… łącnie z Tyglysem 🙂
Category Archives: Małe co nie co…
Życie jest piękne…?
Oglądaliście film „Życie jest piękne” Benigni’ego? Coraz częściej mamy wrażenie, że nasza obecna sytuacja przypomina losy małego Giosué i jego dzielnego Taty. Tragizm miesza się z komedią, pojawia się nieśmiały uśmiech przez wielkie łzy. Na oddziale Intensywnej Terapii jest jak na wojnie… I tylko ci, co w tym świecie żyją potrafią zrozumieć o co chodzi. … Czytaj dalej
Prawdziwa Lekcja Miłości i Pokory…
To prawda, że w oczach tych malutkich Aniołków zsyłanych na chwilkę na ziemię jest niezwykłą moc.
Dobre, gorsze i kiepskie chwile…
Ostatnie dni to prawdziwy roller-coaster…
W piątek spłynęły same dobre informacje:
– badanie spojówki oka (biopsja) nic nie wykazało: wykluczono choroby spichrzeniowe- bardzo dobra wiadomość, bo w przeciwnym razie rokowania są kiepskie
– infekcja minęła: stan zapalny (crp) się zmniejsza, Krzyś nie gorączkuje, żadne bakterie się nie wyhodowały, czyli dopadł nas jakiś 3-dniowy wirus
– przeprowadzona „rewolucja lekowa” jeśli chodzi o neurologie przyniosła pozytywne efekty- nie ma drgawek, Krzyś zdrowo się przeciąga, przygląda się Rodzicom…
Niestety nazajutrz i kolejne dni pokazały, że ta ostatnia radość była zbyt wczesna: nowe leki niekoniecznie spasowały Krzysiowi, drgawki powróciły i trwają dość długotrwale, męczą synulka dopóki sobie nie uśnie… Czekamy na zmianę leczenia albo powrót do poprzedniego- było zdecydowanie lepiej.
Kartka z pamiętnika Krzysia:
„ Tiak to sobie wykombinowałem, że jak usłyszałem że mam iść wkrótce do domku, to stwierdziłem, że muszę się zachować odpowiedzialnie i zapewnić bezpieczeństwo sobie i Rodzicom… A że zdarzają mi się bezdechy- ostatnio jakoś częściej i dłuższe, to wycudowałem w swojej mądrej główce, że jak pokaże jeden kolejny długi bezdech to dostanę respirator… I tak też się stało. Nie wiedziałem tylko, że tak strasznie tym zdołuje Rodziców…byli zszokowani, przecież niczego takiego się nie spodziewali! Ale skoro mnie znają jak nikt inny, to doskonale wiedzą, że prawie 2 miesiące oddychałem sam, radziłem sobie świetnie (na minimalnych ustawach tlenu), więc ten mój „oddechowy kolega” nie jest tym razem wrogiem, (jak to było w momentach duszności, bo zwiastował infekcje), tylko przyjacielem na którego w razie czego będę mógł liczyć w gorszych neurologicznie chwilach, czy np. w nocy abym mógł spokojnie spać, bez paniki Rodziców nade mną…a może i im też się tym samym uda tloskę zdrzemnąć, żebyśmy mogli harcować na oddechu całkowicie własnym całymi dniami. Ja to jednak baldzio mądry chłopcyk jestem…;-) „
Wizja domku chwilowo znowu oddalona… 😦 Wyjdziemy zapewne wyposażeni w respirator + „akcesoria”.
Mój pierwszy mini występ w TV… ;-)
http://www.tvp.pl/krakow/kronika/wideo/6-xii-2012-godz1830/9346815
W 18 min 47 sek. Kroniki Krakowskiej widać mój oddział, moje łóżeczko w głębi pod oknem i Tatkę! (trzeba się dobrze przyjrzeć 😉 )
Witaj w moim świecie Przyjacielu…
„Gdy nadejdą gorsze dni, razem łatwiej je przetrzymać. Nucąc melodię, co wnet największą z Trosk w pogodną zmieni myśl, gdy będziesz przy mnie obok (…)”.
Był dziś u mnie Mikołaj :-)
Nowa infekcja :/
05/12/2012
„Nio i było zbyt pięknie… Znowu wróciły gorączki i to takie na serio: ponad 39 😦 Znowu mama płacze. Znowu ja płaczę i leżę taki zmęczony wszystkim już strasznie… Nasiliły się drgawki, ale ponoć to normalne przy infekcji… Z oddychaniem na razie jest ok, czekamy na wynik posiewów. Doktor neurochirurg ostatecznie wykluczył podejrzewaną malformację naczyniową w mojej główce 🙂 Mam przeprowadzoną „rewolucję” w leczeniu neurologicznym: inne leki, inne dawki, poczekamy na rezultaty…
Dam radę tej infekcji… w końcu ten plan „domek” był już tak blisko…”.
Z pamiętnika…
01/12/2012
„Jestem grzeczniutki… Już maluśko, prawie wcale właściwie nie drgam… Pojawiają się pojedyncze, krótkotrwałe mioklonie… które chyba trzeba zaakceptować. Modyfikacja leczenia neurologicznego wciąż trwa. Oddycham siam (tlenik 0,2), jem pięknie w pół godzinki. Postępy super! Dalej tylko się buntuję co do stymulacji buzi…
W związku z moją niejasną sprawą wątroby miałem robione nieprzyjemne badanie: biopsję oczka (badanie w kierunku chorób spichrzeniowych). I kolejne badanie: pobrano mi maluśki wycinek skóry w celu zgłębienia badań na błędy lizosomalne (część wyników już jest). Nic przyjemnego te badania: i ja, i rodzice – mamy już dość. Wypuśćcie nas do domku! :)”.
Moje 5-te mini urodzinki
21/11/2012
„Moje 5- te rodzinki… tiak tiak, Rodzice odśpiewują mi 100 lat co miesiąc i dostaję mały prezencik 🙂 Od Przyjaciół Lekarzy też dostałem prezent, dość nietypowy: nową rurkę tracheotomijną. Dziś była jej kolejna wymiana i Rodzice się temu przyglądali, żeby sami umieli na kiedyś. Ponoć jest to traumatyczne i stresujące przeżycie dla Pacjenta: Rodzice się trochę bali, a ja… słodko ziewałem… Już coraz więcej Rodzice przy mnie majstrują: całkowicie samodzielnie kąpią, odśluzowują, zmieniają opatrunki przy tracheo, wymienili sondę… A wszystko to, bo trzeba nam się wreszcie szykować do domku 🙂
Natomiast kolejnym prezentem urodzinowym było u mnie niespodziewane usg brzuszka i echo serduszka: z serduszkiem wszystko ok (nawet dziurka międzyprzedsionkowa się zarosła, reszta się nie pogarsza), natomiast niepokoi wszystkich moja wątroba: czemu się powiększa i przestała być jednorodna…?
Wieczorna kąpiel i tulenie na rękach to była istna sielanka… Już tak fajniusio się czuję i nie drgam…”


