukać dalej… Przez ekran monitora (fb) przecież nawet nie zorientujemy się, że ktoś zniknął, czy się pojawił – w jego domu zauważymy dopiero nową obecność lub nową pustkę. Emotikonka smutku, czy uśmiechu nie da nam usłyszeć ich brzmienia i prawdziwego powodu – spojrzenie pary oczu – tak! Poklepanie po ramieniu, ciepłe słowo, obecność… nie uleczą świata, ale uleczą czyjeś serce. Spontaniczna radość, niekontrolowany śmiech nas nie ośmieszą w oczach innych, ale pocieszą we własnym duchu. Chcemy zmienić świat? Zacznijmy od siebie!

Wyjdźmy z naszej wioski plotek i narzekań, swojego prywatnego Marudę niech każdy zostawi w lesie i… zapukajmy do zamku Gargamela, pytając: „Co u Ciebie… dobrego?”.

weekendzie

Ocalić przyszłość w rytmie RAP!

Powoli gasną światła…

I nadciągnęły długie, jesienno-listopadowe wieczory. I znów myśli biegną tam, gdzie słoneczne, letnie słońce by ich nigdy nie zagnało. I są smutaski, że faktycznie zimno, że krótszy dzień, że w pracy nie poszło… I jest ten wewnętrzny „bacik” mówiący: przecież za chwilę spadnie śnieg, dzieciaki wybiegną lepić bałwany, ślizgać się na sankach, będzie znów pełno prezentów, magicznej atmosfery… A co, jeśli taki jeden słodki Maluszek nie pobiegnie…? Bo nie może. Bo jedynym prezentem o jakim marzy, to super droga operacja? A operacja to życie – życie sprawne, radosne, beztroskie. Życie na jakie zasłużyło absolutnie każde dziecko. Nie dane jest ono jednak absolutnie każdemu…

Niewidoczny Dyrygent…

Krzysiulek nasz zapewne sobie przypomina jak rehabilitował dzielnie swoje nóżki, turlał je na piłce, pluskał w wodzie… Najzabawniejszą, wręcz legendarną była jednak tradycja ubierania kolorowych, najweselszych skarpetek jakie wymyślono: skarpetki-grzechotki, skarpetki-3D, skarpetki-samochodziki, skarpetki-pysiate misie, skarpetki-uśmieszki, skarpetki… pt. „uśmiechaj się do mnie, nie smuć”. Tak, skarpetki były tym mini elementem – psychicznym wytrychem, który odwracał nasze myśli, emocje i koncentracje od szwankującego zdrówka Krzysia. A teraz nasz Synuś pyta – a co muszą myśleć Najbliżsi Chłopczyka, którego widok skarpetek powoduje… strach przed przyszłością, ból niedopracowanych diagnoz, rozpacz niepełnosprawności? Bo…skarpetka jest tylko jedna.

Na scenie: KUBUŚ

Najlepiej, bo bez żadnych pomyłek w skomplikowanej sprawie opowie o sobie sam Mały Bohater: „Mam na imię Kubuś, urodziłem się z bardzo rzadką wadą prawej nóżki o nazwie fibullar hemimelia. W mojej nóżce brakuje kości strzałkowej, kość piszczelowa jest wygięta i skrócona o ok. 6 cm, a stopa ma 4 paluszki i jest ustawiona w koślawości. Nie mam prawej rączki i przedramienia, a w lewej rączce 3 i 4 palec jest zrośnięty (przy czym 4 paluszek jest grubszy niż powinien). Czeka mnie wiele operacji (rekonstrukcja stawu skokowego, rozdzielenie paluszków u lewej dłoni, prostowanie oraz wielokrotne wydłużanie prawej nóżki, oraz protezowanie prawej ręki) Przez wiele lat będę rehabilitowany. Moje leczenie będzie bardzo długie i kosztowne, dlatego proszę ludzi dobrej woli i wielkim sercu, którzy chcą i są w stanie mi pomóc, o wsparcie, zarówno finansowe, jak i duchowe.”

 Więcej o Kubusiu poczytajcie TUTAJ

I odwiedźcie jego facebookowy profil: TUTAJ

Pora na… RAP!

Kubuś jak pewien Miś Puchatek

Po Stumilowym Lesie najchętniej rozrabiałby,

szukając czy za jakimś drzewem nie schował się jakiś Uszatek 🙂

Bajkowo Chłopcu naszemu być mogło tak stuprocentowo,

ale niestety zmagać się musi z bardzo rzadką chorobą.

Rączką nieswoją powoli uczy się posługiwać,

Gdzie niejeden dorosły nie umie takiej nigdy zaakceptować.

Aby jednak piękne serce w Krasnalku z Limanowej rosło z dumy zdrowo,

Musi on mieć swoją nóżkę na bieganie i wszelkie harce sprawną i gotową.

Po mokrych oczkach, po wielu kręcących „nie da się” głowach,

Klinika w Ameryce z realną, choć bardzo drogą pomocą jest gotowa!

 

Bilet wstępu na nasz „koncert RAP”:

Jak zawsze – do “nabycia” bez wychodzenia z domu!

Koszt – 5 zł – nie mniej, nie więcej! Czy pojedynczo, czy rodzinnie – jak tylko chcecie, jak możecie…

Gdzie nabyć?

Najprościej: dane do SUBKONTA  KUBUSIA na jego stronie na FB: TUTAJ

Oraz na zbiórce na portalu SIEPOMAGA: TUTAJ

RAP Kubuś

I piośenka!

B jak Babcia

Kochany Krzysiu,

Najwyższa pora na nasz kolejny alfabetowy list do Ciebie. Tak, to prawda, że powinniśmy go już dawno napisać tutaj, ale przecież sam najlepiej wiesz, że z takimi Rodzicami jak my, to nawet najaktywniejsze Aniołki mają często trudno się wyrobić z dotrzymywaniem kroku 🙂 Dziękujemy Ci Kochanie, ze nadążasz – każdego dnia, nieustannie dając nam o tym swój znak – czasem dyskretny, a czasem z dość dużym przytupem :-*

Dziś wreszcie wieczór chwilowego zatrzymania się. A jak zatrzymania, to pierwsza i jedyna nasza myśl biegnie ku ukochanym Najbliższym. Więc B jak Babcia. A jak Babcia, to zawsze Dziadek. Pamiętasz ich, prawda? Czworo ukochanych, przekochanych i kochających najmocniej Ludzi, których – żeby było łatwiej Ci opowiadać – zamkniemy w słówku „Babcia”.

B jak Babcia. Kto to taki, Krzysiu? Tak, Ta, która nad Twoim łóżeczkiem robiła śmieszno-słodkie minki. Ta, która dokładniej niż najdokładniej przecierała Ci zupki. Ta, która nie liczyła kilometrów, które trzeba by było przejechać z mazowieckich stron, by być zawsze wtedy, gdy jej potrzebowaliśmy. Ta, która dumnie przedstawiała Twoją historię na całym Podkarpaciu. Ta, która czekała najcierpliwiej na moment trzymania Cię w ramionach. Ta, która była gotowa walczyć jak lew, gdyby tylko można było odwrócić diagnozy. Ta, która podtrzymywała nasze ramiona, gdy opadały z bezradności. Ta, która Ci śpiewała kołysanki z najszczerszym uśmiechem szczęścia, jaki kiedykolwiek wymyślono. Ta, która płakała cichutko w kąciku, co by nikt nie widział… Ta, która wierzyła najmocniej; ta, która nigdy nie zgasiła nadziei; ta, która wierzyła mimo wszystko… Ta, która nie zadawała pytań, a mówiła: „Jestem w Wami”. I była. I jest. I tak samo dziś kocha najmocniej, wierzy bezwarunkowo, patrzy cichutko z boku, z nadzieją – na nasze szczęście. I gdy będzie taka konieczność – będzie o nie walczyć. Bez skrupułów.

B jak Brawura. Babcia odważnie zdecydowała się odwrócić swoje życie do góry nogami. Była to bardzo odważna decyzja wielkiego serca. Potem Ty odwróciłeś nasze i jej życie do góry nogami – była to niespodziewana i bolesna decyzja, ale ją uszanowaliśmy. Teraz bierzemy udział w takiej turlance „do góry nogami, do dołu rękami” z obiema babciami, bez trzymanki, nie wiedząc co za zakrętem, ciągle obijając się o szpitalne korytarze… Kochanie, jeśli możesz… Jeśli i tak wszelka kolej rzeczy, zdarzeń, pożegnań, równowaga emocji została zachwiana – pozwól nam się tak turlać w dobrym kierunku, żeby już nikt nigdy nie płakał… za wcześnie; żeby na mecie był rodzinny dom pełen beztroskich, zdrowych (!), uśmiechniętych twarzy. Z tylko jednym pustym miejscem przy stole – ciągle najważniejszym, ciągle najsmutniejszym – Twoim.

B jak Bardzo Dobry Człowiek. Babcia, Krzysiu, to taka Osoba, która pewnie by Cię z uśmiechem wysłuchała jak jej uroczo tłumaczysz co to ”fejśbuk”, laptop, tablet, ale Ty i tak na koniec byś pewnie wiedział więcej od niej 😉 Babcia może i nie orientuje się w nowinkach z trendów fitness; nie ogląda off-owych, ekscentrycznych filmów; nie patrzy na markę metki na swetrze… Ale wiesz co, Krzysiu? Twoja Babcia nosi w sobie najbardziej dobrą markę wszech czasów, coraz rzadziej spotykaną – dobroć. A w dzisiejszym wielkim świecie, podwórkowym światku, blichtrze pokus, dobre serce to nie taka łatwa sprawa… Na szczęście, Słonko, jeśli lekcje dobroci są porządnie wykładane nam w praktyce przez całe życie, miejmy nadzieję, że zbierają one owoce takie, jakich oczekiwano. Choć przyznam Ci się Synuś, że jak patrzę na te spracowane ręce, błyszczące energią oczy, ponad-intensywną inicjatywę niesienia pomocy – tej wielkiej i tej dobrej, zaczynam się zastanawiać, czy teraz My-Mamy, kiedyś My-Babcie będziemy mieli tak samo wielki skarb Dobroci zamknięty w swoich sercach…? Pozwól, że to pytanie pozostawiam otwarte. Może za parędziesiąt lat wezwiesz nas do tablicy…, do odpowiedzi 🙂

Krzysiuniu, tak na koniec… B jak Babcia to… Bardzo Wielki Skarb! Dbaj o niego, plosiem 🙂 :-*

White table 011

„Przeszedłem tylko do sąsiedniego pokoju”…

Śmierć nie jest końcem wszystkiego…
Przeszedłem tylko do sąsiedniego pokoju.
Nadal jestem sobą…
I dla siebie jesteśmy tym samym, czym byliśmy przedtem…

Zatem nazywaj mnie jak zawsze…
Nie zmieniaj tonu głosu, nie rób poważnej i smutnej miny…
Śmiej się tak, jak dawniej robiliśmy to razem…
Uśmiechaj się, myśl o mnie,
módl się za mnie…


Niech moje imię będzie wciąż wymawiane…
Ale tak, jak było zawsze, zwyczajnie i bez oznak zmieszania…
Życie przecież oznacza to samo, co przedtem,
Jest tym samym, czym zawsze było…
Żadna nić nie została przerwana…


Dlaczego więc miałbym być nieobecny w twoich myślach,
Tylko, dlatego, że nie możesz mnie zobaczyć?
Czekam na Ciebie bardzo blisko…
Tuż-tuż…
Po drugiej stronie progu…


Dzieli nas tylko czas…
Bo ja już doszedłem, ty wciąż jesteś w drodze…

/autor nieznany/

Dla wszystkich Tych, którzy bardzo by chcieli odwiedzić dziś naszego Małego Rycerzyka, ale znajdują się daleko od jego „łóżeczka”…:

20141031_09015720141031_09013420141031_090054

A my? O Wszystkich Małych Wielkich Świętych pisaliśmy dokładnie rok temu – nic nie chcemy zmieniać, dodawać. Teraz? Dziś? Rok później? Kolejny raz pozwalamy sobie „zatopić” nasze najważniejsze Serduszko w morzu kwiatów… Wkładając we własnoręczne układanie bukietów… całe nasze serca. To wszystko co możemy. I skoro do Tego Sąsiedniego Pokoju nie dane nam zajrzeć choćby przez dziurkę od klucza, to teraz, to dziś – kolejny raz pozwalamy sobie na wspomnienia… nawet trochę bardziej niż zwykle.

Ze szczególną dedykacją dla Tych, którym także niedawno przyszło się zmierzyć z „nie mogę uwierzyć…”: