RAP – RYCERZYKOWA AKCJA POMOCY ruszyła!

Dziś: 11.12.13, czyli 3… 2… 1… AUKCJE START!

RAP – RYCERZYKOWA AKCJA POMOCY!

Co?

Książka „Rycerzyk”, wydanie w eleganckiej wersji albumowej.

Powstała pod patronatem kreatywności samego Krzysia, bo wspólnie uznaliśmy, że warto mieć zawsze przy sobie spisane najistotniejsze notatki z najważniejszej Lekcji Życia – a my przez taką właśnie przecież całkiem niedawno przeszliśmy… Warto do nich zawsze zaglądać. Warto ciągle wierzyć, że czasem wskażą drogę, którędy i jak odnaleźć choćby nieśmiały uśmiech, trochę więcej siły, ukrytą głęboko miłość…

Więcej…

Jak?

Poprzez licytacje Allegro!

Licytacje są wystawione przez nas, jako osoby prywatne, gdyż regulamin Allegro nie przewiduje wystawienia aukcji charytatywnej z wieloma numerami subkont, a my dzieciaczków, a przez to – różnych subkont – mamy pięć… Wybraliśmy najprostszą i najbezpieczniejszą drogę. Po skończonej aukcji – wylicytowaną kwotę W CAŁOŚCI przelejemy na odpowiednie subkonto dziecka, upubliczniając jednocześnie nasze potwierdzenie przelewu.

*) Rodzice/Opiekunowie Dzieci wiedzą o takiej formie aukcji i pomocy, wyrażają na nie swoją zgodę i obiecują doping 🙂

*) Mając świadomość kosztów wydania tej książki: twarda oprawa, elegancki papier, kolorowy druk, projekt okładki etc., aby zakup osiągnął swoją realną wartość, została ustalona cena wywoławcza, od której zaczynamy licytację: 50 zł. Ruszajcie z jej podbijaniem: choćby kolejno o 5 zł!

Więcej…

Kiedy?

Aukcja potrwa tydzień: od środy 11.12.2013 do środy 18.12.2013, do godzin wieczornych (szczegóły na aukcjach).

Dlaczego?

Całkowity dochód z wylicytowanej książki zostanie (po skończonej aukcji) odpowiednio przekazany na chore, bliskie, poznane przez nas w minionym roku, potrzebujące dziecko, które na tę pomoc bardzo czeka i już za nią z góry dziękuje. Każde dzieciątko zasługuje na dłuższe przedstawianie – zrobimy to bardzo niebawem, w trakcie trwania aukcji tutaj na blogu oraz na fb, obiecujemy!

Gdzie?

Teraz najważniejsze sedno sprawy: linki do aukcji, które mają za zadanie im pomóc!

Aukcja „Książka nr 1” (kliknij TUTAJ) dedykowana jest Adasiowi: poznaj Adasia

Aukcja „Książka nr 2” (kliknij TUTAJ) dedykowana jest Olafkowi: poznaj Olafka

Aukcja „Książka nr 3” (kliknij TUTAJ) dedykowana jest Marysi: poznaj Marysię

Aukcja „Książka nr 4” (kliknij TUTAJ) dedykowana jest Wojtusiowi: poznaj Wojtusia

Aukcja „Książka nr 5” (kliknij TUTAJ) dedykowana jest Nikodemowi: poznaj Nikosia

 

Link do wszystkich Rycerzykowych aukcji: kliknij TUTAJ

 

CZAS START!

Aukcje są aktywne do przyszłej środy, do godzin wieczornych!

DZIĘKUJEMY za Wasz udział, zaangażowanie, WIELKIE, NAJWIĘKSZE SERCE!

To co? RAPujecie z nami? 🙂

P.S. Ten wpis jest kompaktowy, ważny i pożyteczny – wiecie zatem co robić? 😉

dzieci_RAP

Wszystko co chcielibyście wiedzieć o książce…

…, ale baliście się zapytać 😉

Kochani, mamy dobrą wiadomość: kurier został dziś rano wyczekany i chyba nigdy nie witałam go z takim uśmiechem… Tak, książki dotarły! 😀

Kiedy trzymamy teraz już realnie „Rycerzyka” w ręce, chcemy Wam o nim coś bliżej opowiedzieć.

Książkę tę zawdzięczamy Wam: gdyby nie tyle słów wsparcia, otuchy i uznania do tego co robimy za pośrednictwem tego bloga, pewnie nigdy byśmy się na ten krok nie odważyli. Dziękujemy w ciemno – nie wiedząc, czy ta książka także Wam się spodoba :-*

Treść tej książki dedykujemy „zdrowemu światu”, żeby przetrzeć niektóre oczy, żeby zatrzymać na chwilę myśli, żeby może przewartościować pewne sprawy… Jednocześnie „Rycerzyka” napisaliśmy także z pamięcią o Rodzicach Chorusków, żeby nie czuli, że są sami; tak jak my czuliśmy się na samym początku naszej drogi.

Zawartość „Rycerzyka” w dużej mierze oparta jest na najważniejszych, zmodyfikowanych wpisach z bloga – piszemy Wam o tym otwarcie. To dlatego, że nie chcieliśmy stwarzać i wymyślać historii Krzysia całkowicie od nowa; czegoś, co kiedyś zostało już napisane najprawdziwiej i najpiękniej – bo właśnie „tam i wtedy”.

W „Rycerzyku” pragniemy podarować Wam wiele wartościowych nowości:

– rozbudowany „Wstęp” i „Zakończenie” spinające całą tę opowieść klamrą cennych, nowych refleksji;

– niepublikowane dotąd nigdzie wcześniej Krzysiowe i nasze zdjęcia,

– medyczna opowieść Krzysia, uaktualniona o nowe „rewelacje” otrzymanych wyników sprzed kilku tygodni,

– rytm opowieści dzwoni głośno, gdy mowa o sprawach najważniejszych nam wszystkim, czasem przywołuje cichy uśmiech, nie raz pozwoli na skrytą łzę, aż do końca nie zdradzając swojego finału,

– część liryczna: nieznane dotąd nikomu prywatne wiersze Mamy i Taty Krzysia.

Skoro samo wydanie jest nie tylko materialnie, ale także emocjonalnie bardzo nam drogie i nietuzinkowe, tym bardziej sama sprzedaż musi być inna niż zwykle… Aukcje Allegro zaczynamy już naprawdę tuż, tuż… Bądźcie czujni! 😉

 Image

MAŁE CO NIECO O… KSIĄŻCE!

Niedziela przed północą. Dialog Taty i Mamy Krzysia, tuż przed zaśnięciem, które jednak tak „tuż” nie nastąpiło…

Tata Krzysia: Nie spodziewałem się takiego megapozytywnego odzewu na zapowiedź książki. Tylko martwi mnie jedna rzecz: jak wytłumaczymy sposób sprzedaży?

Mama Krzysia: Wytłumaczymy po kolei nasz zamysł… To znaczy, Krzysia zamysł…

***

No to tłumaczymy…

Kochani, po kolei… Pomysł wydania „Rycerzyka” zrodził się u nas dawno, rodził się długo, emocjonalnie, skrupulatnie, miał swoje „wzloty i upadki”. Teraz nadszedł czas, by Wam o nim bliżej opowiedzieć: wciąż niepewną ręką, wciąż z bijącym mocniej serduchem, wciąż z niepewnością jak to przyjmiecie…  Bo w końcu nasz pomysł i odwaga jego realizacji ograniczyły się do dwóch bardzo ważnych powodów:

a) sprawdzić czy Wam się ten pomysł spodoba – po wczorajszym odzewie wciąż nie możemy się z radości i zdumienia otrząsnąć i dziękując za tak wielkie wsparcie – kłaniamy Wam się w pas! 🙂

b) po prostu pomóc innym Dzieciakom:

Otóż stworzona samodzielnie przez nas, niezmiernie ważna, emocjonalna i prawdziwa książka pt. „Rycerzyk” w wersji wydania exclusive zostanie w całości nakładu – 5 sztuk – przekazana na aukcje charytatywne na Allegro. Każda z aukcji będzie dedykowana jednemu Choruskowi – bliskiemu naszemu i, mamy nadzieję, że wkrótce także Waszemu sercu. Ostateczna kwota wygranej licytacji książki zostanie w całości przelana na subkonto odpowiedniego Dziecka.

Widzimy Wasze zawiedzione, smutne minki: „czemu tylko 5 sztuk?…” 😦 Już odpowiadamy: zdecydowaliśmy się na tak maleńki nakład, bo musieliśmy ciąć i tak dość wysokie koszty takiego projektu, a zależało nam na pięknej oprawie wydania, na jej wysokiej jakości, na nadaniu książce charakteru albumu, który sprawi radość podwójną: Komuś, kto go otworzy i przeczyta oraz Komuś, kto dzięki Tej Osobie będzie miał szansę na godzinkę rehabilitacji więcej, na cząstkę dawki potrzebnego leku, na guziczek potrzebnego sprzętu…

Nie chcemy absolutnie nikogo urazić! Nie chcemy nagradzać książką tylko tych, których stać na troszkę większy wydatek niż cena standardowej książki. Wspólne zrzutki na licytacje w gronie zawodowym, bądź rodzinnym – dozwolone i mile widziane 🙂 Sami nie wiemy jak potoczą się aukcje, jakie zaproponujecie kwoty, czy w ogóle ktoś będzie w nich brał udział. Boimy się bardzo, ale wciąż przyświeca nam najważniejszy zamysł: książka ta ma być „cegiełką” – cegiełką na wielkiej ścianie pomocy naprawdę potrzebującym Maluchom… My w tę ideę uwierzyliśmy, wierzymy dalej, a Wy?

Mamy nadzieję, że się nie pogniewacie, że właśnie taki póki co system sprzedaży przewidujemy. Hm? Jeśli Wam powiemy, że Krzyś kazał te aukcje zorganizować… (synku, sorry, ale taka prawda, sami byśmy na to nie wpadli!) – to mamy nadzieję, że się nie pogniewacie 😉

Widać, u nas nic nie może być standardowo. Krzysia życie było dalekie od schematów – wszelkich! Wybrał on sobie także nie całkiem normalnych Rodziców… 😉 Ten blog także jest nie całkiem taki zwyczajny… Książka zatem musi iść za ciosem: jej dystrybucja jest też prawdopodobnie dość niespodziewana…, ale ważna, pomocna i nietuzinkowa.

Mamy nadzieję, że się przyłączycie do naszej akcji-aukcji: że będziecie mieć ochotę posiadać takie niepowtarzalne wydanie „Rycerzyka” w wersji deluxe, że tym samym wspomożecie choć troszkę któregoś z walecznych Krzysiowych kumpli! Oni naprawdę każdej sumy bardzo potrzebują, na każdą zasługują, za każdą pięknie dziękują!

Trzymajcie rękę na pulsie i śledźcie bloga, bo aukcje startują tuż, tuż… 🙂

PS. Być może w przyszłości, w zależności od powodzenia obecnych aukcji dołożymy wszelkich starań, aby już bardziej ustandaryzowane książkowo (mniejsze i czarno-białe) wydanie „Rycerzyka” otrzymał każdy chętny! Zgoda? 😉

Image

Rozwiązanie zagadki, czyli…

Pokonaliśmy starcie z własnymi wspomnieniami…

Wsłuchaliśmy się w głos serca i szept Krzysia…

Poszliśmy na czołowe z tęsknotą i żalem…

Misja zakończona, czy to dopiero jej początek?

Zrozumieliśmy, że przechodząc w życiu przez pewne drzwi, nie da się potem ich tak po prostu zamknąć.

Niechaj Krzysiowe króciutkie życie niesie wciąż najdłuższe echo: Miłości, Ciepła, Dobra…

Image

PS. Rozwiązaliśmy zagadkę z wczoraj. Czekamy w tym tygodniu na najważniejszą przesyłkę: naszą pierwszą, najważniejszą książkę!

Jak Wam się podoba jej zapowiedź – okładka? 🙂

K jak… KREATYWNOŚĆ. Patronat sprawuje KRZYŚ!

„One person’s craziness is another person’s reality.” *

/Tim Burton/

To, że Świętym Krzyś jest – w naszym prywatnym przekonaniu i tym nieświeckim także już nie raz tutaj udowadnialiśmy, głosów sprzeciwu nie było… A jak na każdego Świętego przystało, nawet Ci Malutcy, nie mogą próżnować sobie beztrosko w Niebie, więc zostają mianowani różnymi patronami wielu różnych rzeczy…

Krzyś bardzo daje nam odczuć swoją wyraźną pieczę nad pewnym „rewirem” naszych poczynań i tym samym ogłaszamy, że nasz synek jest Patronem Kreatywności. Tam gdzie jest Krzyś, tam rodzą się pomysły…

My, Jego Rodzice, ten patronat czujemy nad sobą już od dawna i staramy się mu posłusznie, pokornie poddawać – na początku było dość niepewnie, nieśmiało; a teraz z coraz większym zaangażowaniem, bezdyskusyjnie i w pełni. Wychodzimy z założenia, że Krzysia zawsze było i jest warto słuchać – nawet, gdy szepce bardzo cichutko…, słyszymy! A gdy kończy puentą: „a teraz wiecie cio lobić…?”, lobimy!

Pamiętacie, jak jakiś czas temu pisaliśmy o pewnych projektach i pomysłach, które chcemy realizować? Nie zapomnieliśmy o danej Wam i sobie obietnicy. Krzyś nas też nie zawiódł: powolutku pomaga nam realizować wszelkie mniejsze i większe plany; te banalne i te dużo trudniejsze; te prywatne i te, które chcemy współtworzyć wraz z Wami!

Może zacznę od początku:

Krzyś już w brzuszku nie próżnował i cała (aż za spokojna i leżąca) ciąża Mamy upłynęła pod znakiem wymyślania nowych hobby 🙂 Potem, Krzyś się rodzi i głowę, zamiast nowych form twórczości, zajmują: żal, bunt, niepogodzenie, niezrozumiałe diagnozy, medyczne slogany, niecenzuralne komentarze odnoszące się do dziejącej się rzeczywistości, której bezbronnym epicentrum staje się nasz syn, a my – tuż obok niego. Jednak w momentach, kiedy Krzyś chciał wszystkim udowodnić, że jednak taki bezbronny nie jest i zaczynał się mocno złościć, płakać i wymachiwać rączkami na to, co zastał na tym świecie, nie pozostawało nam nic innego jak utulanie synka w ulubiony jego sposób: śpiewem… Znane kołysanki synkowi szybko się nudziły, a trzeba było wymyślać własne: zwrotki, rymowanki, refreny, składać na bieżąco wszystko na wybraną melodię… ciągle nie przestawiając śpiewać, bo Krzyś się po sekundzie ciszy zaczynał znów denerwować. Udawało się! Powstawały umelodyjnione opowieści, o jakie nigdy nikt, ani sama siebie bym nie posądziła. Teraz tylko szkoda, że nikt tego wtedy nie nagrał 🙂

Następnie, jak już uporaliśmy się ze sztuką pokornego czekania na wspólne wyjście do domu oraz Krzyś akceptował ww. formę uspokajania, podsunął nam do głowy nowy pomysł, którego świadkiem jesteście Wy sami, wchodząc za każdym razem na tego bloga… Kiedyś te wpisy były inne, ciągle ewoluują, zmienia się ich tematyka, forma, klimat. Ale jedno się nie zmienia: kiedyś Krzyś sam pisał za pośrednictwem naszych palców wędrujących po klawiaturze. Dziś, ciągle, nawet jeszcze mocniej wierzymy w to, że często siedzi nam na ramieniu i nadaje szeptem do ucha dokładnie to, co mamy tu pisać… Ma Chłopczyk pomysły, no nie? 🙂

Teraz, po odejściu Krzysia, mamy zdecydowanie bardziej (jeszcze!) sentymentalne dusze, dojrzałe charaktery, niecodzienne doświadczenia i… dużo czasu. A Krzyś postanawia bardziej niż kiedykolwiek to wykorzystać. My nie protestujemy, a wręcz przeciwnie – niech się dzieje…, byle się działo dobrze.

Wiele już drobnych pomysłów stworzyliśmy wspólnie. Nawet o niektórych naszych realizacjach (bardziej prywatnych) Wam pisaliśmy: księga kondolencyjna; „ściana pamięci” Krzysia; taki, a nie inny pomnik; jest także jeden, nowy scenariusz; pewne pudełka; idea memoriału, ale o tym wszystkim kiedyś…

Teraz, po wielu miesiącach wypracowywania idei, pukania o wszelkie wsparcie do wielu drzwi, dopracowywania szczegółów, a przede wszystkim pokonywania własnych barier tęsknoty, emocji wspomnień i prywatności uczuć – czas na nasze dwa najważniejsze, najbardziej skomplikowane twórczo i największe zasięgiem projekty. Dopóki nie będziemy mieć ich w ręce,  gotowych przed oczyma, powinnam może nie pisać, żeby żadne licho nie popsuło nam planów, ale jednak na końcu tej drogi liczymy na Wasz doping i wsparcie!

Bo jeden z nich, najważniejszy, najbliższy naszemu sercu jest już prawie gotowy i  gorąco wierzę, że w najbliższych dniach będziemy mieli zaszczyt Wam go przedstawić! Jeszcze chwilka… obiecujemy 🙂

Możecie zgadywać co to – może nieświadomie tym samym podsuniecie nam nowe pomysły… A gdy będziecie pytać „dlaczego”, już uprzedzamy wszelką inną odpowiedź:

Krzyś kazał 🙂 Czyż nie najprawdziwszy z niego Patron Kreatywności? Pamiętacie jego zdecydowaną, poważną minkę – z nią wolimy nie dyskutować 🙂

*) Tak, Tim Burton miał rację: dla jednych to co jest szaleństwem, dla innych staje się rzeczywistością…

Bądźcie czujni, nasze szaleństwo powoli się urzeczywistnia… 🙂

ImageNasz Krzyś Kreatywny: „Cio by tu jeszcze wykombinować?”

Ten prawdziwy Święty Mikołaj

Dziś 6 grudnia… Jak wiadomo, to właśnie dziś grzeczne dzieci (i te trochę mniej również 🙂 ) dostają od Św. Mikołaja prezenty. Tak też wyglądał ten dzień dokładnie rok temu, kiedy Krzyś otrzymał podarki z tej okazji, jeszcze leżąc w szpitalu na Intensywnej Terapii.

W dniu dzisiejszym wygląda to u Krzysia jednak całkiem inaczej… Można by nawet rzec, że ma chłopak szczęście… Dlaczego? Otóż odpowiedź jest bardzo prosta.

Krzyś (jak i inne Aniołki) mogą dziś osobiście poznać i poprosić Św. Mikołaja o prezent! Przecież biskup Miry (+345 r.) na pewno tam w Niebie nie odmówi dziś żadnemu dzieciątku, weźmie na kolana, dobrotliwie pogłaszcze po główce, wręczy prezent… Krzyś na pewno sprawdzi czy broda jest prawdziwa (już słyszę krzyk Św. Mikołaja, że JEST prawdziwa, w końcu cały Mikołaj jest prawdziwy! 🙂 ).

A prezenty? W tej kwestii Aniołki w Niebie też są na lepszej pozycji niż ich znajomi tu z padołu ziemskiego…

Może Krzyś otrzyma od Św. Mikołaja trzecią książeczkę opowieści o Kubusiu Puchatku, którą pan Alan Milne (+1956 r.) na pewno zdążył już napisać dla swojego synka Christophera Robina Milne (+1996 r.) tam w Niebie? A może dostanie pierwszą wspólnie nagraną jazzową płytę pana Louisa Armstronga (+1971 r.) i Johna Paula Larkina (+1999 r.), którą ci z pewnością nagrali już tam w Górze? A może otrzymał właśnie najnowszy obraz od pana Salvadora Dali (+1989 r.) i zastanawia się, co właściwie malarz miał na myśli? A może nawet kotka od pana Erwina Schrödingera (+1961 r.)? 😉 A może po prostu mały samochodzik od panów Karla Benza (+1929 r.) i Henry’ego Forda (+1947 r.)? A może wybrał samolocik wykonany własnoręcznie przez braci Orville (+1948 r.) i Wilbura (+1912 r.) Wright?

Kto to wie? Może się kiedyś dowiemy? Może i my będziemy mogli wybierać wśród TAKICH prezentów?

Cóż, w niebie jest po prostu fajnie… 🙂

A Wy jak myślicie? Jak wygląda 6.XII w Niebie? Piszcie w komentarzach! 🙂

20131206_122005

Nadawca: malutki Krzyś. Adresat: św. Mikołaj

Image

Kochany Święty Mikołaju,

 W sumie to często dość widujemy się na co dzień, ale skoro teraz tyle dzieci pisze do Ciebie listy, to ja też chciałem, choć raz…

Tym bardziej, że w zeszłym roku byłem taki chorutki i słabiutki, że nie mogłem Ci napisać takiego prawdziwego grudniowego listu, ale do Ciebie i tak chyba dotarło moje jedynie marzenie – może jakiś reniferek je podsłuchał, zaświecił mu się z przejęcia czerwony nos i pognał co sił do Twojego domku z kominkiem wśród gwiazdek i Ci wszystko opowiedział.

I tak w ogóle, Mikołaju, to Mamusia z Tatusiem mnie tak wychowali, że wiem, że najpierw trzeba dziękować, a potem ewentualnie o coś prosić. Tak więc, Dziadulku Kochany, dziękuję Ci tak bardzo, że już bardziej nie mogę, że spełniłeś mój najpiękniejszy prezent. Wprawdzie nie znalazłem go ani pod poduszką, ani w skarpecie… bo by się nie zmieścił. Ale Ty wiedziałeś wszystko i kazałeś odczekać jeszcze 3 miesiące i pozwoliłeś mi wreszcie pojechać… do DOMKU! Domek to był zdecydowanie i dosłownie – wymiarowo, i w przenośni – nie mieściło mi się to wszystko w główce, największy prezent dla mnie od Ciebie! Czy ktoś inny dostał kiedyś jeszcze większy? Dziękuję Mikołajciu :-*

A teraz… hmmm… siedzą tu wokół mnie inne aniołki i coś mi tu nadkrzykują za uchem, że, że… Aha, że one wiedzą, bo wiesz, są trochę starsze… Wiedzą i tłumaczą mi, że jak się napisze list do Ciebie i poprosi o coś takiego ładnego, fajniutkiego, dobrego, to Ty to przynosisz! I jeszcze śmieją się i mówią, że najpierw przeciskasz się przez komin i wkładasz ten prezent do skarpety albo pod poduszkę… Ojj, Mikołajciu, ale jak to? Przecież tutaj w Aniołkowie nie mamy ani skarpetek – biegamy boso (no dobla, czasem w trampkach), a poduszeczki chmurkowe są bardzo miękkie i sami się w nich zapadamy, a kominy… a cio to właściwie jest „komin”…? O:-o

Mikołajciu, rok temu, żeby mi nie było zbyt smutno, że nie napisałem tego listu, bo nawet dobrze o Tobie nie wiedziałem, to Mamusia z Tatusiem przynieśli mi drobny prezent od Ciebie – takiego mojego ulubionego misia i opowiedzieli mi kim jesteś… Pomyślałbyś, że teraz ja bardziej się znam na Twoich sztuczkach i nawet bardziej znam Cię osobiście, niż Rodzice? Ale mówili prawdę, Ty taki dobrutki jesteś i dajesz wszystkim co trzeba, co chcą dostać…

Więc ja Mikołajku – wiesz, że ja tu w Niebie to taki Gadułka jestem… Ale tak chyba… Tatuś by powiedział, że „sedno sprawy” – zawsze mi się podobało to słowo…, więc moim sednem będzie Cię prosić o jeden, malutki nowy prezent:

W tym roku też daj nam domek, ale taki troszkę inny: daj Rodzicom domek taki, w którym nigdy nie będzie pustki, nie będzie smutno i cicho, nie będzie mokrych chusteczek… Bo ja ostatnio ich tam za pełno widzę! I tylko ja to widzę cichaczem, bo przy innych Rodzice opanowali bezbłędną sztukę uśmiechania się… Mikołaju, to nie taki piernikowy, czy czekoladowy domek – Rodzice są na diecie i nie jedzą słodyczy – też ich zupełnie nie rozumiem… Ten domek co mają, napełnij po prostu najzwyklejszą radością, świątecznym spokojem i takim „czymś”, żeby wiedzieli, że ja zawsze w tym domku jestem z nimi, chociaż mnie nie widać… Chcę, żeby ich domek pięknie błyszczał na Święta – w tym roku sobie dokładnie oglądnę choinkę i stroiki… I żeby pięknie błyszczały też ich oczy…, ale policzki mają być suche! Moje skrzydełka są szybkie: potrafię być w dwóch domkach jednocześnie – tak, my Aniołki tak mamy… ❤ Wiesz już Mikołajku o jaki domek chodzi? Wiem przecież, że wiesz…, a w razie pytań – wiesz, gdzie mnie szukać!

I jeśli Mikołaju chcesz, to ja nie proszę jakoś nachalnie, ale nie obrażę się jak przyniesiesz mi rózgę… Aniołki-Starszaki powiedziały, że jak jakieś dziecko było niegrzeczne, to dostaje od Ciebie taką srebrną rózgę… Nikt mi nigdy nie powiedział, że byłem niegrzeczny. A Mamcia z Tatusiem do dziś powtarzają ciągle, że jestem bardzo mądrym chłopczykiem. Ale jak tak patrzę jak są smutni patrząc na moje zdjęcia, to myślę sobie, że chyba przez to, że stałem się niewidzialny, to trochę jednak narozrabiałem… Rodzice mi ufają, nigdy nie nakrzyczeli o to na mnie, ale tak sobie teraz sam kombinuję… Więc jeśli uważasz, że jednak narozrabiałem, to możesz tę rózgę dać – tak na zaś… A ja obiecuję, że to był ostatni wybryk w mojej strony, będę teraz już bardzo grzeczniutkim Aniołkiem… No dobla, może tupnę kiedyś mocniej nóżką, jak ktoś będzie chciał jeszcze bardziej zasmucić Rodziców! Wtedy mogę znów dostać rózgę – przyda się zamiast mieczyka…

A Mikołajku, jeszcze jedno: czy mógłbyś mnie w tę noc grudniową wsadzić do Twoich sanek, nawet jako takiego „pasażera na gapę”, przecież ciągle malutki jestem… I chciałbym z Tobą choć raz polecieć jeszcze widzialnie na ziemię, założyć ubranko elfa, zajrzeć do innych dzieci… Pomogę Ci roznosić prezenty, a jak się dobrze spiszę, to, to… to tak bardzo bym chciał zejść z Tobą i włożyć prezent moim kochanym Rodzicom – oni będą na niego czekać, przecież ich znam troszkę już… I obiecuję, będę grzeczny, nawet mogę do nich z Tobą zjechać przez ten…no…, ten „komin” cokolwiek on znaczy – ufam Ci.

Dziękuję Ci Mikołaju :-*

Przytulę Cię mocno jutro, albo pojutrze…, bo wiem, że teraz zapracowany jesteś!

Twój Aniołek,

Krzyś

Image

Image

Z cyklu: Ucieczka ze szpitala cz. III – Finał!

Tak, po pierwszej i drugiej części, to dziś nastał ten moment, kiedy odkrywamy ostatni fragment Krzysiowo-Tatowej Opowieści:

(…)

Rodzice Krzysia jeszcze nie spali. Układali się dopiero do snu, rozmawiając między sobą jeszcze o swoim synku.

– Ach, jak ja bym chciała, żeby Krzyś był już z nami w domu… Tyle rzeczy i sprzętów czeka tutaj na niego. A przede wszystkim czekamy my, rodzice. – powiedziała z żalem w głosie Mama Krzysia.

– Na pewno Kochanie, na pewno kiedyś to się stanie… – pocieszał Tata Krzysia. W połowie zdania przerwał mu jednak dzwonek domofonu. W słuchawce usłyszał głos starszego pana proszącego o otwarcie drzwi. Natychmiast otworzył myśląc, że może ktoś z ulicy potrzebuje pomocy o tej późnej porze. Otworzył drzwi do mieszkania, przed którymi stał nie kto inny, a nasz Krzyś!

– Dobly wiecól! Cy zamawiali Państwo malego slodkiego chlopcyka? – zażartował Krzyś śmiejąc się przy tym głośno.

– Krzyś! Krzyś! Kochanie, zobacz kto stoi w drzwiach! – zawołał z niedowierzaniem tata. Mama nic nie mówiąc, a tylko płacząc wzięła Krzysia na ręce i zaczęła go ściskać mocno obcałowując przy tym każdy skrawek jego buzi.

– Krzysiu, ale jak Ty się tu dostałeś? – zapytał Tata Krzysia, wciąż nie wierząc w to, co widzi.

– Nolmalka. Pani Klysia pomogła mi się wylwać na chwilę ze spitala. Psyjechałem taksówką. Zrestą to ten miły pan pomógł mi zadzwonić do modofonu… A nie, jak się to nazywa… Ach tak, domofonu. Na lano musę jednak być w swoim łózecku na oddziale. Sami wiecie, lekaze mogą nie być za baldzo scęśliwi widząc lano blak jednego pacjenta! – zaśmiał się Krzyś, wciąż zadowolony ze swojego kapitalnego pomysłu i dziwiąc się, że tak łatwo, choć z małymi przygodami minęła mu podróż do domku.

Dzisiejszej nocy nikt w mieszkaniu Rodziców Krzysia ani myślał o spaniu. Cała noc minęła im na rozmowach, zabawach, żartach. Rodzice pokazywali Krzysiowi każdy kąt mieszkania, Krzyś natomiast bawił ich opowieściami z życia oddziałowego.

Nad ranem Rodzice Krzysia zapakowali się w samochód i odwieźli Krzysia na oddział, cały czas w duszy przyrzekając sobie, że kiedyś uda im się wyrwać Krzysia do domu już na dłużej, a może i na zawsze.

Zbliżała się godzina siódma. Ruch na oddziale był coraz większy. Niektórzy wchodzili do szpitala, inni wychodzili. Tych wchodzących było jednak zdecydowanie więcej. Krzyś sprawnie przecisnął się przez ten tłum, wspiął się po schodach na piętro i szybko pobiegł na oddział. Blada ze strachu przed lekarzami pani Krysia pomogła mu zająć miejsce w łóżeczku wypytując go przy okazji o przebieg wycieczki.

***

Leżąca obok Małgosia, która dopiero co się obudziła, zaczęła się przeciągać.

– Jak Ci minęła noc Krzysiu? – zapytała ziewając.

– Miałem piękny sen… Śniło mi się, że byłem w domku u rodziców. – mówiąc to Krzyś zaśmiał się w duchu.

– Tak, naprawdę piękny sen miałeś Krzysiu… Ja też tęsknię za domkiem. – rozmarzyła się mała Małgosia.

Nie minęło dużo czasu, gdy na oddziale pojawili się lekarze na porannym obchodzie. Podchodzili kolejno do dzieci. Gdy zatrzymali się przy Krzysiu, jeden z nich powiedział:

– A tu nasz mały bohater Krzyś. Jego stan się polepsza, infekcja mija, może wkrótce uda mu się wyjść do domu. Dzisiejsza noc z tego co wiem, minęła mu spokojnie, lekarz dyżurujący nie był wzywany przez pielęgniarki… – zakończył.

Tylko jeden młody, dociekliwy doktor wśród opuszczających salę lekarzy, odwrócił się z zaciekawieniem i nurtującym go wciąż pytaniem, dlaczego Krzyś spał w bucikach, w dodatku lekko przybrudzonych… Zza uchylonych zaś drzwi oddziału dało się słyszeć cichy chichot pani pielęgniarki Krysi.

O tym co wydarzyło się dziś w nocy, zdradzał tylko tajemniczy uśmiech na twarzy naszego Małego Bohatera.

 KONIEC

 

„Podobała się bajeczka? To pieniążki do woreczka!” 🙂

 

Jeśli komuś podoba się ta opowieść,

przelewa 5 zł na wybranego dzieciaka z Siepomaga.pl 🙂 ❤

 

Image

Z cyklu: Ucieczka ze szpitala cz.II

Nie pozwalamy Wam już dłużej czekać: z okazji weekendowego luzu, ciąg dalszy opowieści Krzysiowego Taty! 🙂 I to jeszcze nie jest ostatnia część!

(…)

 Była ciemna noc. Tak samo ciemny, a może i bardziej był korytarz, po którym Krzyś tupał swoimi małymi stópkami. Nie bał się jednak, w końcu jechał do swoich rodziców. Przed nim pojawiła sie jednak pierwsza przeszkoda. Jak zjechać na parter? Przed Krzysiem stały otwarte drzwi windy. Krzyś wszedł do środka i – chociaż nie umiał jeszcze liczyć – coś podpowiadało mu, żeby wcisnąć „0”. W żaden sposób nie mógł jednak dosięgnąć tego przycisku. „Co robić? Co robić? Zaraz! Przecież rodzice mówili mi kilka razy, że za długo czekali na windę i rezygnując z przejażdżki nią, wybierali schody. Tylko gdzie one są?” I Krzyś wyszedł z jasnej windy z powrotem w ciemny korytarz. Schody były obok windy, Krzyś nie miał więc problemu z ich znalezieniem. Schodek po schodku, stopień po stopniu Krzyś powoli schodził na dół, uważając aby nie spaść i nie narobić przy tym zbędnego hałasu, który mógłby obudzić pana portiera na dole. Gdy wydostał się już z budynku, kolejna myśl zaczęła trapić naszego małego bohatera. „Jak ja się dostanę do domku? Rodzice przyjeżdżają chyba autem… Ale zaraz, zaraz… Przecież mam karteczkę od pani Krysi, może wezmę więc taksówkę? Tak, tak właśnie zrobię!”.

Tak się szczęśliwie złożyło, że postój taksówek był tuż obok szpitala. Stał tam jeden samochód, w którym przysypiał starszy pan. Krzyś nieśmiało zapukał do drzwi, kolejny raz bowiem dzisiejszego wieczoru nie mógł czegoś dosięgnąć – tym razem była to klamka taksówki. Starszy pan przebudzony ze snu, otworzył drzwi Krzysiowi.

– Dobry wieczór chłopczyku! W czym mogę Ci pomóc? – zapytał wcale nie zdziwiony małym pasażerem stojącym przy jego samochodzie.

– Dobly! Dobly! Cy mógłby mnie pan zawieźć do domku moich lodziców? Tutaj mam kalteckę, na któlej jest wsysko napisiane. – powiedział odważnie Krzyś, podając karteczkę z pismem pani Krysi.

– Oczywiście! Wskakuj na tylną kanapę! – powiedział z radością otwierając tylne drzwi.

Krzyś zajął miejsce z tyłu. Podczas jazdy nie mógł jednak usiedzieć w miejscu, prawie cały czas stał przy drzwiach, zaglądając przez szybę i oglądając Kraków nocą. Do tej pory podróżował po Krakowie tylko w karetce – na badania i z powrotem do szpitala. Teraz mógł jednak podziwiać całe uśpione snem miasto.

Po około 15 minutach jazdy pan taksówkarz oznajmił – Jesteśmy na miejscu!

– A ile płacę? – zapytał Krzyś szukając nerwowo w kieszeniach bluzy i spodenek jakichś drobnych.

– Nic. Gratis od firmy! – zaśmiał się dobrodusznie starszy pan. – W końcu nie często zdarza mi się taki mały, sympatyczny klient!

– Dziękuję! – zawołał z radością Krzyś, cały czas zastanawiając się czy użył poprawnego „magicznego” słowa. Wyskoczył sprawnie z samochodu, po czym zawołał przez otwarte jeszcze drzwi do pana kierowcy – A cy mógłby pan zadzwonić jesce do domofonu?

– Jasne! – odpowiedział taksówkarz naciskając przycisk kilka sekund później.

– Jesce las dziękuję! Do zobacenia moze jesce kiedyś! – powiedział Krzyś, teraz już pewny, że użył właściwego słowa. Samochód odjechał.

 Image

Ucieczka ze szpitala – CZĘŚĆ I

Wpis ten powstał ponad rok temu, kiedy jeszcze Krzyś leżakował w szpitalu na ul. Kopernika. Tak, wtedy kiedy jeszcze nie było bloga przyszła nam do głowy taka opowieść… Nie łączcie jej jednak z żadnym konkretnym szpitalem. Historia ta mogła się wydarzyć w dowolnym mieście. Nawet Twoim. Posłuchajcie…

Był późny wieczór. Rodzice Krzysia już dawno poszli do domu, ściskając czule na dobranoc swojego synka. Krzyś nie mógł jednak zasnąć. Cały czas w jego małej główce kołatała się jedna myśl: “jak to jest w domku, o którym rodzice tyle opowiadają? Tyle już tu leżę, chciałbym wreszcie zobaczyć to miejsce! Muszę! Muszę ich odwiedzić! Podjąłem decyzję! Chociaż na chwilkę może uda mi się wyskoczyć i wrócić na oddział przed porannym obchodem… Ale jak to zrobić? Jak?”

– Pseplasam! Pseplasam plose pani! Cy mogłaby tu Pani podejść? – zawołał Krzyś ze swego łóżeczka na oddziale.

Pani Krysia*, która od razu usłyszała Krzysia, podeszła do jego łóżeczka.

– Tak Krzysiu? Co się stało? – zapytała.

– Plose Pani, cy mozliwe by bylo, abym dzis wyskocył na chwilę do moich lodziców? Oni tyle mi opowiadają o pewnym mitycnym miejscu zwanym Domkiem. Cy ja mógłbym chocias na chwile ich odwiedzić? – zapytał Krzyś robiąc przy tym słodką minkę, aby łatwiej było mu przekonać panią pielęgniarkę.

– No nie wiem Krzysiu czy to dobry pomysł… Nie wiem. No bo co ja powiem rano, jeśli lekarze nie zastaną Cię w łóżeczku? – zastanawiała się głośno pani Krysia, w której głowie piętrzyły się coraz większe wątpliwości.

– Ale ja wloce do lana! Obiecuje! – to powiedziawszy, Krzyś podniósł prawą rączkę, jakby przysięgając.

– No dobra Krzysiu! W końcu tyle czasu już tu leżysz… Myślę, że należą Ci się chociaż jedne odwiedziny u rodziców. Ale pamiętaj, rano masz być z powrotem w łóżeczku. – zgodziła się w końcu pani Krysia.

– Hulla! – zawołał z radością Krzyś tak głośno, że aż podskoczyła we śnie mała 2-miesięczna Małgosia leżąca w łóżeczku obok. Pozostałe dzieci dawno już spały.

– Cy mogłaby mi pani pomóc zeskocyc z łózecka i się ublać? – zapytał Krzyś.

– Oczywiście! – to mówiąc pani Krysia pomogła zejść Krzysiowi z łóżeczka, po czym podała mu spodenki, buciki i bluzę, którą zostawili Krzysiowi rodzice.

– Dziękuję! – zawołał z radością Krzyś, nie mogąc się już doczekać wizyty u rodziców. „Jak oni się zdziwią! A jak się będą cieszyć! Ale będzie niespodzianka!” – myślał z rozkoszą.

– Zalas, zalas… ale jest mały ploblem! Psecies ja nie znam adlesu! – zachmurzyła się Krzysiowa buzia. – Cy moglaby mi pani pomóc? Moze lodzice gdzieś zostawili swój adles? – zapytał Krzyś panią pielęgniarkę marszcząc przy tym swoje czółko.

– Poczekaj Krzysiu, chyba w Twojej dokumentacji medycznej rodzice wpisali swój adres… Tak! Jest… ulica Spoko… a z resztą zapiszę Ci na karteczce, tak będzie bezpieczniej. Proszę! – pomogła Krzysiowi pani Krysia czując przy tym, że spełnia dobry uczynek.

– Ablakadabla! A nie… pseplasam… Dziękuję! Ciągle mylą mi się jesce te magicne słowa, któlych ostatnio naucyli mnie lodzice – zarumienił się Krzyś, ciągle zastanawiając się w swojej główce czy do słów tych należało również „Czary mary” czy tylko „Proszę, dziękuję, przepraszam”.

– Ależ proszę Krzysiu! Szczęśliwej drogi, pozdrów rodziców i pamiętaj, żeby rano być z powrotem w szpitalu w swoim łóżeczku! – przestrzegła jeszcze raz pani Krysia.

– Dobze! Będę pamiętał! – pomachał jej na pożegnanie Krzyś.

* pani Krysia jest postacią fikcyjną, istnieje tylko w głowie autora (i ma się tam całkiem dobrze, a przynajmniej tak odpowiada, kiedy ją o to zapytać), proszę nie łączyć jej z żadną realną osobą 😉

Ciąg dalszy nastąpi…

Image