„DUŻE SPRAWY W MAŁYCH GŁOWACH”!

– Aha to super! A jaki był ten kolega?

– Piękny Tato! – bez zastanowienia wyrzuca z siebie Bolo.

(…)

– Bo miał skrzydła Tato! Jak ORZEŁ!

 bo dzieci widzą tylko to co ważne….

/źródło: http://www.klocekikredka.com/jak-orzel/

 

Pamiętacie jeden z ostatnich linków poleconych Wam na fanpage’u Krzysiowe małe co nieco – piękną opowieść, której końcówkę zacytowaliśmy powyżej? Tak, zdrowy chłopczyk w chorym – niepełnosprawnym zobaczył… orła. Oczami wyobraźni widzę nasz spacer z Krzysiowym wózkiem, prawdopodobnie wypełnionym po brzegi sprzętem i… te spojrzenia – zdziwienia, czasem współczucia, czasem udawania, że „się nic/nikogo nie widzi”… A jakże bym chciała kiedyś dożyć spaceru, kiedy nasz Krzysiulek nie tylko tutaj – na blogu, czy przez najbliższych nazywany był Rycerzem, ale także przez jakiegoś zdrowego, obcego nam, radosnego dzieciaka, który zajrzałby do naszego wózka i się szeroko, szczerze, spontanicznie uśmiechnął… z podziwem.

Nie, nie jesteśmy święci. Też kiedyś zdarzało się, że podświadomie odwracałam wzrok widząc wózek inwalidzki, czy nietypowe rysy twarzy napotkanego dziecka… Też się dziwiłam, też „unikałam tematu”, prawdopodobnie nie w złej wierze, ale „żeby nie robić przykrości”. I pewnie gdybym miała zdrowe dziecko, nie zależałoby mi szczególnie, aby wtajemniczać go w świat chorych dzieci, bo… „po co?”. Nie, nie tak to działa. No właśnie, i dziś siedząc sobie i układając w głowie ten wpis rozumiem jak bardzo miałam „małą głowę”, a przecież dużą, bo niby mądrą, bo dorosłą! Teraz, będąc tylko przez chwilę, ale dość pewnie postawioną stopą „po tej drugiej stronie barykady”, rozumiem jak nigdy dotąd jak ważna jest integracja dzieci chorych i dzieci zdrowych, jak wiele mogą się jedne od drugich nauczyć nawzajem, jak bardzo ważne jest pokazanie obojgu życia we wszystkich wymiarach… Bo teraz już wiem, że przecież wszyscy żyjemy SZCZĘŚLIWI i NORMALNIE, choć czasem „szczęście” i „normalność” znajdują się na zupełnie różnych biegunach.

Dlatego tak bardzo, całym sercem, myślą i czynem tego wpisu itp. pragnę wesprzeć niesamowity projekt dwóch cudownych mam: Agnieszki – mamy Dzielnego Franka oraz Moniki – cioci Lasche, które podjęły się wielkiego wyzwania – napisały książkę pt. „Duże sprawy w małych głowach”o Choruskach (niepełnosprawnych dzieciach) dedykowaną dzieciom zdrowym. Teraz chcą ją wydać tak, aby ta niezwykle cenna książeczka była egzemplarzem bezpłatnym. Zatem my jesteśmy tu m.im. po to, aby stanąć w szeregi entuzjastycznej i realnej pomocy, aby ich marzenie, a społeczne „tak trzeba” ujrzały światło dzienne i mogły wspólnymi siłami odczarowywać niepełnosprawność z oparów niezrozumienia i lęku. Doskonale wiemy, jak trudne, czasochłonne jest wydanie książki – co dzień doświadczamy tego na własnej skórze… 🙂 Dlatego tym bardziej doceniamy wkład całego team’u książkowego dwóch Odważnych Mam i Spółki 🙂 i mocno trzymamy kciuki, aby się udało… A do sedna: projekt wydania książki „Duże sprawy w małych głowach” gości przez 44 najbliższe dni na portalu polakpotrafi.pl. Jeśli przez ten czas uda uzbierać się 10 tysięcy złotych potrzebnych na wydanie tysiąca egzemplarzy – będzie wielki sukces i ogromny ukłon dla tych, którym się chce… Jeśli zabraknie choć złotówki – pieniążki powrócą do darczyńców, a projekt się nie powiedzie… Ryzyko jest ogromne, ale równoważy się z wyjątkową szansą realizacji pięknej, ważnej, potrzebnej rzeczy. Więc Kochani, znów apelujemy do Was – każda „złotówka” się liczy. Standardowo, im nas więcej, tym lepiej. Potraktujmy to jako taką „rozgrzewkę” przed naszym najbliższym RAPem (już 21.02!)… 🙂

Liczymy na Was i w imieniu Mamy Agnieszki i Mamy Moniki jesteśmy Wam bardzo wdzięczni :-*A jak kiedyś zobaczycie jak Wasz lub obcy zdrowy brzdąc uśmiecha się tak wyjątkowo, tak „po swojemu”, tak po prostu… do dzieciątka-Choruska… to będzie tylko powód do dumy i dowód na to, że „duże sprawy w małych głowach” są dobrze poukładane… 🙂 Dzięki Wam i właśnie takiemu światopoglądowi jaki chcemy wspólnie szerzyć, nasz Krzyś nigdy nie był tylko chorym chłopcem… Za to, zawsze był, jest i będzie „Rycerzykiem o czarnych koralikach”. I to jest nasze zwycięstwo. I to jest właśnie „duża…wielka sprawa”. :-*

Image

 

 

Był leżak. Było cudownie. Był…

Dziś, a właściwie w tych dniach u nas bardziej tęskno niż zazwyczaj… I nie obędzie się bez oglądania wstecz… Jeśli znów pozwalamy sobie na nasze zbytnie sentymenty – przepraszamy, ale czasem wszystko staje się silniejsze od nas. Ze spędzonego naszego wspólnego czasu z Krzysiem wyryło się nam w sercu wiele dat: niektóre już sobie tutaj przypominaliśmy, inne pewnie przypomnimy kiedyś, a jeszcze inne być może na zawsze upamiętnimy milczeniem… Dziś także jest ten dzień kiedy zwycięża wspomnienie… Dokładnie rok temu, po wielu niekończących się miesiącach trudu, walki i nienazwanej rozmiarami tęsknoty…  zostaliśmy z Krzysiem na noc. Został przeniesiony na oddział zwykły – wstęp dla rodziców dozwolony całodobowo. I zostawaliśmy tak z sobą na kolejny dzień. I na kolejną noc… I potem na kolejne najpiękniejsze dni i cudowne noce w domku… Myśleliśmy, że już tak będzie, że na długo, że na zawsze… Jacy my wtedy byliśmy szczęśliwi! Tak, szczęśliwi! Tak po prostu.

Nasze „na zawsze” trwało do końca maja, gdzie znów nas rozdzieliły metalowe, szczelne, zimne, bezduszne śluzy wejścia na oddział Intensywnej Terapii.
Dziś ciągle oddzielają nas od Krzysia jakieś drzwi – nic przez nie nie widać, często jak się bardzo chce – można usłyszeć, poczuć… Przecież… „Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Prawdziwie się widzi tylko sercem”. Krzyś był, jest i będzie niepodważalnym, jedynym, naszym „Najważniejszym”. Tylko czasem ta nasza „widoczność” zostaje zaburzana, bo… czasem jeszcze serce płacze.

Dziś, siedzę w ciepłym domku na wygodnej kanapie… A marzę? Marzę o twardym leżaku w półmroku oddziałowego pokoju, gdzie usypiam na ręku naszego synka jak rok temu… Ot, takie marzenie.

 

IMG_5895-300x200

KRZYSIOWE (MAŁE) DUŻE CO NIECO

Drodzy nasi!

Dziś „Krzysiowe małe co nieco” wcale nie jest takie małe – jest wielkie – bo aż pęka z dumy! 🙂 I to będzie wpis bardzo „na gorąco”…!

Tak, mamy już wyniki II etapu konkursu „Blog Roku” i … uśmiech jest na buzi! I ogłaszamy wszem i wobec, iż udało się nie tylko zdobyć „3 kulki”, ale też dość niespodziewanie znaleźć się na 41-szym miejscu!

Na 640 blogów zgłoszonych do naszej kategorii  „Ja i moje życie” – jak dla nas – wynik świetny! Co więcej, kategoria ta była najbardziej konkurencyjną ze wszystkich (bo na ponad 2 tysiące wszystkich zgłoszonych blogów w konkursie wyróżniającym 10 kategorii, 1/4 blogów znalazła się w „Ja i moje życie”). My się uśmiechamy… 🙂

Niby po nic nam ten konkurs, po co wszelkie rankingi, po co jakakolwiek konkurencja… ? Nawet nie wiecie jak bardzo byśmy chcieli opisywać co dzień nowe przygody pt. „my-przedumni Rodzice i nasz synek – Krzyś” … Opisywać jego postępy, kolejne perypetie, sukcesy z każdego medycznego lub zupełnie dziecięcego osiągnięcia; samodzielnie podniesionej główki, raczkowania, połkniętej zupki bez sondy, oddychania bez tlenu… Możemy sobie tylko wyobrażać „co by było gdyby…”. Rzeczywistość jest zbyt rzeczywista… W naszej sypialni nie ma już łóżeczka… Pluszowy miś leży zamknięty szczelnie w szafce, żeby nie uleciał z niego nasz ukochany, tak bliski zapach… Dni bezlitośnie mijają dalej, a nawet najładniejszy kalendarz nie potrafi nas oszukać, że właśnie zaczyna mijać dokładnie już ósmy miesiąc, gdzie „my-tu, a On-Tam”.

A jednak… Jednak ciągle jesteśmy. Jednak ciągle piszemy. O tym naszym świecie „2 minus 1”.  Co więcej, jednak Wy jesteście… Jednak czytacie. Jedni od nas odchodzą, inni przychodzą… Czytacie to, co często czytać się tak zwyczajnie nie chce zbyt łatwo – o łzach, tęsknocie, przemyśleniach odkopanych z rewiru „niewygodne”. A my, w amoku gorszych chwil i zwątpienia, gdy mówimy: „kończymy”, za każdym razem pojawia się „coś”: Wasz komentarz, prywatna wiadomość, rozmowa, co jednak każe nam kliknąć „dodaj nowy wpis”, by nie pozwolić jakiejś myśli zamknąć się w tylko naszych czterech ścianach. Często ta myśl zaprowadza nas tam, gdzie się nie spodziewaliśmy nigdy pojawić. Nie spodziewaliśmy się, że napiszemy własną książkę (perypetie wydawnicze w toku…), że ktoś nas poprosi o wywiad, że będziemy się uczyć RAP-ować :), że przyjdzie nam się zmierzyć z pomysłem założenia pewnego, ważnego portalu… Gdzie nas jeszcze „Krzysiowe co nieco” zaprowadzi? A to tylko chyba jeden… Krzyś raczy wiedzieć 🙂 Idziemy – po omacku!

I po tym dłuższym wstępie, czas na podziękowanie – takie najprostsze i najszczersze – że JESTEŚCIE! Jesteście – KU PAMIĘCI…, MIMO WSZYSTKO…, PO OMACKU… 🙂 :*

I tak zupełnie przyziemnie, a z okazji tego wpisu – wielkie ukłony za Wasze smski w konkursie – te first minute, dzięki którym znaleźliśmy się najpierw w pierwszej 100-ce i te last minute, dzięki którym wywindowaliście nas do zaszczytnej pierwszej 50-siątki! Nas cieszy także dużo nowych wejść na bloga ze strony „blogroku” i jeśli tylko zostanie z nami kolejna osoba chętna do wspólnego działania – wiemy, że warto było w tym konkursie wystartować. A dzieciaki z hospicjum Gajusz się do Was także uśmiechają – uśmiechem wdzięczności! 🙂

Gratulujemy także wszystkim innym blogom biorących udział w konkursie! Szczególnie bliskie są nam te z naszej kategorii, niezależnie od rankingu – cudowne historie, niesamowite dzieciaki, przemyślenia, przygody, przesłania – warto poczytać!

Ech… i to miał być krótki wpis. Więc kropka.  🙂 I… ostatnie – DZIĘKUJEMY! :-*

 

f12efbe57955c0212d9966a8f35b02f1

 

 

I o rolowaniu, i o blogowaniu :-)

Przyjaciele Krzysia! Dziś konkursowo-logistyczny komunikat:

Właśnie się zszokowaliśmy, bo dostaliśmy „ofertę” wysyłania na nasz blog smsów jako zlecenie dla osoby podbijającej wyniki z setek numerów komórkowych! Hmm… a może nas już nic nie powinno szokować? :-/
W każdym razie, prosząc Was o głosy na nasz blog w konkursie „Blog Roku” nie zależy nam na rankingach, na wygranej etc. Wystartowaliśmy – ku pamięci, ku szerzeniu naszej „misji Krzyś” dalej, ku pomocy innym – cel konkursu jest charytatywny… Więc najuczciwiej jak tylko można: jeśli podoba Wam się to, co robimy; lubicie czytać (ok, czasem są „smęty”, bo piszemy najszczerzej); pamiętacie… wyślijcie smska jako formę „tak” dla naszych wszelkich działań. Miło, że jesteśmy w pierwszej 100-ce blogów (za prawie 700 zgłoszonych!). Mamy tylko troszkę ambicji, żeby zdobyć 3 kropki w głosach – a patrząc na statystyki fb i bloga, jest to osiągalne, co? 🙂

Jak dać nam „tak”? Mała przypominajka: sms o treści: A00620 (w numerze są zera) na numer 7122. Koszt smsa to jedynie 1,23 zł, a co najważniejsze – w całości przeznaczone na chore dzieciaczki pozostawione w hospicjum bez rodziców. Dziękujemy za każdy Wasz głos! Za udostępnienia i apele, które obserwujemy! Za dobrą myśl :-*

A skoro tak blogowo dziś w temacie, o samym pisaniu mówiliśmy już kilkakrotnie – fragment wywiadu udzielonego portalowi http://www.zaradnematki.pl:

Pisanie blogu to dla Ciebie forma terapii czy pamiętnika? Mąż czyta/pomaga pisać?

Gdy zaczynaliśmy pisać blog… Właściwie to nieświadomie zaczęłam Ci odpowiadać na drugie pytanie, ponieważ mąż nie tylko czyta czy duchowo wspiera, ale sam też czasem pisze swoje przemyślenia, opowieści. Ja jestem tą stroną sentymentalną, bardziej płaczliwą. Mąż z kolei woli bardziej konkretne wpisy, często też humorystyczne albo z przymrużeniem oka. Ale wracając do pierwszego pytania, gdy zaczynaliśmy pisać blog, mieliśmy tylko jeden cel: pokazać najbliższym – Rodzinie, Przyjaciołom, że mimo wszystko dajemy radę, mamy się dobrze i jesteśmy naprawdę szczęśliwi. Nie przypuszczaliśmy, że przekaz ten i blog osiągną tak wielki zasięg. Dlatego potem już bardziej globalnie zaczęliśmy opisywać swoją codzienność z Krzysiem, a z każdego wpisu miała płynąć wyraźna odpowiedź: życie z chorym dzieciątkiem to nie największa tragedia życiowa, ale także powód do radości i dumy.
Teraz, kiedy Krzysia w sposób fizyczny z nami nie ma, do tego przekazu równolegle dołączył kolejny ważny szept utwierdzający nas i, mam nadzieję, innych naszych Czytelników w bliskiej nam prawdzie, że „czasem trzeba odejść, by stale być blisko”.

Image

Budujemy dom!

Jak wygląda nasze życie?

Pewnie wielu z Was zastanawia się, jak może wyglądać życie rodziców po stracie dziecka… Próbując odpowiedzieć na to pytanie pozwólcie, że posłużę się pewną metaforą.
Każdy z nas ma w życiu jakiś cel – jedni chcą zrobić karierę, inni stawiają wszystko na rodzinę, niektórzy na podróże, celem jeszcze innych jest tylko i wyłącznie bogacenie się… Każdy z nas buduje w życiu jakiś symboliczny „dom”…
A jak to jest w naszym przypadku? My też zaczęliśmy budować taki „dom”… Wszystko szło zgodnie z planem: przygotowaliśmy plany budowy, zaopatrzyliśmy się w materiały, powstawały solidne „fundamenty”, później zaczęliśmy wznosić „mury”. Plan architektoniczny domu był stworzony przez nas i przez nas też realizowany. Oczywiście zdarzały się – jak u każdego – mniejsze i większe katastrofy budowlane. A to się zawalił jakiś fragment muru, a to coś w „planach budowy” było tak, a rzeczywistość wymuszała zrobić to inaczej. Cały czas jednak mury pięły się w górę. Zwieńczeniem miał być okazały, piękny „dom naszego życia”.

W 2012 roku kiedy dowiedzieliśmy się, że Krzyś jest bardzo chory, z każdą kolejną złą wiadomością nasze mury zaczęły się powoli walić i sypać. Przestawaliśmy panować nad naszą budową… Kolejne i kolejne dni przynosiły burze, które szarpały i wreszcie w efekcie porwały dach. Kolejne kataklizmy pogodowe niszczyły to, co było w środku domu, gdzieś w głębi serca.
To co stało się jednak 5 czerwca 2013 r. można przyrównać tylko i wyłącznie do końca świata – końca naszej budowy. Wichura, a właściwie tornado, które przeszło nad nami doszczętnie zniszczyło wszystkie nasze plany, nasze połatane przez ostatnie miesiące ściany, nasz naprędce przykryty prowizorycznie dach… Nie został nawet „kamień na kamieniu”… Dokonało się dzieło zniszczenia…

I staliśmy tak pośrodku gruzowiska z pytaniem na ustach: „I co teraz z naszym domem”? Na czym mamy teraz zbudować dzieło naszego życia? Powoli, ale nie bez bólu w sercach zaczęliśmy sprzątać to, co z niego pozostało: pęknięte cegły, kawałki szkła, kilka strzykawek, rozrzucone zabawki, jakiś pluszowy miś… Po chwili, gdy obejrzeliśmy się dookoła, zobaczyliśmy ludzi… Ludzi obcych, którzy jednak przyszli nam pomóc sprzątać nasze życie… To byliście WY! Wy, którzy zaprzyjaźniliście się z nami przez cały ten czas burz poprzez ten blog! Tak więc z Waszą pomocą uprzątnęliśmy cały ten bałagan!

Co jednak było później? Przed nami zostały tylko fundamenty, których huragan nie zniszczył… A co można zrobić z fundamentami? Można zacząć na nich budować, za co też od razu się zabraliśmy! Nie można bowiem ich zostawić, bo przez lata bez budowy prędzej czy później zostałyby również zniszczone, popękane…

Zaczęliśmy więc kolejną budowę! Z tą tylko różnicą, że to nie my już będziemy Architektami naszego Losu, ale Ktoś inny. Ktoś, kto mieszkał w poprzednim, zburzonym „domu”… To nie my mamy w rękach plany budowy, ale Ktoś inny… Nie wiemy nawet jak będzie wyglądał ten „dom” po ukończeniu. Ktoś inny jest już Kierownikiem Budowy. Po prostu staramy się nosić tylko cegły, mieszać zaprawę, pokornie wykonywać polecenia Krzysia, które on nam przekazuje do naszych serc w postaci planów architektonicznych kolejnych pięter. Co z tego wszystkiego wyniknie? Nie mamy pojęcia. Póki jednak w górę znów pną się mury, my jesteśmy szczęśliwi! 🙂

 

ImageP.S. Dziękujemy, że z nami byliście i jesteście! Że stoicie za nami murem – mimo, że naszych prywatnych murów jeszcze nie zbudowaliśmy…

KRZYSIOWEMALECONIECO – po sznurku, do KONKURSU…

Gdy wokół nas robi się zbyt ciemno, czasem potrzeba kogoś kto podciągnie żaluzje… Robi się jaśniej, widać więcej uśmiechniętych, oszołomionych nieoczekiwanym światłem twarzy… Kiedyś ktoś nam drogi i bliski, powiedział że nasz blog jest jak taki sznurek od żaluzji… Czasem jakiś wpis je chwilowo opuszcza w dół, tylko po to, by kolejny uniósł je dużo wyżej… Czy oświetlamy Wasze twarze? Nie wiem… Ale jeśli tak jest, to niech nasz blog w nieskończoność podnosi te żaluzje i zmniejsza półcień wkoło…

Niech przyniesie otuchy innym Aniołkowym Rodzicom dając dowód, że tam gdzie pozornie wszystko się kończy, zawsze jest szansa na nowy początek…

Niech wspiera ramiona tych, którzy dźwigają lęk i troski opieki nad Choruskami, bo przecież nie raz siła miłości mierzy się z siłą bezsilności…

Niech uczy absolutnie wszystkich innych Odwiedzających, którzy nie mogą uwierzyć w opisywaną tu rzeczywistość, że szczęście potrafi mieć naprawdę skrajne oblicza, rozmiary…

I na koniec – najważniejsze: niech kontynuuje to, co pozostawił nam nasz Krzyś: niespotykaną dotąd kreatywność, która każe iść naprzód; pomagać tym, co ciągle „mają szansę” i tę RAPerską, książkową, czy wszelką inną poMOC szerzyć dalej…
Jeśli tylko chcielibyście zaprosić do naszego wspólnego odkrywania wszelkiego światła wokół nas innych – prosimy o Waszą niewielką pomoc:

Oddajcie głos w konkursie Onet-u „Blog Roku” na nasze „krzysiowemaleconieco.com”: SMS o treści A00620 na numer 7122.

Głosując, też pomagamy – dochód z smsów (1 sms = 1,23 zł) dla Dzieciaczków osieroconych z hospicjum. Tylko jeden telefon może zagłosować na wybrany blog, więc zachęcamy do użycia wszystkich telefonów w domu i o uaktywnianie do głosowania Waszych fajnych znajomych 🙂 Mamy czas do południa, do 06 lutego!

Jedyne na czym nam zależy, to odsłaniać nasze żaluzje dalej… I widzieć jak najwięcej twarzy rozpromienionych światłem – radości, dobra, spełnienia… Bujda? Bzdury? Przecież świat jest dokładnie taki sam, jakim go postrzegamy. Więcej, taki sam, jakim go tworzymy! Myślicie, że kiedyś uda nam się wspólnie podciągnąć żaluzje do końca i zobaczyć w całości odsłonięte, rozświetlone okno?
Dziękujemy jak zawsze – za to, że jesteście -„mimo wszystko”. Z góry dziękujemy za Wasze głosy, zaangażowanie i pomoc – wspólnie wysyłamy zaproszenie innym do… „podnoszenia żaluzji”.

baner bloga na blogroku

Wyniki, wieści, wspólne decyzje!

Kochani Rycerzykowicze!

Dziś nie będziemy Wam zajmować sobotniego wieczoru czytaniem 😉 Będzie krótko, techniczno-logistycznie, esencjonalnie w trzech punktach!
Punkt pierwszy:
Najwyższy czas podsumować wyniki naszej sondy! I zanim to podsumowanie formalne nastąpi: musimy najpierw i przede wszystkim absolutnie wszystkim Głosującym bardzo gorąco podziękować – za chęci, za zaangażowanie, za komentarz i za… niezdecydowanie 🙂 Wyrównane statystyki wielu wpisów nas bardzo cieszą! Niesamowitego nam dajcie „kopa” do działania, pisania dalej kolejnych „ulubionych” wpisów :-*
A na podium znalazły się:
I miejsce: „Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść…”
II miejsce: „Gdybym miała choć raz”
III miejsce exequo: „O tym jak zniknął sufit”, „Że są puste miejsca przy stole”, „Oszaleli Anieli…”

Punkt drugi:

Po nieoczekiwanym i bardzo miłym odzewie jaki do nas dotarł podczas grudniowych licytacji albumowej wersji „Rycerzyka”, mamy wielki zaszczyt i nieukrywaną radość napisać Wam, że po wielu długich tygodniach niełatwych negocjacji, uzgodnień, decyzji; wczoraj dotarła do nas umowa od Wydawnictwa na wydanie naszego „Rycerzyka”! W wersji wciąż niepewnej, a bardzo optymistycznej, nasza najdroższa sercu książka ukaże się w standardowym – dużym nakładzie, ogólnodostępnie, po normalnej cenie już wiosną! Mamy tylko jedno życzenie: całkowity zysk ze sprzedaży przekazujemy na chore Dzieciaczki! Umowa leży przed nami… To co, podpisujemy? 😉

Punkt ostatni: nasz wyjątkowy, całodobowy, nieprzerwany KONCERT niezliczonych i niezmęczonych RAPerów trwa – „bilety” poMOCY wciąż niewyczerpane… 😉

No to milusiego, cieplusiego, zimowego wieczorku! :-*

image

21.01.2014: KONCERT RAP DLA JULIANKA

Powoli gasną światła…

Instrumenty się stroją. Próba generalna własnych możliwości wokalno-wspomagających – za kulisami. I porządna trema, czy oby na pewno wszyscy wiedzą „po co to wszystko”? Już nie raz tłumaczyliśmy. A teraz, DZIŚ – wśród codziennych obowiązków, kłopotów, miliona własnych spraw „do załatwienia”,  jeśli tylko raz, ten jeden raz w miesiącu, możemy Wam przypomnieć, że po tej drugiej stronie mocy, jest NIE-moc (serio!), zatrzymajcie się na chwilkę i jeśli możecie – dodajcie tę MOC!

Niewidoczny Dyrygent…

Tak, nasze RAPowe koncerty, jak na rapowe nie przystało: mają dyrygenta! (Sorry, fani rapu! 😉 ) Ale jak to na profesjonalnych koncertach bywa – Dyrygenta właściwie nie widać. Powinien być pod sceną, choć akurat my mniemamy, że czuwa wysoko nad nią! I to właśnie On nadaje ton wszystkim i wszystkiemu. Nasz Dyrygent ma dziś swoje mini-urodzinki: kończyłby 19 miesięcy. Tym razem to On chce podarować prezent – to już duży Chłopczyk i doskonale wie, co w życiu jest najważniejsze. Krzyś nie miał niestety tego szczęścia, aby kosztowne leczenie, operacja mogły go uzdrowić. Inni je mają i im właśnie chce pomagać! Bo czy jest w życiu coś piękniejszego niż Komuś podarować po-MOC,  a tą MOCĄ jest np. ŻYCIE. Dosłownie.

Na scenie: Julianek

Dlaczego pojawił się na naszej scenie? Sentymentalne względy: gdy zobaczyliśmy jego zdjęcie z elektrodą w „złotego misia”, otulonego w te same wzorki materacyka niemowlęcego, w które wpatrywaliśmy się przez nasze pierwsze trzy szpitalowe miesiące z Krzysiem, pomyśleliśmy: „jemu musi się udać!”. Przeczytaliśmy historię: „Jemu się uda!”.

Serduszko młodszego kumpla Krzysia poważnie szwankuje i bez operacji – przestanie bić…

Na szczęście, tu nie wszystko jest w rękach losu, ale… w rękach chirurgów z Niemiec oraz w rękach Dobrych Ludzi, którzy pomogą Juliankowi na tę „operację: życie” pojechać.

 Pora na… RAP!

Nasz RAP zaczynamy z wysokiego C,

Rycerzykowa Akcja Pomocy wre,

Bo nie o lekarstwo, ani wygodę tu chodzi,

Ale o „być albo nie być”,

co Szekspirowi bez medycyny zbyt prosto wychodzi.

Julianek to góral, maluśki bohater,

I choć uśmiecha się pięknie spod samiuśkich Tater,

To serca nie ma jak dzwon,

Musimy nadać mu ton,

Bilet na operację „RAPowym biletem” podarować,

Aby Młodziaka życie króciutkie ratować!

 

Bilet wstępu na nasz „koncert RAP”:

Do nabycia bez wychodzenia z domu!

Koszt – 5 zł – nie mniej, nie więcej! Czy pojedynczo, czy rodzinnie – według uznania.

Gdzie nabyć? Wpłat należy dokonać na SUBKONTO Julianka (dane do przelewu – na dole strony). Więcej informacji o Chłopcu na jego facebook-owej STRONIE. Postępy w zbiórce na operację zobaczycie TUTAJ.

A dla widzów VIP: specjalne aukcje dla Julianka na Wydarzeniu TUTAJ!

Niech na tym koncercie będzie RAPerska MOC…Po-MOC! :-*

ZAPRASZAJCIE ZNAJOMYCH*

*) Warunki lokalowe nam na to pozwalają, aby sala pękała w szwach! 😀

Image

Znów RAP-ujemy – koncertowo!

Kochani Rycerzykowicze!

Że licytacja „Rycerzyka” to tylko pierwsza odsłona naszego RAP-u – pisaliśmy. Że utworzone na facebook’u „RAP-owe Wydarzenie” wspierające naszą inicjatywę to dopiero preludium – pisaliśmy. Że dajemy sobie i Wam chwilkę odpoczynku na miniony już świąteczny czas – pisaliśmy. Obietnica dotrzymana! Powracamy do RAP-u – właśnie teraz ogłaszamy 🙂

Na czym teraz będzie polegało nasze RAP-owanie? Oczywiście, że na POMAGANIU! I mamy nadzieję, że się o to nie pogniewacie :-*

No właśnie. Rap to specyficzny rodzaj muzyki. Można w nim oszukiwać wokalem, rytmem, linią melodyczną, czy jak tam ten cały „hałas” zwał ;), ale nie brzmi wtedy dobrze. Aby dobry (!) rap zagrał dobrze – wszystko musi funkcjonować poprawnie – każdy instrument, każdy dźwięk, takt, rytm… W muzyce łatwo to naprawić – wystarczy dobry słuch, wymagający menago, czasem zmysł samokrytyki tworzących, czasem lepsza jakość sprzętu.

A jak to wygląda u „naszych” Dzieciaków? W sumie podobnie. Żeby wszystko dobrze „grało” – musi być dobry opiekun, odpowiedni trening, terapia, wysokiej jakości sprzęt. Czasem musi zagrać tylko serduszko – albo aż! Czasem muszą dostosować się do rytmu motoryki ciała zbyt nieposłuszne nóżki, rączki, mięśnie… Czasem na innych (niż przyjęte za normę) falach nadaje główka… Często w nieodczuwalnym motłochu 21 procentowego tlenu, potrafi się zapodziać gdzieś ich oddech…

I choćby najbardziej banalnie miałoby zabrzmieć, ten „rap” dla mniej zdrowych Maluszków, to nic innego jak ŻYCIE. Tak, to samo życie, które tak często nas rozczarowuje, stawia wymagania, kłody pod nogi, a czasem rozpieszcza, najczęściej jednak go jakoś nie doceniamy. Dla Maluszków-Chorusków żyć znaczy często – pokonywać codzienność jak najprzyjemniej, jak najprościej, z jak największym możliwym wsparciem wokół: specjalistów, leków, sprzętu. A mimo, że dopiero całkiem niedawno zdaliśmy sobie z tego sprawę, powiemy Wam tę brutalną prawdę: dla zbyt wielu Dzieciątek żyć, znaczy po prostu być… jutro.

Żeby raperzy mieli fajny zespół, dobre płyty i głośną trasę koncertową – trzeba mnóstwa pracy, energii i kasy. Żeby Dzieciakom żyło się komfortowo, długo i najzdrowiej jak to tylko możliwe – trzeba mnóstwa pracy, energii (ich i najbliższych) i kasy. Krzyś nasz ma pomysł: jak dotychczas, będzie swoje urodzinki świętował co miesiąc, tylko troszkę inaczej. Otóż nasz Rycerzyk w naszych głowach wykombinował ;-), że dokładnie co miesiąc, na swoje urodzinki, dokładnie 21-ego KAŻDEGO MIESIĄCA, zamiast prezentu dla niego (wierzymy, że w Niebie ma wszystko, czego Dusza zapragnie!), chce Was naciągnąć na cykliczny RAP: Rycerzykową Akcję Pomocy!

W każdym miesiącu, będziemy organizować tutaj RAP-owy „KONCERT” dla wybranego Dzieciaka, którego Wam przedstawimy! Wiemy, że nigdy nie uda nam się pomóc wszystkim, którzy na tę pomoc w pełni zasługują, czekają i proszą. Jednak, wychodząc z założenia, że zawsze bardziej warto robić coś niż nic – chcemy kontynuować RAP i „koncerty” z wielką publiką super dobrych serc! 🙂

Na czym będzie polegał „koncert”? Nie trzeba będzie wychodzić z domu, narażać słuchu i przepychać się w tłumie 😉 My Wam zaprezentujemy każdego 21-dnia miesiąca na naszej krzysiowomałoconieco-wej scenie jednego Maluszka-Choruska – On Wam zagra może na sumieniu, może na sercu, może przewartościuje pewne sprawy… Krzyś i my – podpowiemy z chórków – dlaczego i gdzie warto mu koncertowo pomóc. „Bilet wstępu” na ten wyjątkowy RAP-owy „KONCERT” – 5 zł – raz w miesiącu – nie mniej, nie więcej! WSTĘP DOZWOLONY WSZYSTKIM – nawet tym, którzy nie lubią rapu 😉 A koncert jest udany wtedy, kiedy dopisze publika – w ilości i energii jest wielka moc, w tym wypadku: PO-MOC! A najbardziej zapraszamy tych, którzy pokochali Krzysia – jako Inicjator-Jubilat tych koncertów, będzie bardzo dumny, że kupiłeś bilet! 🙂 :-*

Image

Interaktywnie, czyli… SONDA DLA WAS!

Jest zimno, ciemno, pada (cokolwiek), wieczór jakoś wcale nie robi się dłuższy… Więc my wpadliśmy na pomysł 🙂 Chcemy Was wyrwać z objęć „nudy pogodowej” i tęsknoty za zimą lub wiosną – w końcu obu na horyzoncie póki co brak.

Wykorzystując klimat stycznia – miesiąca wszelkich podsumowań, rankingów, a także prognoz, proponujemy Wam dziś niecodzienny ranking: SONDĘ WPISÓW NA BLOGU! 🙂 Będzie krótka wycieczka „wstecz”, będzie wspominkowo, będzie przekrojowo, będzie interaktywnie jeszcze bardziej niż dotychczas – taką mamy nadzieję! Naiwni? 😉

Nasza przygoda z blogiem zaczęła się ledwie ponad rok temu. Odsłoniliście ją już prawie 200 tysięcy razy! Nie wiedzieć skąd, kiedy i jak dostarczyliśmy Wam ponad 150 wpisów – najprawdziwszej koncentracji radości przez łzy lub łez połykanych z uśmiechem – samym nam trudno to określić. Całkiem niedawno brnąc dalej naprzód, zapisując kolejne notatki „do zrobienia” co do większości „krzysiowych” planów, postanowiliśmy poszukać energii, natchnienia, odpowiedzi w tym co było. Powróciliśmy do archiwum tego bloga – przeczytaliśmy ileż to emocji, lekcji, wspomnień tu zostawiliśmy. Nie zamykamy na klucz – zbyt cenne. Uchylamy troszkę tę skrzyneczkę. Wyciągamy z niej najważniejsze dla nas (z wielu względów) zapiski. Może niektóre zechcecie przeczytać jeszcze raz? A może w innych powie Wam wszystko już sam tytuł? Mamy tylko jedną prośbę: jak macie chwilkę, dajcie nam znać – KTÓRY WPIS JEST DLA WAS NAJCENNIEJSZY? Dlaczego? Ot tak, chcemy wiedzieć 😉

Wystarczy kliknąć na wybrany wpis, a zagłosować przyciskiem VOTE! UWAGA: Dana osoba może głosować tylko RAZ, ale ze względu na różnorodność wpisów – zostawiamy możliwość WIELOKROTNEGO WYBORU!

A potem…? Po podsumowaniach będzie kolej na prognozy! :-*

sonda_blog